![]() |
Sobota
31.07.2010nr 212 (1826 ) ISSN 1734-6827
Nęcisko położone było nieopodal leśniczówki, na nieużywanej drodze leśnej. Z jednej strony dołki wypełnione wodą po roztopach, nieopodal znajdował się gąszcz chaszczy, w których dziki znajdowały spokój i miejsce dziennego spoczynku. Na opisywane miejsce przybyłem dosyć wcześnie, bo 1,5 h przed zachodem słońca. Pogoda była piękna, ciepłe wiosenne słońce oraz brak wiatru sprawiły, że nie mogłem się doczekać chwili, gdy usiądę pod krzakiem, który dawał mi osłonę przed wzrokiem zwierzyny. Po zajęciu miejsca wtopiłem się w otoczenie stając się małą cząstką lasu. Siedząc w bezruchu podziwiałem piękno budzącej się przyrody. Las i otoczenie, dobrze mi znane, w wiosennym czasie stał się całkiem inny, jakby spokojniejszy, młodszy, bardziej żywy niż kilka miesięcy wcześniej. Czas w takich miejscach mija spokojnie, w dużej płynności. Nikt nie pogania, człowiek sam nigdzie nie goni. Niewielu nas, dostrzegających tego uroki... Zanim się zorientowałem słońce schowało się za drzewami. Ostatnie promienie przedzierały się przez gęsto porośnięty las, mieniąc się wszystkimi barwami tęczy. Nagle usłyszałem delikatne pęknięcie gałązki. Było ciche, przypominające upadek gałązki z drzewa. Tak też pomyślałem, patrząc w korony drzew. Zdziwił mnie jednak fakt, że otaczające mnie drzewa pozostają w całkowitym bezruchu. Nie widziałem również żadnych ptaków czy wiewiórek, które mogły być przyczyną upadku szyszki lub gałązki. Analizując ciąg przyczynowo-skutkowy nie było przyczyny pęknięcia gałązki. Szukając rozwiązania kątem oka dostrzegłem 2 dziki buchtujące w najlepsze na moim nęcisku. Były to 2 przelatki, mniej więcej 30 kg. Pewny strzał w biały dzień. Obserwacja w szkłach potwierdziła rozpoznanie. Po cichutku położyłem broń na podpórce wcześniej przygotowanej do ewentualnego strzału. Powolne szukanie spustu, naciągnięcie przyspiesznika i łapanie celu w krzyż lunety. Pierwszy ustawił się na blat, chwila namysłu, ponowne rozpoznanie w lunecie. 100 % przelatek, jednak żeński. Lepiej strzelić tego drugiego, pomyślałem. Po chwili ustawił się na blat, sutków brak wiec zapadła decyzja o strzale. Krzyż naprowadzony, chwila bezdechu, delikatne trącenie spustu i głuche, metaliczne KNAK... Niewypał - pomyślałem pozostając w bezruchu. Dziki nawet nie zareagowały, buchtując w najlepsze. Chciałem zabezpieczyć broń aby usunąć nabój, lecz nie mogłem. Okazało się, że wcześniej jej nie odbezpieczyłem – po raz pierwszy mi się to zdarzyło. Ponownie naciągnąłem przyspiesznik, odbezpieczyłem broń, przyłożyłem lunetę do oka i cholernie się zdziwiłem. Na nęcisku między przelatkami nie wiadomo skąd pojawiły się pasiaki, kilkanaście sztuk. Wstrzymując się ze strzałem odłożyłem broń na kolana, zbiłem przyspiesznik, który i tym razem nie wystraszył dzików. Czekałem na dalszy rozwój sytuacji. Po kilku minutach na nęcisko wyszły dwie duże lochy, tak ok. 70 kg. Przypuszczałem, że pasiaki należą do nich, ale czy aby wszystkie? Jeden przelatek był żeński, drugi niby męski. Pomyślałem, że jak lochy będą go odpędzać, to go strzelę, bo będzie to kolejna wskazówka o słuszności moich założeń. Po mniej więcej 10 min. obserwacji podszedł jeden pasiak do mojego, męskiego przelatka i zaczął go ssać. Ale się zdziwiłem! Radość, niepokój, niedowierzanie i wiele innych emocji w jednej chwili zagościły w mojej głowie. 2 lochy, 2 przelatki, ale 4 dzicze mamy. Mimo iż mógł być przepisowy dziczek, pocieszenie byłoby to żadne. Od pomyłki dzieliło mnie wyłącznie odbezpieczenie broni... Wracając do domu i analizując to spotkanie pomyślałem sobie, jak to dobrze, że Św. Hubert czuwa. No bo jak wytłumaczyć nieodbezpieczoną, po raz pierwszy w życiu, broń? Akurat w tym dniu, akurat gdy zdecydowałem się i pociągnąłem za spust, akurat, gdy popełniłbym błąd. Dla jednych może być to przypadek dla drugich tzw. zbieg okoliczności, a ja i tak swoje wiem... P.S. Kilkakrotnie spotkałem te same dziki. Lochy miały 6 i 7 warchlaków, a przelatki 3 i 1.
|