![]() |
Niedziela
10.07.2011nr 191 (2170 ) ISSN 1734-6827
Przecina pole i już po chwili zrzuca plecak z ramion, aby usiąść. Zamiera w połowie tego ruchu. Na szczycie „piramidy” stoi spokojnie Lis. Mykita potwierdza swoja obecność ostrym zapachem piżma. Bystre lampy zwierza lustrują obcego. Trwa to krótką chwilę. Mądry drapieżca robi zwrot i niknie z oczu wędrowca. Skacze na ziemię. Mężczyzna obiega snop, rudego jednak nie ma. Spojrzenie w pole potwierdza przypuszczenia. Zwierz ostrym tempem ucieka w las. Chromy to jednak bieg, Lis najwyraźniej kuleje. Choć wędrowiec nie jest myśliwym rozumie postępowanie drapieżcy. Jak najszybciej pokonać otwarty odcinek, jak najszybciej dopaść ściany lasu, tam będzie bezpiecznie. Mężczyzna wraca do pozostawionego plecaka. Wyjmuje lornetkę i wraca na skraj snopa. Wychyla lekko głowę, aby w szkłach lornetki przeczesać ścianę lasu. Jest. Rudy cwaniak przysiadł pod jednym z drzew i obserwuje balot. Czy widzi człowieka? Trudno powiedzieć. Zapach piżma powoli znika dając miejsce innemu. Mężczyzna analizuje zapach, zna ten zapach. Zapach wsi i czegoś jeszcze. Wędrowiec wytęża zmysły. Tak to zapach myszy. Aaa bratku, uśmiecha się nieznajomy, śniadanko się przedłużyło i spotkałeś człowieka. To było duże ryzyko – myśli. Mogłeś zapłacić frycowe gdybyś trafił na myśliwego. Wczesny świt zachęca do odpoczynku. Kusi, aby posiedzieć. Taka godzina to czas dla Saren. Dobry kierunek dla zdjęć. Ostre światło poranka daje dobre kolory i dobre zdjęcia. Posiedzę sobie godzinkę – myśli. Przysiada i myśli. Lis mocno kulał na lewą tylną stawkę. Uraz pewnie. Po chwili się reflektuje. Trop lisa pomieszany jest z innym, większym, okrągłym. Obok kolejny, ten ogromny. Mężczyzna zmienia pozycję w kucki. Czyta tropy. Niektóre wyraźne inne zamazane. Psy. Dwa psy. Jeden z nich musiał być bardzo duży. Mężczyzna wstaje i po tropach rusza wokół snopa. Kolejne tropy są mocno pomieszane. Tu doszło do walki. Posoka i sierść. Ruda sierść. A więc, psy dopadły w tym miejscu rudego. Doszło do walki. Mykita jednak zdołał umknąć na snop. Balot ułożony w kształt dziwnych stopni umożliwił nań wejście. Dlaczego psy nie dotarły w to miejsce? Ach, były za ciężkie. Jeszcze raz rozgląda się bacznie. Teraz widzi i czarną sierść. Tak więc i rudy nie pozostał dłużny. Zajadle musiał się bronić. Odważny zwierz. Czy przyjął atak czy też został zaskoczony. Nieważne. Umknął oprawcom, wykazał się sprytem. Kolejne zaskoczenie. Trop butów. Ludzki trop. Gumofilce cholera. Tu był człowiek. Zbieg okoliczności czy psy towarzyszyły człowiekowi. Chwilami widać, że człowiek biegał. Pomagał psom czy odganiał? Mężczyzna rusza tropem ucieczki Mykity. Dwadzieścia, pięćdziesiąt aż do stu metrów. Lis nie „znaczy” tropu posoką. To dobrze. Rana jak widać musiała się już „zaklepić”. Mężczyzna zadowolony zawraca. Tym razem dotyka opuszkami palców te tropy które są bardzo wyraźne. Obrzeża są mocne, twarde. Świrze, pewnie wczorajsze i to wieczorne bo w dzień padało. Teraz sprawdza te ludzkie, dokładnie to samo. Czyżbyś rudzielcze przesiedział tu noc – myśli – tak, nocowałeś na snopie. Na śniadanko byś tu nie został bo za wiele hałasu uczyniliście walką. Więc co? Psy nie chciały odpuścić? Tak na pewno tak – wnioskuje wędrowiec. Jak to się stało, że człowiek nie zgonił cię ze snopa. Czyżby nie widział, że tam jesteś? A może było już ciemno? - pewnie tak. No dobra, nieważne – myśli. Zasiada oparty plecami o snop. Już po chwili zmęczenie osiada na powiekach mężczyzny. Zamyka je coraz częściej. Podciąga plecak pod kolana, a pas aparatu owija wokół lewego nadgarstka. Choć wie, że zapada tylko w letarg to jednak w ten sposób zabezpiecza sprzęt. Tym razem to nie letarg, to sen. Twardy to sen wędrowca kiedy nie słyszy ciągnika jadącego skrajem pola. Dopiero po chwili gdzieś w podświadomości rejestruje ten dźwięk. Otwiera oczy. Ciągnik właśnie się zatrzymał pod ścianą lasu. Traktorzysta