![]() |
Poniedziałek
01.08.2005nr 001 (0001 ) ISSN 1734-6827
W drodze czas sie dłużył, więc opowiadało się to i owo. Między innymi powiedziałem Hubertowi o przypadku sprzed kilku dni, jaki miał miejsce w prowincji Alberta. Tam to, na trzy kobiety uprawiające jogging na leśnej dróżce w pobliżu górskiego osiedla, napadł niedźwiedź grizzly. Dwie z nich zdołały się wycofać i uciec, ale jedna, ta która wybrała ucieczkę na drzewo – miała pecha. Dopadł tam ją niedźwiedź, ściągnął na ziemię i zagryzł na śmierć. Z reguły starsze niedźwiedzie grizzly nie wspinają się na drzewa, ale mniejsze i młodsze robią to bez problemu. Dokładnie nie wiadomo, czy on się wdrapywał na drzewo za ofiarą, czy tylko dosięgnął ją z ziemi, faktem pozostaje, ze ucieczka na drzewo tej kobiety była fatalna w skutkach. Po dojechaniu na miejsce, tego samego dnia, wieczorem zasiedliśmy przy nęciskach, przygotowanych przez outfitter, organizatora polowania. Kanadyjskie sposoby polowań z bronią palną przy nęciskach są podobne do siebie, obojętnie czy to w Ontario, czy w Quebec. Siedzi sie przeważnie na ziemi, na „ogrodowym” krzesełku przesłoniętym nieco świerkowymi gałęziami, w odległości ok. 30 metrów od nęciska. Obserwuje się nęcisko, ale nasłuchuje też co sie dzieje dookoła, a szczególnie tam gdzie nie mamy oczu, czyli z tyłu. Czasem niedźwiedź wyjdzie z tyłu za myśliwym, tak jak raz mnie sie zdarzyło o czym Hubert też wiedział. Biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności, siedząc nieruchomo przez kilka godzin, angażujemy głównie słuch i wzrok, bo wyobraźnia sama pracuje i to na zwiększonych obrotach...Tego dnia nic nie wyszło na strzał. Rano, drugiego dnia, sprawdzając nęciska stwierdziliśmy, że nęcisko przy którym czatował Hubert jest aktywne – był w nocy niedźwiedź. Doszliśmy do wniosku, że skorzystamy z przywiezionych przeze mnie – samowspinających się, przenośnych aluminiowych ambonek. Piłka ręczna poszła w ruch, wycięliśmy parę wizjurek i Hubert, po krótkim instruktażu, mógł już wypróbować zaletych moich własnych, wygodnych, leśnych „leżaków plażowych”, bo trochę je przypominają - siedzi się w nich w pozycji półleżącej (zdjęcia można zobaczyć w mojej galerii). Tego wieczora też nic nie wyszło. Przeanalizowaliśmy cała sytuację i doszliśmy do wniosku, że musimy niedźwiedzia czymś zachęcić, aby wcześniej opuścił swoje legowisko w leśnych gęstwinach i przyszedł do nęciska. W miejscowości w której mieliśmy zakwaterowanie był tylko jeden sklepik (za tą miejscowością po kilkudziesięciu kilometrach droga się kończy, nie ma żadnych osiedli aż do zatoki Hudsona, która leży ok. 300 km dalej na północ). Wykupiliśmy wszystek miód (jeden słoik, bo tyle tylko było), puszkę pachnącej, słodkiej melasy oraz butelkę syropu klonowego. Wysmarowaliliśmy tym drzewa w rejonie nęciska. Pachniało niczym w pasiece w czasie wybierania plastrów miodu. Hubert wspiął się na drzewo i zasiadł na wysokości ok. 3 metrów. Co dalej nastąpiło, znam tylko z relacji (niejednej) Huberta, bo sam niczego nie szłyszałem, chociaż zajmowałem stanowisko w odległości ok. 4 km od niego. Łakomczuch przyszedł wcześniej. Hubert zauważył jego ciemną sylwetkę przypomijącego ducha z horrorów, zbliżającą się do nęciska, niemal bezszelestnie. Widział go nasłuchującego, węszącego, a nawet jak stanął na tylnych łapach i z pozycji pionowej, przychylając łęb na lewo i prawo, obserwował okolicę nęciska. Huberta nie zauważył. Coś go jednak niepokoiło, bo jak błyskawica przebieg kilkadziesiąt metrów i okrążył nęcisko. Hubert wtedy uświadomił sobie niesamowitą zwinność i szybkość tego zwierzęcia. Po chwili, niedźwiedź pojawił się w pobliżu drzewa na którym siedział Hubert. Będąc od Huberta w odległości ok. 5 metrów, wyczuł chyba jego obecność, bo nagle dwa razy fuknął – niczym odyniec. Zawrócił i począł zbliżać się do „czatowni” z krzesełkiem, w której pierwszego dnia siedział Hubert. Najwyraźniej polował na Huberta, szukał go (o czym Hubert jest święcie przekonany). Kiedy już sprawdził, że nikogo nie ma w czatowni, okrężną drogą udał się do stojącego na ziemi, odwróconego do góry dnem - wiaderka z mięsem, przyłożonym dużym kamieniem. Przed rozpoczęciem uczty, podniósł łeb do góry i wreszcie zobaczył siedzącego nad ziemią Huberta. Nim przekonał się o swojej nieostrożności, już Hubert pociągnął za spust sztucera „Steyr Mannlicher” Pro Hunter 300 Winch. Magnum. Kula rozwaliła serce, miś pozostał na miejscu. Do zachodu słońca i mojego powrotu było jeszcze około godziny, więc Hubert miał trochę czasu na ochłonięcie, opanowanie drgań garderoby i przemyślenie zachowania niedźwiedzia. Nabrał do niego podziwu i respektu. Oświadczył mi później, że jeśli kiedykolwiek zdecyduje się zapolować na niedźwiedzia, to napewno nigdy i za żadne skarby nie da się namówić na siedzenie na ziemi. W tym samym czasie polowała z nami grupa amerykańskich myśliwych, z których większość używała łuków. Jeden z nich z ambonki ustawionej blisko nęciska, strzelił z łuku z odległości ok. 10 metrów bardzo dużego niedźwiedzia. Wśród tych, którzy polowali z bronią palną na proch bezdymny był ojciec z dwudziestoparoletnim synem. Pierwszego dnia organizator polowania wskazał tej rodzinie gdzie są ich stanowiska i odjechał. Myśliwi poruszali się swoim pick-up’em. Najpierw wysiadł ojciec, a syn pojechał trochę dalej. Zaparkował auto i piechotą udał się kilkadziesiąt metrów do swojej czatowni usytułowanej na ziemi. Wytrzymał na krzesełku może z pół godziny i już był z powrotem w bezpiecznej kabinie samochodu. Przez następne dni, ktoś musiął z nim siedzieć na stanowisku, niczym niańka... Mnie ta sytuacja i przygoda tego młodego myśliwego nie śmieszy, chociaż wyglądała trochę na zabawną. Widziałem już podobne zachowania nawet dojrzałych wiekiem myśliwych. Czarny niedźwiedź jest z reguły łagodnym zwierzęciem, ale zdarzają się nieszczęśliwe spotkania z nim, więc ostrożność w czasie polowania i respekt dla tego zwierza powinnym być czymś normalnym. A że niektórzy się boją, to też rozumiemiem... Na mnie tym razem Św.Hubert się obraził i czarnego niedżwiedzia (żywego) nie widziałem przez cały tydzień, ale z Hubertowego sukcesu cieszyłem się na równi z nim. Darz kanadyjski Bór polskim myśliwym.
|