![]() |
Wtorek
06.09.2005nr 037 (0037 ) ISSN 1734-6827
Okazało się że dziki chodzą na pole owsa pod lasem. Miejsce na zasiadkę niezbyt dobre, nie ma tam ambony ani żadnej zwyżki, dosłownie nic. Niebo było zachmurzone i zbierało się na deszcz, siedzenie w taką pogodę na myśliwskim stołeczku wcale mi się nie uśmiechało.Postanowiłem więc pojechać samochodem, w nim posiedzieć i popilnować owsa. Pojechałem wpisać się do książki, a następnie pod las. Przejeżdżając koło pola nie musiałem specjalnie dokładnie przyglądać się uprawie by zobaczyć szkodę, z daleka widać było wydeptane ścieżki. Zatrzymałem samochód na ścianie lasu i na wstecznym ostrożnie wjechałem głębiej, w gęste paprocie, pod rozłożysty dąb. Tak się składa, że to mój las, więc nie musiałem się obawiać, że ktoś będzie mial jakieś pretensje. Była godzina 20:30 otworzyłem okna na przestrzał, usadowiłem się wygodnie w fotelu, lekko uchyliłem drzwi by w razie czego nie spłoszyć zwierzyny ich trzaskiem i wziąłem w rękę lornetkę. Teraz pozostało mi już tylko czekać. Na wprost miałem łąkę, za nią w odległości około 50 metrów ścianę lasu,po prawej łąka po lewej owies. Nie czekałem długo.Około 21:00 łąkę przebiegł lis. Z podniesioną dziwnie kitą sznurował do wsi. Miałem go na kilka metrów ale wiadomo nie będę strzelał bo czekam przecież na grubego zwierza, zresztą z kuli 30-06 nie strzelam do lisów. Jeszcze dobrze nie schował się w lesie, a już następny wyskoczył na łąkę i pobiegł jego śladem. Trochę się wkurzyłem, no ale jak nie to nie, nie strzelam dziś do lisów.... : ( No a później zaczął padać deszcz. Lało jak z cebra. Woda pluskała w kałużach na łące, szeleściła w koronach drzew i bębniła po dachu samochodu.Musiałem zamknąć okna więc po chwili szyby zaparowały i zrobiło mi się tak jakoś hmm......sennie. Trwało to chyba ze czterdzieści minut i deszcz trochę ustał. Natychmiast uchyliłem okna i zacząłem nasłuchiwać, jednak odgłos wody kapiącej z drzew zagłuszał wszystko. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i włączyłem wycieraczki by przetrzeć szybę. Po chwili znowu rozsiadłem się wygodnie w fotelu i wpadłem w zamyślenie.Nie wiem czy „przydusiłem komara”, czy też byłem tylko zamyślony, kiedy nagle postawiło mnie na nogi głośne hrrum hrrum, znajomy głosik świnek. Podskoczyłem na fotelu, o mały włos byłbym uderzył kapeluszem w dach samochodu, dobrze że jest z brezentu. Powoli uchyliłem drzwi i wyszedłem na dwór. Teraz dopiero mogłem dobrze zobaczyć trzy lub cztery lochy, które już chowały się w owsie, a za nimi, jeszcze na łące, już niezle odchowany drobiazg. Wydawało mi się przez chwilę, jeszcze jak patrzyłem z samochodu, że w tej watasze były również przelatki. Ale czy naprawdę były ? Przesunąłem się na skrajem lasu w stronę owsa i przez lornetkę zacząłem obserwować dziki. Niestety stojąc na ziemi miałem bardzo ograniczone pole obserwacji. Widziałem dosyć wyraznie tylko grzbiety – chyby dzików, co to było nie mogłem jednak dokładnie ustalić. Postanowiłem przesunąć się trochę miedzą w jedną lub drugą stronę by wypracować sobie lepsze pole widzenia ale dziki były zbyt blisko. Dopóki stałem w cieniu ściany lasu wszystko było OK, kiedy jednak wychyliłem się na otwartą przestrzeń usłyszałem tylko głośne fuuch ....i już ich nie było. Odbezpieczyłem sztucer i wypaliłem w powietrze dowiedziałem się później że niezbyt mądrze postąpiłem ), odgłos wystrzału odbił się głośnym echem po lesie. Mam nadzieję że mamusie zbyt szybko nie wrócą z dziećmi do tego owsa. Sąsiad na drugi dzień pytał czy coś strzeliłem bo słyszał strzał. Powiedziałem że nie, że teraz przed żniwami to tylko doświadczeni starzy myśliwi potrafią coś upolować : )) Myślę że już niedługo i to się zmieni : )) |