DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: szlag01-12-2005
Jelenie eldorado!!!

Czternasty października - piątek. Po powrocie ze szkoły zadzwoniłem do wujka Zbyszka. Odebrała ciocia Maryla informując mnie, że wujek jest na działce i nie wróci przed piętnastą Obiecała, że wujek oddzwoni. Siedzialem w fotelu czesząc Azę - wyżła szorstkowłosego, gdy zadzwonił telefon. To był wujek Zbyszek. Zapytał, czy chciałem jechać na dzika. Odpowiedzialem "jasne, pogoda sprzyja, księżyc świeci". Wujek niestety oznajmił, że dziś jest już zmęczony, ale jutro chętnie pojedzie. Zgodziłem się. Dochodziła szestnasta i znów zadzwonił telefon. Wujek jednak zdecydował się pojechać na dzika jeszcze dziś. O szesnastej siedem miałem autobus do garażu wujka.

Pojechaliśmy wpisać się do książki i udaliśmy się na ambonę. Siedzieliśmy na niej już dwie godziny i do tej pory widzieliśmy tylko dwa szopy. Mgła coraz bardziej okrywała nasze pole widzenia. Po około półgodzinie przeniosła się na inny teren tak, że bagno było widoczne. Lornetkowałem brzeg pól i nagle na tle mgły ujrzałem dwa jelenie. Nestety nie udało się nam rozpoznać tego, co drugi w kolejności jeleń, czyli byk nosił na głowie. Pomyślałem, że widząc tak szlachetną parę majestatycznie defilującą około stu metrów od naszej ambony nie musimy już nic upolować, żeby osiągnąć satysfakcję z tego wyjazdu. Niestety żaden zwierz później już się nam nie pokazał i w drogę powrotną do domu wybraliśmy się z pustym bagażnikiem około godziny dwudziestej drugiej.

Następnego dnia zgodnie z umową pojechaliśmy na polowanie na dziki. W drodze do łowiska podjechaliśmy jeszcze do łowczego, zapytać czy wujek może uzyskać odstrzał na byka na tym obwodzie. Łowczy powiedział, że mamy się zgłosić po niedzieli, to może będzie taka możliwość. Jeszcze tylko wpis do ewidencji i można wjechać na polną drogę, tuż przy kukurydzy. Samochód postawiliśmy obok stogu siana, który w znacznej mierze go zasłaniał. Wujek po załadowaniu sztucera i umieszczeniu swojego jagdteriera Dory w bagażniku powiedzial jak zwykle "no, to do dzieła". Zbliżał się koniec dnia. Słońce jak zwykle powolnym ruchem zachodziło za horyzont i cudownie oświetlało pokolorowane przez jesień drzewa, nad którymi świecił myśliwski partner – księżyc. Co chwilę spoglądaliśmy w okulary naszych lornetek, poszukując dzików. Droga, po której chodziliśmy miala długość około półtora kilometra. Maszerowaliśmy z jednego końca na drugi, poszukując ciemnych plam na okolicznych polach obsianych rozmaitymi uprawami. W pewnej chwili zauważyliśmy na tle pomarańczowego nieba dwa małe rudle saren, w każdym po trzy sztuki. Jeden z nich zbliżył się do nas na około czterdzieści metrów. Obserwując bliskie nam sarny drugi rudel zniknął nam z oczu. Szukając go wzrokiem na polu zauważyłem jak zza wysokiego wzniesienia wyłaniają się sylwetki jeleni.

Dziewięć łań idących „gęsiego” na tle pomarańczowego nieba wzbudzało nie lada zachwycający widok, lecz moje emocje sięgnęły zenitu gdy na owym horyzoncie, około dwadzieścia metrow za sznurem łań pokazał się wielki byk. To wspaniałe stworzenie miało wielce szlachetny sposób poruszania się i oczywiście godne podziwu poroże. Byk ten był osiemnastakiem obustronnie koronnym o wadze - którą ocenił wujek - około 200 kilogamów. Widok króla naszych lasów, strzegącego swojego licznego haremu na tle zachodzącego słońca, mógłby przysporzyć o dreszcze niejednego człowieka. Jelenie wyraźnie kierowały się na uprawę kukurydzy. Licówka prowadziła resztę chmary możliwie najkrótszą drogą, która przecinała się z biegiem naszego dość silnego odwiatru, który prowadził nasze zapachy wprost w ich kierunku. Chmara, ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, zbliżała się do nas coraz szybszym krokiem. Byk nadal trzymał się na końcu. Łanie podeszły do nas na odległość około pięćdziesięciu metrów. Wiatr wiał prosto w ich nozdrza, jednak one nic nie czuły. Gdy weszły za górkę, byk stanął na kolejnym wzniesieniu. Mogliśmy dobrze się przyjrzeć jego potężnej sylwetce oraz długiej brodzie. Po chwili byk również wszedł za górkę i straciliśmy go z oczu. Z miejsca, gdzie widzieliśmy chmarę poszliśmy na północny koniec drogi. Tam jednak nic nie ujrzeliśmy. Skierowaliśmy się na przeciwległy kraniec, skąd widok rozciągał się na pole młodego rzepaku. Gdy mijaliśmy ostatni krzak na polu zauważyliśmy cztery, a nie jak poprzednio dwa krzaki. Wydało mi się to bardzo podejrzane, więc spojrzałem przez lornetkę.

Na polu zobaczyłem dwa krzaki, dwa walczące ze sobą byki i dwie łanie. Nie mogliśmy uwierzyć, że jednego wieczoru udało nam się zobaczyć taką ilość zwierzyny. Usiedliśmy na krzesełkach i przyglądaliśmy się walce jedząc kanapki. Wiatr ciągle nam nie sprzyjał, jednak jelenie nie wyczuły nas. Wbrew opiniom o ich doskonałym słuchu, nie słyszały także szeleszczenia naszych woreczków. Po chwili znikły nam z oczu, udając się w kierunku lasu. Po zjedzeniu kolacji zmieniliśmy kierunek naszej wędrówki i ruszyliśmy w przeciwną stronę drogi. Wujek patrząc na ściernisko zauważył jak poruszają się cztery plamy i jedna stoi bez ruchu. Była to kolejna, trzecia już chmara widziana przez nas tej nocy. Powiedziałem do wujka, że na dzisiaj mam już dość wrażeń i nawet jeśli dziki się już nie zjawią, nie pogorszy mi to wspaniałego nastroju. Tak też się stało - dziki niestety się nie zjawiły. Wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Przez drogę powrotną wspominaliśmy nasze przeżycia z wyjazdu, jednocześnie narzekając na brak odstrzału.

Bilans naszego weekendu to 21 jeleni, w tym 4 byki. Kto ma styczność z łowiectwem i lasem wie jak trudno osiągnąć taki wynik w kole, w którym roczne pozyskanie jeleni i byków wynosi 8 sztuk. Takie widoki usatysfakcjonowały mnie bardziej, niż gdybyśmy podczas obu polowań pozyskali dzika.





01-12-2005 19:03szlagjakto nie ufaj? tak bylo to nie jest zmyslone opowiadanko ale wspomnienei z polowania
01-12-2005 12:13aarcimPrzeżycia jakie opisałes są bardzo przyjemne, tylko na przyszłość nie ufaj, że jelenie węchu nie mają i podchodza na 50m przy złym wietrze.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.