DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: staszlow01-09-2005
Tańczący z dzikami

To polowanie byłoby jednym z wielu, gdyby nie sytuacja, która dla mnie jest czymś wyjątkowym i gdybym słyszał ją od któregoś z kolegów, wątpię, czy byłbym w stanie uwierzyć.

Wyjazd ok. godziny 21 na dzika - w planie jeszcze kilka sztuk - ambona przy nęcisku z kukurydzą, owsem i ziemniakami, widoczność doskonała przy małej pokrywie śnieżnej. Jedynym mankamentem był dość silny, wiejący w boczne okienko ambony wiatr. Ale co tam. Około godziny 0:15 pojawia się pojedynczy dzik, wyglądający na odyńca - wycinka, no może lochę np. odłączoną od warchlaków, choć chyba jeszcze nie pora. Obserwacja ok.15 minut, rozpoznanie i decyzja o strzelaniu. Wszystko normalnie, strzał dzik zaznaczył potknięciem. Odczekanie kilka minut i sprawdzenie zestrzału, wszystko OK, farba i po 40 metrach dzik leży. No i teraz refleksja, dlaczego nie mam swojej gończej - 1,5 rocznej suczki.

Wyjazd do domu po psa ok.15 km. Po ok. 40 minutach powrót z suczką, niech „znajdzie” dzika. Rutynowo, wszystko, a więc broń i oczywiście gromadka ubrania są w samochodzie stojącym 50 metrów od ambony. Suczka na otok i idziemy na zestrzał.

W momencie kiedy dochodzę do ambony konsternacja - na rozniesionym nęcisku dokładnie widzę wataszkę ok.15 dzików warchlaków bez dużego dzika wśród nich. Podchodzę jeszcze ok. 20 m i decyduję: puszczam sukę, niech ma trochę „przyjemności”. Chodziło mi głównie o zobaczenie jej reakcji przy takiej ,,brygadzie " dzików, gdyż było to dla niej tak naprawdę pierwsze spotkanie z żywymi dzikami w łowisku, bo wcześniej tylko odnajdywała martwe strzelone. Dotychczas była w zagrodzie, ale raczej dzikarza z niej nie będzie.

To, co dalej się działo, przeszło moje dotychczasowe wyobrażenie o tym, jakie to dziki ostrożne i płochliwe. Suczka oszczekuje z bliskiej odległości dziki, które najwyraźniej ją tolerują, żerując na nęcisku, a ja idę w ich kierunku. Dochodzę na odległość ok. 5-6 m do dzików, a one sobie nic z tego nie robią. Co jakiś czas któryś warchlak pogoni suczkę, a ona ucieka, chowając się za mnie. Warchlak mija mnie o 2 m i wraca do „koryta”. Byłem tak zszokowany tym, co się wokół mnie działo, iż kilka minut stałem jak słup, nie wiedząc co robić, a broń została przecież w samochodzie. I decyduję: idę do samochodu po broń. Niestety suczka wraca za mną.
Broń z samochodu, jeden nabój do komory, a suczka oczywiście do samochodu i powrót do dzików. Samochód stał w linii prostej ok.80 m od dzików. Dochodzę do ambony i widzę, jak dziczki sobie zajadają w najlepsze. „Podpórka” z drabiny ambony i strzał. Odgłos wyraźnie wskazuje na strzał trafiony. Dziki wolno „schodzą” z pola do lasu.

Sztucer do samochodu; z suczką idę zobaczyć leżącego dzika. Na miejscu okazuje się, że dzik nie padł w ogniu. Puszczona suka szybko odnajduje warchlaka ok.15 m w lesie i głosi. Podchodzę i widzę warchlaka stojącego w jałowcach, a broń oczywiście w samochodzie.

Powrót po broń; suka znów zostawia dzika i wraca ze mną. Już ze sztucerem idę w to miejsce i okazuje się, że dzik ruszony poszedł za uchodzącą wataszką.

Szanowni Koledzy, poluję ponad dwadzieścia lat, dzików strzeliłem ok. 100, a ile popełniłem w tej prostej, zdawałoby się, sytuacji błędów. Czy to rutyna czy po prostu głupota i brak wyobraźni?

Oczywiście dzika rano doszedłem martwego po ok.500 m. Strzał jak to w nocy: kulawy sztych, przestrzelone płuca, wątroba i wylot 10 cm poniżej stolcowej. „Niestety” strzelałem
z RWS TIG 10,5 g w kalibrze 7x64. I co tu dodać? Myślę, że wnioski same się nasuwają.
Przepraszam za chaos w opisie sytuacji i polecam ku przestrodze.
Powtarzam : naprawdę tak było.




18-01-2007 21:20gawronnNapisze tylko,że każdemu może sie przytrafić w łowisku tak niecodzienna sytuacja,a skutkować może chociarzby takim zachowaniem jak kolegi!DB
02-09-2005 16:03ziolek1977Pytanie do autora. Jaki to był miesiąc bo że to była zima to można się zorientować. No i jakiej płci był ten pierwszy dzik? bo coś mi się zdaje że loszka....
01-09-2005 21:46Piotr GawlickiStarsi ode mnie i już bardzo dawno temu uczyli mnie, że myśliwy NIGDY nie porusza się w obwodzie bez broni i zawsze ma przy sobie zapasową amunicję. Zasady niby proste, a jak pomcne.
01-09-2005 16:52wsteczniakTa, dla czystości pojęć, uważam że :
W opowiadanu - można puścić wodzy fantazji. Nawet wypada.
W "moim polowaniu" - tylko ogrom strachu, wielkość strzelonego zwierza, i czystość bielizny - po tym incydencie, nie musi być krystaliczna. Reszta - tak!
Ponad to - nie można w jednym szeregu stawieć braku wyobrażni z tym ..... drugim , o czym nierozłącznie piszesz. Dla mnie "brakiem wyobrażni" to nie jest ........

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.