![]() |
Środa
27.02.2008nr 058 (0941 ) ISSN 1734-6827
Rekompensatą jest cudowna sceneria pól i zagajników i to oczekiwanie na wysuwający się z kępy suchego cień rudego czy wystrzeliwujący w niebo rozkrzyżowany kształt koguta. Jakoś inaczej niż na początku sezonu smakuje się te chwile. To jak dostały trunek, który wchodzi łagodnie i przyjemnie a trzyma mocno i długo. W przerwach rozmowy są niespieszne, gesty życzliwe, papieros smakuje lepiej... Berta – jag, drobniutkim kroczkiem obiega kolejne kępy. W tym małym ciałku jest ogromna pasja i chęć doprowadzenia zawsze do jednego – wyciśnięcia na myśliwego zwierzyny. Mijają kolejne mniej lub bardziej obfite pędzenia. Czas jest nieubłagany i dzień wolno poczyna dogasać. Ostatni miot od przewozu. Stoję przy samym brzegu rozlanego w tym miejscu Dunajca, którego wartki prąd przesiewa się na kamieniach. Od naganki dobiegają pokrzykiwania i słychać strzały z stanowisk rozciągniętych na flance. Na pewno są to strzały do lisa, nic bowiem nie wzniosło się ponad rozwichrzone czubki wiklinowych łętów. Miot jest długi i zarośnięty co powoduje, że naganka kluczy szukając dogodnych przejść. Słyszę szelest przed sobą w kępach ogromnej żółtej trawy porastającej osuszoną starą tamę. Mocniej ujmuję broń w dłonie i... widzę czarno-podpalany kształt – to Berta. Ogromnie zaabsorbowana z wietrznikiem przy ziemi błyskawicznie skręca w lewo i wpada w suche łęty. Jej szlak wskazuje poruszająca się trawa. Wtem głośne koor..k, sygnalizuje kolorowego rycerza. Wystrzeliwuje w górę i skręca w stronę flankowych stanowisk. Gdy z żalem odprowadzam jego sylwetkę, nagle skręca w moją stronę jednak po skosie i oddala się w kierunku Dunajca. Jest już bardzo wysoko i sunie jak pocisk. Moja 20-stka sama wpada w dołek i na przedłużeniu luf ciemny kształt otacza się rozpryskiem piórek, ale dalej ciągnie. Przerzucam lufy jeszcze dalej i naciskam spust. Zastyga w pędzie i rozwichrzony kształt ciągnie lobem nad stalową wstęgą wody, ogromnie daleko od brzegu wytryskuje gejzer wody. Na powierzchni ciemny kształt podrzucany silnym prądem wznosi się i upada. Po jakiego czorta strzelałem, kogut jest praktycznie nie do podniesienia... Koniec miotu. Idę wzdłuż brzegu przeklinając swoją głupotę i zastanawiam się jak podnieść jednak tego koguta gdy do brzegu dopada Berta a za nią jej Pan. Pyta – gdzie spadł, żałośnie wskazuję płynącego ptaka. Słyszę Berta – aport – psina wpatrzona w ciemny kształt – dygoce. Protestuję – zimna woda – bez sensu – pies skacze i płynie w kierunku koguta. Sam mam dygoty i mówię do Leszka, coś Ty zrobił, za moją niefrasobliwość suka zapłaci być może kurczem i w konsekwencji... no sam wiesz. Słuchaj mówi – wiem, że to może dziwnie zabrzmi , ale jej nic nie powstrzyma z wyjątkiem smyczy a poluje ze mną na okrągło i woda jej nie straszna. Suka dopada płynącego koguta i jak uderzający z odchylenia głowy wąż zaciska na nim szczęki. Kieruje się w naszą stronę ale ciężko pracuje i pędząca woda znosi ją daleko w dół rzeki. Z obawą patrzę jak drobna głowa psa z aportem w pysku coraz niżej osiada w szarej wodzie. Na szczęście rzeka jest tutaj płytka i pies dostaje łapami dna i wychodzi wyżej, coraz wyżej. Leszek schyla się i wyciąga Bertę na brzeg. Warty ten psiak ucałowania – może to śmiesznie brzmi, ale... Wycieramy psiaka czym się da, sucha trawa, kurtki, etc.. sama też wpada w suchą trawę i wywija w niej jak fryga donośnie warcząc. Ściskam dłoń Kolegi i odbieram ptaka, wygląda dość żałośnie, kolorowe piórka mokre i zlepione nie przypominają tych fantastycznych błyskających złotem i czerwienią. Zmierzamy w kierunku grupy stojących obok samochodów myśliwych i naganki. Idący obok mnie Kolega łapie się za kieszeń i bezradnie wymawia – psiakość, zgubiłem telefon. Wszystko musiało się odbyć na dystansie kilkudziesięciu kroków. Ogromne trawy, resztki śniegu – beznadziejna sprawa. Z swego telefonu wybieram Jego numer. Abonent zajęty – informuje mnie uprzejmy głos. Teraz nawet dźwięk telefonu, który mógłby nas naprowadzić na jego trop, odpada. Dochodzimy do miejsca gdzie odbieraliśmy od suki aport, na śniegu odbicie butów nad samym brzegiem. W płytkiej wodzie majaczy znajomy kształt... Niestety po wyjęciu wygląda to gorzej niż strzelony bażant... Pola Radłowskie – Bobrowniki 2006
|