![]() |
Środa
03.08.2005nr 003 (0003 ) ISSN 1734-6827
Mijały godziny, komary zaczęły kąsać niemiłosiernie. Gdy robiło się szaro zauważyłem, że na górce w lewo na skos stoi jeleń. Złapałem za lornetkę patrzę, a tu faktycznie stoi a właściwie kładzie się łania. Klepnąłem tatę w ramie żeby zobaczył to, co ja. Gdy on podniósł lornetkę do oczu nic już nie było. Powiedział, że musiało mi się wydawać. Po około 15 minutach, kątem oka zauważyłem ruch w pszenicy przy zadrzewieniu stojącym nieopodal. Patrzę z tu ta sama łania z cielakiem. Ponownie klepnąłem ojca, żeby zobaczył, tym razem przyznał mi rację. Obserwowaliśmy tę łanie dobrą godzinę podczas żeru. Komary zaczęły ciąć tak "upierdliwie”, że tata nie wytrzymał i wyjął 'offa'. Zaczęliśmy się nim pryskać, gdy nagle usłyszałem łamanie gałęzi i szeleszczenie pszenicy. Po kilku sekundach, na miejsce gdzie wcześniej musiały żerować dziki, ponieważ był tam plac wyjedzonej do ziemi pszenicy,z aczęła się wyłaniać wataszka dzików - same przelatki.Tata podał mi swoją lornetkę, a w tym czasie dziki zdarzyły wyjść na wspomniany plac jakieś 15 metrów od nas. Pod wpływem tego widoku ręce zaczęły mi się trząść jak galareta i niefortunnie akurat uderzyłem lornetką o lornetkę. Rozległ się cichy brzdęk. Na co dziki automatycznie podniosły gwizdy w naszą stronę. Zaczęły wietrzyć. Tata powolnym ruchem podniósł sztucer. Srerce mi stanęło, na rękach usiadło mi w tym momencie ze 100 komarów. I nagle rozległ się huk strzału ze sztucera CZ550 lux. Pierwsze, co zrobiłem to strząchnęłem z rąk komary. Później spojrzałem na plac. Ku mojemu zdziwieniu dzik leżał w miejscu gdzie stał. Szybko zbiegliśmy w dół. Patrzę i nie dowierzam. Dzik dostał prosto między oczy, które pod wpływem tej niezwykłej mocy wyszły z orbit. Pogratulowałem Tacie wręczyłem mu złom i ostatni kęs dla męskiego przelatka. Później zostało już tylko wypatroszyć i zawieść czarnucha do punktu skupu. Dzik ten wydawał mi się taki ogromny chyba dla tego, że dzików dużych nie było mi dane zobaczyć. Na skupie waga pokazała 57 kg .
|