![]() |
Wtorek
23.05.2006nr 143 (0296 ) ISSN 1734-6827
Witam i pozdrawiam wszystkich miłośników łowiectwa, natury oraz kobiet. Opiszę wam króciutką historyjkę z polowania (niejednego) na "pierwszego" dzika. Sobota - 21 kwiecień 2006 r. Jedna z wielu wypraw do swojego obwodu, z zamiarem upolowania swojego pierwszego dzika. Na wyprawę wziąłem kumpla Rafała z siłowni (110 kg) oraz kupiony w grudniu na urodziny (PREZENT OD MAŁŻONKI!!!) sztucer VOERE 308 WIN z lunetą 8x56. (Mam też Bocka 12x76, ale powiedziałem sobie, że do zwierzyny z breneki strzelać nie będę.) Po wpisaniu się w dziennik, wyszliśmy sprawdzić co się dzieje w łowisku w lesie. Obeszliśmy kilka miejsc, gdzie wcześniej było nęcone i gdzie prawdopodobnie przychodzi ten sam, jeden dzik - po tropach przelatek lub wycinek. Przy jednej z ambon były świeże tropy, nie tylko jego...także borsuka... Zanęciłem ponownie kukurydzą, a że było południe, to wybrałem się z kumplem na pola ryczywolskie nad Wisłą i Radomką. Trochę wiało, więc się nic nie pokazało, prócz wszędobylskich, lotnych drapieżników. Potem udaliśmy się do knajpy, gdzie zjedliśmy pyszny obiad i szybciutko po nim (około 18:30) udaliśmy się na ambonę. Zabraliśmy się od razu do lektury (książki oczywiście). Nic nie wyszło na polankę, ale wokoł słychać było zwierzynę. No i przyszedł ten moment - trochę przed 20-tą. Usłyszałem go za plecami. Szybki trucht i chrumchanie. I tak co jakiś czas. Nigdy nie słyszałem takiego odgłosu, a widziałem i słyszałem wiele zwierzyny prócz dzika. Więc pomyślałem - 100% dzik. Adrenalina podskoczyła. Cisza. Patrzę na kumpla - blady. Ja pewnie też. Komary tną jak cholera, właśnie teraz zaczęły. Broń załadowana i zabezpieczona stoi z boku. Wyciągam rękę po nią, a tu hałas (skrzypnęła) ławeczka!!! Kurcze. Nic. Pomyślałem że wezmę broń, jak dzik wyjdzie na polankę. Cały czas słyszę jego odgłosy. Stanął tuż przy ambonie. Serducho wali mi jak dzwon Zygmunta. Patrzę na zegarek - 20:20. I wtedy konsternacja. Co ten dzik robi? Usłyszeliśmy odgłos jakby dobierał się do ambony albo się o nią ocierał! Patrzę na kumpla. On na mnie. Obaj zaskoczeni. Co jest grane? W tym momencie, nie uwierzycie - pękła pod nami ta felerna ławeczka!!! Ten dziwny odgłos to było powolne pękanie drewna!!! Św. Hubercie!!! Za co? Na szczęście broń stała z boku!!! P.S. Jak zeszliśmy z ambony, sprawdziłem - były świeże tropy dzika. P.S.2 Nie bierzcie ze sobą na ambonę ciężkich kumpli!!! Darz Bór
|