![]() |
Poniedziałek
07.01.2008nr 007 (0890 ) ISSN 1734-6827
Kilkanaście minut i już gotowy do wyjścia. Jeszcze tylko szybka kawa i pędzę. Nie mogę się spóźnić. Nie tak mnie uczyli i wpajali starsi koledzy. Kniejówka na plecy. Naboje są, pozytywne myślenie i wychodzę na miejsce zbiórki. Hmmm, miało padać, wszystkie prognozy pogody oglądałem wieczorem, a jest pięknie, słońce wychodzi, nie ma żadnej chmury na niebie... Po chwili witam się ze wszystkimi i po odprawie jedziemy do kniei. Pierwsze pędzenie. Pierwsze polowanie zbiorowe i jakby fatum... trzynaste stanowisko. No cóż, zobaczymy... Rozlega się sygnał trąbki. Naganka ruszyła. Spoglądam na starszych kolegów po bokach. Jacyś tacy spokojni, znużeni, jakby jeszcze spali. Nagle, budzimy się wszyscy. Coś biegnie. Coś dużego, młodnik gęsty, nic nie widać. Loch i saren nie strzelamy. Zobaczymy co wyjdzie. W tym samym momencie ucichło, musiało zawrócić, zmienić kierunek. Stoimy dalej. Kilka minut. A tu... lis przede mną czmych czmych, piękna kita. Przeszedł wzdłuż miotu przez kilka stanowisk. Za gęsto by strzelać. Poczekamy. Tylko że poszedł na lewą stronę. Jeśli wyjdzie to i tak nie mogę strzelać. Dukt kręty. Myśliwi stoją na linii. Lewa odpada, a szkoda. Ledwo zdążyłem pomyśleć, a on wyszedł z lewej strony jakby wiedział. Stanął na środku drogi, popatrzył na mnie, jakby chciał powiedzieć "nie pójdzie ci tak łatwo, nie przechytrzysz mnie młody!" i uciekł z powrotem w miot. Ale cwaniak. Marzyłem o lisie na swoim pierwszym polowaniu. Nie zawsze jak widać wszystko się udaje. No cóż... może coś w następnych miotach bór podarzy. Jednak do końca dnia nic więcej nie wybiegło. Dzień minął bardzo szybko, jak zwykle nie zabrakło humoru, jak zwykle najstarszy kolega był najzabawniejszy. Tak mnie naszła myśl, że gdzie bym nie był i jakich myśliwych bym nie spotkał, to humor najstarsi z nas mają najzabawniejszy, przesycony mądrością życia i doświadczeniem. Pozdrawiam Pana CZESIA. Było pięknie. Czekam na kolejne spotkania z bracią łowiecką.
|