![]() |
Wtorek
30.11.2010nr 334 (1948 ) ISSN 1734-6827
Niech jedzie. Wiem, jakie to cudowne doznanie widzieć go spełnionego po polowaniu, gna wtedy do mnie, jak szalony wiatr, a ja czekam spokojnie. Pojechał a ja zajmuję się swoimi sprawami. Tego dnia byłam bardzo zajęta w pracy, a tu o 11:09 dostaję sms-a: "Kochanie, zaprosisz mnie na wątróbkę z dzika?". Już jest dobrze, polowanie udało się, dzik (mówiąc językiem Janusza Meissnera) zamordowany, a na kolację będzie wątróbka! Od tego momentu cieknie mi ślinka i czuję w ustach smak dziczej wątróbki. Nie wiem, jak wytrzymam do wieczora! Pierwszy raz przyrządzałam wątróbkę z dzika na jesieni i nieskromnie powiem, że wychodzi mi smacznie. Zabieram się, więc do dzieła. Dla wybornego towarzystwa stawiam na blacie książkę Grzegorza Russaka i zaczynam swoje dzicze czary. Obieram cebulę i kroję w plastry, rumienię na patelni z tłuszczem i przyprawiam ziołami, dodaję wyciśnięte ząbki czosnku – sam aromat! Gdy cebula z czosnkiem nabiorą koloru a w kuchni unosi się niepowtarzalny zapach, dodaję starte jabłka i duszę. Sok z jabłek powoduje, że powstaje pyszny sos cebulowo-jabłkowy. W tym czasie po raz kolejny oglądam okazałą, umytą już wątróbkę i chyląc głowę na cześć dzika kroję delikatnie w cienkie plastry. Rozgrzewam drugą patelnię z tłuszczem i smażę dziczą wątróbkę soląc do smaku. W kuchni pachnie cudnie, magicznie tańczy na ścianie mój własny cień. Gdy wątróbka jest prawie gotowa podlewam czerwonym, półwytrawnym winem i smażę aż alkohol odparuje, dodaję cebulę z jabłkami i gotowe. Jest zwyczajny wtorek, choć jeśli o mnie chodzi to każdy dzień jest niezwyczajny, wystarczy tylko odrobina czarów, żartuję - wystarczy tylko chcieć. Nakrywam stół białym obrusem, stawiam nakrycia, kwiaty, świece. Wątróbka pachnie smacznie. Do domu przychodzi zadowolony Michał, obejmuje mnie czule i całuje. Siadamy do wspólnej kolacji. Delektujemy się dziczą wątróbką, pijemy wino, opowiadamy, jak nam minął dzień. Na deser czytam świeżo napisane opowiadanie o polowaniu, śmiejemy się do łez. Wieczór cichnie, świece migocą resztkami płomieni, zapada noc, czerwcowa, spokojna... A daleko przy lesie szarżują dziki, szczekają rogacze...
|