![]() |
Środa
05.12.2012nr 340 (2684 ) ISSN 1734-6827
Żmudna tresura na zasadzie pochwał i smakołyków zrobiła swoje i z szczeniaka wyrosła psina z sercem i duszą do polowania. Zaczęła zdobywać serca całej braci łowieckiej w kole macierzystym gdzie pracowała jako typowy płochacz przy polowaniach na bażanty oraz zające. Na polowaniach w górach pracowała jako ta która wyszukuje i wystawia zwierza grubego, jelenia i dzika. Przy tego typu polowaniach zdarzają się różne przygody i mojej Jenny również przydarzyła się przygoda gdzie w werwie dojścia chmary jeleni zapędziła się za daleko i została w górach (wcześniej wystawiła byka, który został pozyskany). Moje intensywne poszukiwania nie dały rezultatu ale koledzy górale dla których była wielkim przyjacielem dołożyli wszelkich starań i po dwóch dniach została znaleziona na Stożku. Innym razem w dniu 30 grudnia ja pozyskałem łanie a Kolega postrzelił przelatka. Dochodziliśmy postrzałka z Jenny przez 1 km, my natomiast sprawdzaliśmy czy aby pies nas dobrze prowadzi (my niedowiarki nie potrafiliśmy zawierzyć mądremu psu). Zrezygnowaliśmy z poszukiwań około godz. 23-ciej powracając do pieleszy domowych, oczywiście otrzymując bury od naszych połowic, że Sylwester za pasem a my włóczymy się po lesie. Na drugi dzień rano skoro świt znaleźliśmy postrzałka ok. 50 m od miejsca gdzie przerwaliśmy poszukiwania. Oczywiście Jenny patrzyła na nas z pożałowania godnym wyrazem pyska. Przecież mogliśmy dojść postrzałka jeszcze wczoraj trzeba było tylko wierzyć psu. Wielokrotnie drzemałem na ambonie a wierna jamniczka czuwała za mnie dając znać delikatnym mruczeniem jak tylko pojawiał się zwierz. Stawiała Pana w gotowości bojowej. A to przecież ona wypatrzyła i wystawiła zwierza. Pan myśliwy tylko czasami pociągał za spust i zdarzało się również że pudłował. Oj wielce wymowne było wtedy spojrzenie. Zwierzyna na pokocie przy polowaniach zbiorowych była jej własnością i tylko myśliwi mogli się zbliżyć do pozyskanego zwierza. Jak rozpoznawała kto jest myśliwym a kto nie, nigdy nie odgadłem. W dniu wczorajszym tj. 30 listopada Jenny przegrała najważniejszą bitwę swojego życia. Pokonał ją nowotwór kufy. Odeszła polować, myślę że z sukcesami na niebiańskie łowiska. Widocznie Św. Hubert potrzebuje dobrych psów. Cholera, strasznie Jej brakuje...
|