DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: fousek26-08-2005
Dzik na pomarańczę

Jak zwykle wróciłem po pracy do domu około 18. Zrobiłem sobie kolacje... zjadłem, zasiadłem w fotelu i właczyłem TV. Jak zawsze nic ciekawego nie było. Z nudów poczułem błogi stan z smacznie zasnąłem. Obudził mnie dzwonek do drzwi, to wrócił do domu brat. wstałem i stwierdziłem, że wogóle nie chce mi sie spać. I co tu robic...? hmmm może do lasu jechac?!

Wyszedłem na tars zapaliłem papierosa i zacząłem sie zastanawiać. Widoczność była super. Pomimo braku ksieżyca śnieg daje super jasny widok. Spojrzałem na zegarek, była godzina 22 30. Cóż, wpakowałem sie w mojego cudnego BOBA eleganta i pojechałem. W drodze tak sobie myślałem, gdzie tu pojechać... może pola, a moze pospacerowac po lesnych duktach. To był dylemat. Gdy dojechałem do leśniczówki, w której jest ksiązka postanowiłem się wpisac na wysoki las. Wpisałem dwa odziały, w których miałem zamiar spotkać dziki. Odziały te to same młodniki i mozliwosc spotkania dzika była tylko na liniach odziałowych.

"Samochód" zostawiłem pod spalonym bukiem. Przeładowałem sztucer i ruszyłem. Śnieg dosyc skrzypiał pod butami co nie napawało mnie wielka nadzieją. Ale cóż pomyslałem jak już tu jestem to idę. Szedlłem bardzo powoli z nóżki na nóżkę. Najpierw obrałem kierunek na dębinę, która była sąsiadującym odziałem z moimi młodnikami. To tam właśnie najbardziej liczyłem na dziki. Niestety zawiodłem się, na jesiennych opadówkach żerowały tylko dwie kozy. Udało mi sie je podejść na około 30 m co bardzo poprawiło mi humor. Pomyślałem, skoro po tym skrzypiacym śniegu podzszełem sarny na kilkanaście kroków, to dlaczego mam nie podejść buchtujących dzików?! Troszke z lepszym nastrojem udałem sie w stronę przesmyków, którymi dziki podąrzaja na łąki i pola. Uszedłem może około 200m od dębiny i usłysałem łamanie gałęzi w młodniku.Trzaski przesuwały sie wyraźnie w moim kierunku. Oparłem sztucer o kolano i czekałem. Czas ten dłużył mi się okropnie. Odgłos który dochodził z młodnika nie był głosem watahy! Bardzej mi to pasowało na jednego góra dwa dziki. Po około 10 minutach przed oczami ukazł mi sie dość przyjemny choć nie strzałowy widok. Przedemnie na linię wyszedł byk, co miał na głowie nie byłem w stanie stwierdzić, ale był napewno młodym obustronnie kronym bykiem. Postał chwile i poszedł spokojnie w strone pól. Powoli zacząłem wątpić w spotkanie z czarnuchmi. Mimo to, polowanie zaliczyłem do bardzo udanych.

Spojrzałem na zegarek dochodzła 24 00. Już dość zmarzniety i trochę senny obrałem kierunek w strone auta. Stanąłem jeszcze na skraju małej enklawki i zapaliłem papierosa Pogoda była zupełnie bezwietrzna. Dym unosił sie rowniótko i powoli do góry

Do samochodu miałem jeszcze około 800m. Dukt wiódł pomiedzy 12 letnimi młodnikami. Uszedłem może około 300m i włożyłem rękę do kieszeni, a tu jest pomarańcza :-) Stanąłem na środku lini i zacząłem obierać ją ze skórki. Cała moja uwaga była skupina na owocu. Aż nagle, przede mną, w odległosci około 20m coś czarnego przsłoniło mi linię. Podniosłem głowę. a tu dzik buchtuje lnie. Wpadłem w mały szok... w zębach pomarańcza, sztucer na ramieniu, w koło młodniki, a przedemna spceruje wycinek. I co ja mam teraz zrobić... ?? Przypomniałem sobie wtedy rade mojego profesora myślistwa, św. pamieci dziadka. Zawsze powtarzał mi, tylko spokój, opanowanie i spokój. Powoli więc zjadłem cytrusa, a dzik dalej chodził w tą i z powrotem. Klękając powoli ściągałem broń z ramienia. Z racji że krotność lunety ustawiam na podchód na 6 musiałem przestawic do 3 bo odległość, która dzieliła mnie od dzika jak się okazało pożniej wynosiła 17 kroków.

Naciągnołem przyspiesznik i wyczekałem moment gdy dzik ustawł sie na blat strzeliłem. Padł w ogniu. Spokojnie zapaliłem papierosa. Odczekałem 10 minut, podszełem do mojej zdobyczy i stwierdziłem, że przyjemnosci sie skończyły. Trzeba zacząć robotę :-) nóż w rękę i jedziemy z koksem. Całe szczęście, że udało mi sie podjechac autem pod samego dziczka.
W domu waga pokazała 72 kg.




10-11-2006 10:02DriadaWitaj Czeski:)
Widocznie odkryłes nowy sposób wabienia czarnuszków:) Gratuluję!!
Sytuacja w której postawił Cie dzik i sposób jej przedstawienia mnie rozbawił-hehe:D Świetnie Ci to wyszło... To kiedy zabierasz mnie ze sobą, hm?? :) Pozdrawiam serdecznie:)
31-08-2005 21:15Emillfousek bardzo piękne opowiadanie ..świetnie sie czyta... az normalnie szkoda że takie krótkie.... Gratuluje dziczka Pozdrawiam DB
26-08-2005 13:04warchlaq przebiegłyA ostatni kęs? a złom?

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.