![]() |
Wtorek
02.08.2005nr 002 (0002 ) ISSN 1734-6827
U dziadka byłem dość wcześnie. Mieliśmy jeszcze kilka godzin do wyjazdu w łowisko. Zastanawiałem się długo czy na pewno dziadek będzie chciał w tym sezonie znowu stanąć na ciągu słonek. Rok wcześniej zaliczył przy mnie kilka haniebnych pudeł do tych wspaniałych ptaków. Pytanie z mojej strony było krótkie: „Ciągi czy zasiadka na dzika ?” Dziadek nie zastanawiając się ani chwili odpowiedział: „Ciągi wnusiu… za rok może nie będzie nam dane w pełni uczestniczyć w tym spektaklu”. Wyruszyliśmy 2 godziny przed planowanym czasem rozpoczęcia czatów. Wpis do książki ewidencji i jedziemy w miejsce gdzie, co roku stajemy na trasie długodziobych. Jest to mała śródleśna łączka nie opodal bagien i grzęzawisk. Kilka minut od zajścia na stanowisko usłyszeliśmy szelest i łamanie gałązek w młodniku po prawej stronie. Po chwili naszym oczom ukazała się locha z pasiakami. Niestety ja jako wtedy jeszcze mało zaawansowany fotografik nie zdążyłem jej uwiecznić nim ona nas zwietrzyła i razem z przychówkiem cofnęła się z powrotem do swej ostoi. Mijały minuty… słońce chyliło się ku zachodowi. Nagle usłyszeliśmy charakterystyczny dźwięk. Dźwięk, który zawsze wprawia nasze serca w szybsze bicie. To pierwsza słonka. Pierwsza, jaką widzimy i słyszymy na tych ciągach. Zgodnie z zasadami tych urokliwych łowów pierwszą dziadek przepuścił bez strzału. Mijają kolejne chwile… znowu serce zaczyna mocniej bić. Na niebie z daleka widzimy mały, ciemny punkt zbliżający się z zadziwiającą prędkością. Dziadek składa się do strzału. Ja obserwuję wszystko w napięciu. Pada strzał… niecelny. Upływają następne sekundy… Stoimy zahipnotyzowani śpiewem ptaków i widokiem słońca, które już prawie całe schowało się za horyzontem. Już po raz trzeci słyszymy głos samczyka, który spokojnie podąża w swoim locie godowym prosto na nas. Pada kolejny strzał tego wieczoru. Tym razem celny. Składam gratulacje swojemu dziadkowi. On wzruszony wydobył z siebie tylko to, że jest to jego pierwsza słonka od trzech sezonów a zarazem ostatnia przed wstąpieniem naszego kraju do Unii Europejskiej. Staliśmy na łące jeszcze ok. pół godziny i wsłuchiwaliśmy się w śpiewy ptaków. Dziadek miał jeszcze okazję strzelać do dwóch ptaków. Nie uczynił tego. Powiedział, że już nie chce… na ten sezon to wystarczy. Wyszło na to, że w 2005 roku nie było nam ani innym nemrodom dane zapolować w trakcie tego jakże cudownego widowiska, jakim są wiosenne ciągi słonek. Ja i zapewne wielu kolegów stażystów i sympatyków łowiectwa, którzy pragną przystąpić do grona polskich myśliwych jest zasmuconych faktem, że nie zanosi się na to, abyśmy mieli w przyszłości okazję do przełamania lotu ciągnącej długodziobej. Czy nasze władze uczynią działania aby ten czarny scenariusz nie wszedł w życie ? O tym pokaże nam upływający czas. Na razie myśliwym i stażystom pozostaje czekać w nadziei, że powrócą do nas te wrośnięte w polską kulturę łowiecką polowania na wiosennych ciągach.
|