po chwili wysiada. Patrzy wprost na snop. Pewnie zobaczył intruza i zaraz podjedzie. A cóż to? Jednak nie widzi wędrowca. Traktorzysta rozgląda się uważnie wokół. Otwiera burtę przyczepy i zdejmuje coś długiego. Wędrowiec sięga po lornetkę, przykłada ją do oczu. W zbliżeniu widzi drabinę. Zaskoczenie. Co ten facet kombinuje – w pole z drabiną? Lekko z boku w szkłach lornetki rejestruje ruch, szybka poprawka na obiekt. Pies! A z boku jeszcze jeden. Oba psy sadzą wprost na wędrowca. Odkłada lornetkę bo zwierzęta nie mieszczą się już szkłach. O cholera jak blisko! Wędrowiec odsuwa od siebie sprzęt i sięga do plecaka. Szybkim ruchem wyłuskuje stary czeski bagnet, który nosi tak „na wszelkie zło”. Plecak w lewej dłoni osłoni niczym tarcza od ataku. Bagnetem będzie musiał zadać cios. Dwa duże psy - z czego jeden wręcz ogromny – sadzą środkiem pola. Sto pięćdziesiąt metrów. Wędrowiec „rzuca okiem” na rolnika, a ten biegnie z drabiną za psami. Szybka myśl – wróciłeś draniu po lisa bo nie mogłeś go zgonić ze snopa. Myślałeś, że zdechnie do rana. Sto metrów. Wędrowiec czuje suchość w ustach, zasłania się plecakiem, opiera mocno plecy o snop, a bagnet szykuje do ciosu. Pięćdziesiąt metrów, a może i mniej. Wędrowiec wykrzykuje – ejjjj! Traktorzysta staje jak wryty. Teraz dopiero zobaczył człowieka. Zawraca do ciągnika. Ty draniu – przelatuje przez głowę mężczyźnie. Psy zwalniają ostre tempo biegu. Dobiegają jednak do wędrowca., węszą. Złowieszczy warkot dużego rasowego Doga przeraża. Drugi, typowy Owczarek niemiecki, jeży sierść. Kątem oka wędrowiec widzi zawracający polem ciągnik. Psy reagują na ten dźwięk. Obracają łby, aby zobaczyć co też „pan” robi. Dog powoli zaczyna się zbliżać. Jego ciało drży z napięcia. Wędrowiec wolnym płynnym ruchem podnosi bagnet ponad swój bark. Wie, że cios musi być tak silny, żeby rozpłatać psi czerep. Jeden i bardzo mocny. Na drugi nie będzie czasu kiedy zaatakuje ten drugi. Owczarek tymczasem zmienia pozycję i próbuje zajść z lewego boku. Mężczyzna śledzi ten ruch nie odwracając głowy. Warkot Doga przechodzi w sapnięcie. Jeszcze raz obraca łeb w kierunku skąd odjechał „jego pan”. Mężczyzna dostaje dziwnego olśnienia. To nie pierwszy atak tych psów. Próbuje przełknąć ślinę próbuje intensywnie myśleć. Nic, pustka w głowie. Czekać, czekać może odpuszczą. Mijają sekundy, a może minuty... ATAK. Dog mocnym odbiciem tylnych łap podrywa masywne ciało do skoku. Kiedy jego przednie łapy łapią kontakt z plecakiem wędrowiec wymierza silny cios. Już jest spokojny, nerwy odchodzą wraz z zadaniem ciosu. MUS. Skupia się na sile i tym, aby utrzymać w dłoni bagnet. Brązowe przyrdzewiałe ostrze przecina powietrze lądując na kufie psa. Trzewioczaszka zostaje głęboko przecięta, a pies wydaje skowyt bólu. Jednak puszczone w ruch masywne ciało uderza w wędrowca, a ten odbija się od snopa. Wykorzystuje siłę odbicia ruchem ciała w lewo rzuca w Owczarka plecakiem. Ten, aby uniknąć zderzenia z czymś dlań dziwnym i dużym zawraca w miejscu i rwie co sił w kierunku skąd odjechał ciągnik. Skowyt Doga przechodzi w cichy pisk. Jeszcze przez chwilę rwie rżysko wielkimi łapami, aby po chwili zastygnąć w bezruchu. Wędrowiec patrzy przez chwilę na psa. Mężczyzna rusza do plecaka, drżącymi dłońmi uwalnia bukłak z wodą podczepiony pod plecak. Pije łapczywie wodę. Klnie siarczyście. Odwraca wzrok bo nie może patrzeć na swoje „dzieło”. Oddycha głęboko, aby uspokoić tętno. Siada przy snopie, grzebie w plecaku. Znów pije wodę. Wreszcie nieco uspokojony przypala fajkę. Zaciąga się niczym normalnym papierosem. Mocno, intensywnie. Przeszklone oczy wędrowca świadczą jak mocno przeżywa to co musiał zrobić. Oczami wyobraźni widzi psy swojego dzieciństwa. Zastanawia się czy można było uniknąć ataku, czy można było zrobić coś innego? Pustka w głowie, rozbiegane myśli, cholerny świat. Po kilku minutach wyjmuje telefon aby powiadomić policję... (wrzesień 2010)
|