![]() |
Sobota
06.08.2005nr 006 (0006 ) ISSN 1734-6827
Kiedy wczoraj wieczorem wracałem z polowania, spotkałem na skraju lasu dzika, dziwnie spokojnego, badającego stan sanitarny lasu. Dzik zorientowawszy się, że ma odpowiednią wagę, a ja znam zasady selekcji i krzywdy mu nie zrobię przybliżył się i zapytał: - co polowczyku, organizujesz spotkanie w powiecie na Nasz temat, bez Nas? - Kłamiąc odpowiedziałem, że o nieobecnych nie będziemy źle mówić. Dzik nastroszył chyb, przybliżył się mówiąc: - My tez mamy wiele spraw do przekazania, dużo nam się w terenie nie podoba. Prosząc bym był ich rzecznikiem, mówi dalej: - dzisiejszej nocy przeszedłem wiele kilometrów w poszukiwaniu wody, w żadnym rowie jednak nie znalazłem. To efekt nieprzemyślanych melioracji. Przypomniałem sobie o pewnym oczku wodnym, które w minionych latach odwiedzałem, gasząc pragnienie, zażywając kąpieli zabezpieczając się przed nieznośnymi insektami warstwą ochronną błota, ale bez skutku szukając zbawczej wody trafiłem tylko w zbożu odrosty trzciny, które upewniły mnie, że nie zbłądziłem. Oczka już nie ma. Idę kilkaset metrów dalej, sądząc, że spocznę w cieniu zadrzewień śródpolnych przy rowie. Przeszedłem ponad kilometr – zadrzewień już nie spotkałem. Idąc dalej mijam groby moich powinowatych z przed 3 lat, którzy odeszli zachorowawszy na salmonellę przywiezioną przez ekorolnika z pobliskiej wsi. Głosicie wszem i wobec o poprawie warunków bytowania dla Nas. Możemy zauważyć to na każdym kroku. O podobnych sprawach meldują mi koledzy z całego powiatu. Chcecie „Ożywić pola” – myślę, że bez wody to się nie uda. Dzik widząc, że denerwuje mnie cała ta sytuacja, że zaczynam sięgać po strzelbę zaczął się oddalać wykrzykując niezrozumiałe dla mnie słowa: - obszar gnuśności zalany odmętem i smrodem to ziemia! Schowawszy się za sporym dębem dodał: - gdy wrócę do domu mam spojrzeć w lustro, to zobaczę największego szkodnika tej ziemi! ( tekst odczytano na spotkaniu w sprawie szkód łowieckich, w dniu 06.07.2005 r. w Starostwie Powiatowym w Wolsztynie)
|