![]() |
Środa
26.07.2006nr 207 (0360 ) ISSN 1734-6827
Dym idzie w górę i obserwuję jak snuje się leniwie, nagle słyszę jakieś kaszlenie i dziwne prychanie . Pomyślałem ,że komuś mój papieros przeszkadza, gaszę go błyskawicznie . Pod amboną w maliniaku sylwetka kozła. Maleńkie nierówne parostki z resztkami scypułu. Stoi i kaszle, tylna cewka usiłuje drapać pysk. Widać ,że coś mu przeszkadza, coś drażni i usiłuje się tego pozbyć. Oglądam go uważnie. Zmierzwiona suknia, boki zapadnięte, wygląda nieszczególnie efektownie w ten cichy i ciepły poranek, na bogato zastawionej łące. Naprowadzam muszkę na komorę … Dopiero w domu wyjaśniła się tajemnica dziwnego zachowania koziołka . Po przyjeździe , odbity łeb zostawiłem na balkonie . Nie chciałem, aby wstając rano zobaczyła go moja Córka. Była okropnie wrażliwa i kochała każdego stwora. Wolałem jej oszczędzić tego widoku. Moje dziewczyny krzątają się kuchni , słyszę rozmowy i pomyślałem o tym,że słonce już wysoko i zacznie zaglądać na balkon, a i muchy też się nim zajmą. Poszedłem wziąć łeb aby go włożyć do wiadra z zimną wodą żeby się wymoczył. Na balkonie obok łba leżą jakieś dziwne obłe stwory ruszając się i pełzając. Mają długość ok. 1 cm i są grube jak kluseczki. Jest ich trzy i wyglądają obrzydliwie . Chwila wahania i wiem , to larwy strzykacza. Koszmarny wyrok na biednego koziołka, zjadały go żywcem Po wygotowaniu łba w przegrodach nosowych pęsetą wyjąłem jeszcze 8 sztuk. Jak on to pomieścił i z tym żył, nie wiem. Długa Łąka, 1985 |