![]() |
Środa
02.02.2011nr 033 (2012 ) ISSN 1734-6827
Od byków dzieliło mnie około dwieście metrów a do najbliższej zwyżki miałem z 50 m, które trzeba było pokonać szybko i cicho. Byki schodząc powoli z pola kierują się do lasu. Stanęły i patrzą w moim kierunku. Przykucam powoli i czekam w bezruchu. Dwa z nich zaczynają się rogować. Jest dobrze pomyślałem, jeszcze tylko 5 m i jestem przy zwyżce. Skradam się powoli, lornetka idzie w górę i obserwuję. Jeden z byków jest odpowiedni, ale jak na złość cały czas patrzy na mnie stojąc na sztych. Na zwyżkę nie wyjdę, nie ma szans. Postanawiam, że się oprę o zwyżkę a strzelał będę z drabiny. Byk odwraca się na chwilę i pokazuje się w całej okazałości prawym bokiem. Wstałem szybko i oparłem broń o drabinę sam szukając punktu oparcia. Wspieram się o druga nogę. Mierzę spokojnie, próbując opanować emocje, co było bardzo trudne. Lewa noga drżała mi do tego stopnia, że dwa razy zmieniałem jej punkt położenia. W końcu przestaje drżeć, odbezpieczam, znów drży. Boże, co jest? Znów walczę z drgawkami lewej nogi, wydającymi się nie do opanowania, ręce OK, ale noga? Co jest, drży jak galaretka. Trudno, może dam rady. Mój byk stoi po prawej stronie pozostałych byków, idealnie na blat. Napinam przyspiesznik, szybki oddech i przymiarka, palcem wskazującym muskam spust, czekając na strzał i..... Bach. Padł strzał. Widzę w lunecie jak byk klapnął na ziemię niczym ścięty i leży, przeładowałem szybko i czekam. Widzę jak pozostałe byki przestają się rogować i patrzą na niego. Nie uciekają, spoglądają spokojnie i odchodzą powoli, zatrzymując się kilka razy jakby na niego czekały. U mnie zaczyna się trzęsawka na całego. Jest wręcz niedoopanowania. Trzymam swojego pierwszego byka w krzyżu lunety, bo kto wie co będzie. Leży OK. Leży i się nie rusza, jest dobrze. Byki powoli schodzą z pola, mijając nas ok. 100 m. Ojciec zrobił im kilka zdjęć a byki spokojnie odeszły w las. Ja stałem jak wryty nie wierząc własnym oczom, 7.45 rano a ja mam pierwszego jelenia byka na rozkładzie. Podszedłem do byka, a ojciec wręczając mi złom powiedział „gratulacje synu, to twój pierwszy byk”. Kilka pamiątkowych fotek i zabieram się za trzebienia i patroszenia. W miedzyczasie telefon do przyjaciół, którzy chętnie pomogli z transportem byka. Tak oto pozyskałem swojego pierwszego w życiu jelenia byka. Dzięki ci św. Hubercie. Darz Bór.
|