DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Kulwap06-10-2005
Dwa kaczory z jednej lufy....

Miałem o tym nie pisać, bo tytuł mógłby zostać zrozumiany nieopatrznie jak moje zaangażowanie w kampanię polityczną i to metodami radykalnymi. Ale skoro historia wczoraj się powtórzyła uznałem, że takich przypadków przemilczać mi nie wolno i jako wyjątkowe zasługują na opowiedzenie kolegom po strzelbie.

A było tak:
W przeddzień wyborów do sejmu mój pies wyprowadził mnie na polowanie na kaczki. Umie i lubi to robić więc jeśli tylko ma okazję stuka mnie swą kufą w łokieć przeszkadzając w normalnym używaniu klawiatury komputera. Te porozumiewawcze gesty dla mnie oznaczające tyle samo co: „no co? Czemu jeszcze nie jedziemy?” powtarza te trącenia na tyle skutecznie, że widząc to moja żona rzuca mimochodem: „no pojedź na chwilkę. Niech się wybiega...” I po chwili jesteśmy nad wodą.

W tym dniu idąc groblą do miejsca, gdzie zazwyczaj kaczki lubiły chować się w dość wysokich zaroślach pies niespodziewanie wykonał piękną jakby na pokaz twardą stójkę. Zdjąłem strzelbę z ramienia sprawdziłem czy jest załadowana i spokojnym choć cichym krokiem podchodziłem w kierunku psa. Gdy byłem w odległości około 15 metrów niezbyt głośno powiedziałem „daj” co dla mego psa jest raczej czytelnym sygnałem, że pan jest przygotowany i może tym razem nie spudłuje.

Pies ruszył zdecydowanie i z gęstych chwastów do góry z krzykiem wyrwały się dwie kaczki. Przymierzyłem do tej z prawej bo było to wygodniejsze i.....bach! Ku memu zdziwieniu na lustro wody spadały jednocześnie obie.... Jedna z nich – ta strzelana – po upadku bez ruchu unosiła się na wodzie. Ta druga dała żwawego nura na widok zbliżającego się psa. Była jeszcze na tyle sprawna, że za każdym podejściem psa nurkowała wypływając kilka metrów dalej, aby ponownie nurkować gdy uznała, że pies jest już zbyt blisko. Przerwałem tą zabawę udając się dalej, aby kaczka mogła spokojnie wyjść na groblę. Wiedziałem, że zbarczona kaczka nie będzie siedziała na wodzie jeśli tylko poczuje spokój wokół siebie. Podniesiona kaczka okazała się kaczorem powoli zabarwiającym łeb na zielono i już z jaśniejszymi piórami podbrzusza.

Udałem się na spacer dookoła stawu. Z dala widziałem, że na spokojnym lustrze wody kaczki już nie ma. Nie popłynęła też na drugi brzeg więc zapewne znajduje się na grobli w pobliżu miejsca gdzie strzelałem. Pies cały czas buszował po nabrzeżnych trzcinach i powoli zbliżyliśmy się do miejsca gdzie powinna być zbarczona kaczka. Pies nagle zamarł w bezruchu, a po komendzie ruszył ostro do przodu. Po małej kotłowaninie wyszedł z zarośli z pięknym kaczorem w kufie. Dwa kaczory jednym strzałem? Taki przypadek zdarza się bardzo rzadko. Bardzo chciałem się tym wyjątkowym wydarzeniem z kimś podzielić, ale układ polityczno-wyborczy bardzo mnie do tego zniechęcił. Aż do wczoraj...

Pies znowu kazał mi iść na kaczki. Chodząc przy niewielkim oczku w trakcie bobrowania trzcin pies podniósł kaczki. Strzeliłem. Wydawało mi się, że do jednej. Strzał bez wątpienia oddałem tylko z jednej lufy. Wyraźnie także widziałem, jak za krzaki tarniny spada jedna kaczka. Pies przyniósł ładnie wybarwionego kaczora i natychmiast pobiegł w zarośla skąd po małej chwili ku memu zdumieniu przyniósł drugiego, mniej wybarwionego i mniejszego kaczora krzyżówki. Obmacałem i obejrzałem dokładnie oba... Cieplutkie i świeże nie wzbudzały wątpliwości. Przy skubaniu pomierzyłem śruty. Średnica taka jak używałem na polowaniu. Jedyne wytłumaczenie to takie, że strzelając przy krzakach tarniny drugiego kaczora mogłem po prostu nie zauważyć. A ponieważ dwa kaczory z jednej lufy trafiły mi się w krótkim czasie, nie potrafię zatrzymać tej dla mnie wyjątkowej sytuacji wyłącznie dla siebie i żadne polityczne analogie przed opisaniem tej prawdziwie łowieckiej przygody mnie nie powstrzymały. Czego świadectwem jest niniejsze opowiadanie....




21-03-2006 22:31MagnumFajna przygoda i świetne opowiadanie :)
07-10-2005 18:43wsteczniakO ! jakże wiele nałgano już o psach. Szczególnie swoich. Wiele już czytałem, ale, żeby
psiunio znało się na kalendarzu polowań - pirwsze słyszę !
Popytaj - może piesek wie,co zrobić, aby zdumiewające podobieństwo, przenośnię, alegorę, czy zwykłe marzenie "ciałem się stało"
07-10-2005 02:15Jozef StarskiMam nadzieję, że tytuł tego opowiadania nie zaiera żadnego podtekstu politycznego, chociaż....jest na czasie. Przeżyłeś ciekawą przygodę. Gratuluję. Wkrótce ukazać powinno się moje opowiadanie o przygodzie, ktorą przeżyłem wczoraj, polując na gęsi, a które zatytułowałem "Królewski strzaL?". ...Mierzymy wysoko - nieprawdaż?

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.