![]() |
Wtorek
20.12.2005nr 142 (0142 ) ISSN 1734-6827
- Szymon, czy widziałeś kiedyś 1000 zajęcy na pokocie? - pyta krótko Antoni. - Oczywiście, że widziałem, ale ten sen to był już dawno. - Jak chcesz zobaczyć, to melduj się u mnie w piątek o 14.00. Zapraszam Cię na zające do Austrii. Jedziesz, czy nie? - Oczywiście, że tak, ale... pozwolenia, amunicja, zezwolenia... - Chłopie jesteśmy w Europie, nic się nie martw, wszystko załatwione. Jeśli tak, to tak!... trzeba poddać się chwili. Melduję się z ekwipunkiem w piątek o umówionej porze a tu kolejne niespodzianki. Poznaję przesympatycznego Andrzeja - znakomitego fotografa przyrody, a przygotowana przez Antoniego polędwica z daniela wraz z sałatką a’la Gabrysia to niebo w gębie. Znakomity obiad, pakowanie pickupa i w drogę. W godzinach wieczornych docieramy do miejsca przeznaczenia. Otrzymujemy na miejscu stosowny zapas amunicji (85 sztuk - nigdy w życiu nie zabrałem tyle amunicji na polowanie!!!), boki i oczywiście wykupujemy „Jagdastkarte„ 1 Tag, co kosztuje 11 Euro. Przepyszna kolacja i do łóżek, bo zbiórkę przewidziano na godzinę 7.00. Ranek wita nas 2-centymetrową warstwą śniegu i 2 stopniami poniżej zera, czyli prawie idealnie za wyjątkiem w pełni zachmurzonego nieba. 7.00 - rozpoczęcie łowów rozpoczyna się od... sygnału powitalnego zagranego przez 6-cio osobowy zespół sygnalistów grających na rogach myśliwskich. Następnie prowadzący polowanie przedstawia plan polowania. 103 myśliwych, około 70 naganki i 30 psów, pędzenia w kotły, 4 mioty, przerwa śniadaniowa po drugim miocie. Do dyspozycji 3 ciągniki i po dwie przyczepy dostosowane do przewożenia ludzi. Jeden sygnał: strzał tylko poza miot, dwa sygnały: strzał tylko do bażantów, trzy sygnały: koniec miotu. Polujemy na zające, bażanty - koguty i na kuropatwy (te są strzelane dopiero drugi rok z rzędu) plus oczywiście drapieżniki. Zaczęło się - wsiadamy na przyczepy i jedziemy do pierwszego miotu. Krajobraz taki znajomy, poza doskonale zagospodarowanymi remizami ciągnącymi się długimi pasami, co 500-600 m. Jesteśmy na stanowisku. Prowadzący polowanie wyznacza pierwszą osobę, która prowadzi linię myśliwych i naganki. Stoję na stanowisku i... nagle za długą remizą widzę przesuwającą się brązową plamę. Co to jest? Nagle plama się rozciąga i dociera do mnie, że to grupa około 15 zajęcy - jestem w szoku. Zające idą na sąsiada: bach, bach - są dwa, no nieźle - bach, bach i dwa pudła, to też nieźle, tu też pudłują. Sąsiad w ciągu 5 minut ma 6 zajęcy, a ja nic. Psy przepięknie pracują: stójka... bażant ale kura, po 5 sekundach też kura, wreszcie kogut - składam się: bach, bach i pudło - no, nieźle zaczynam! Pierwsze koty za płoty i rzeczywiście z tyłu rwie się kot i bach - jest pierwszy austriacki zając. Następnie kolejne pudła do kogutów... i ciągnie kuropatwa, skład i jest, kogut... - i pudło. Następna kuropatwa - szybki skład i jest. No dzisiaj bażanty mi nie idą. Postanawiam spędzić długie godziny na strzelnicy a szczególnie na bażancie. Miot o wielkości około 400 ha kończy się w miejscu oznaczonym wielką kolorową flagą widoczną z daleka. Pokot po 1 miocie: około 250 zajęcy, 50 kogutów, 30 kuropatw. Miot drugi rozpoczynamy od wielkiego pola rzepaku. Powinno być dobrze. Pierwsze kroki i z przodu widzę 5 zajęcy - stoją słupka, więc powoli podchodzimy, a tu spod nóg dwa koty: jeden Antoni jeden ja. Te 5 dalej stoją. Kolejne rwą się spod nóg. Naganiacz ma co robić po przejściu całego pola. Dochodzimy do centrum miotu zlokalizowanego na niewielkim wzniesieniu z winnicą na szczycie i remizą. Dwa sygnały! Strzelamy tylko do kogutów. Widok około 30 pracujących psów, wystawiających co 5 sekund koguta i 102 myśliwych jest niezapomniany. Pokot po 2 miocie: około 200 zajęcy, 150 kogutów, 2 kuropatwy i przerwa. Osobiście poprawiłem bilans zajęcy do 7 i kogutów do 4 (aczkolwiek strzelnicę i szczególnie stanowisko bażanta trzeba koniecznie odwiedzić). Trzeci miot rozpoczynamy od zaoranego pola. Trudny teren, południe, buty ważą po 3 kg ale zając, zając, zając... i zając. Naganiacz zaczyna na nas źle patrzeć, choć ma płacone po 20 centów za kota i 10 za koguta. Na końcu pola z Antonim mamy 25 zajęcy, strzeliłem jedenaście kotów. Miot trzeci to ponad 300 zajęcy, 100 kogutów i 2 kuropatwy. Czwarty i ostatni miot zaczynami od szczytu wzniesienia. Kanonada naprzeciwko. U nas spokój ale jest kot w lewej stronie, strzał, przyjął, ale ciągnie dalej. W tym momencie właściciel psa - biszkoptowego Labradora - wydaje komendę szukaj. Pies biegnie 300 m, 400 m, 500 m, dochodzi i dławi postrzałka, a następnie karnie aportuje. Jestem pełen uznania dla tak wyszkolonego psa, jak i pozostałych psów uczestniczących w polowaniu bo wykonywały doskonałą pracę. Czwarty miot to kolejne około 250 zajęcy 100 kogutów, i na tym część główna zakończona. Wsiadamy na przyczepy i jedziemy na miejsce zbiórki. Muzyka zespołu sygnalistów oznajmia rozpoczęcie uroczystego pokotu (oczywiście tylko symbolicznie, co do ilości zwierzyny, bo cześć już jest w skupie). Prowadzący podaje wyniki polowania: 1062 zające, 351 kogutów, 35 kuropatw - łącznie 1448 sztuk zwierzyny drobnej. Zaprasza wszystkich uczestników na godzinę 19.00, na uroczystą kolację oczywiście z zającem w roli głównej, czyli gulasz z zająca ze specyficznymi kluskami wraz z austryjackim winem i piwem. Przyznam, że byłem męczący, bo zadawałem wiele pytań, głównie :jak osiągnąć takie wyniki?!! - ale to już materiał na inne opowiadanie. W tym miejscu chciałbym podziękować przyjaciołom z Austrii tj. Jozefowi i Francowi, a także Antoniemu za możliwość przeżycia tak emocjonującego polowania. DB PS. W niedzielę poszczególne grupy myśliwych z psami przeszukały cały teren, co spowodowało pozyskanie jeszcze około 100 sztuk zwierzyny drobnej.
|