Poniedziałek
05.05.2008
nr 126 (1009 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
Z pól, kniej i gabinetów, cd. autor: Stanisław Pawluk
Okres sprawozdawczych Walnych Zgromadzeń w pełni. Jest więc okazja do kolejnych dokonań, których poza zrzeszeniem PZŁ próżno by gdziekolwiek szukać. Tradycyjnie na plan pierwszy wysuwa się I Bialski Cyrk Łowiecki, a tuż za nim kroczy okręg lubelski. Przedstawiciele tych środowisk, wiodących prym w opisywanych już przeze mnie skandalach w swoich kołach, ponownie dali znać o sobie, demonstrując wiedzę i kulturę łowiecką, koleżeństwo i etykę na właściwym tym środowisku poziomie. Poniżej o tym, co udało się im nowego zdziałać.

***
Koło Łowieckie nr 63 „Dąbrowa” odbyło walne zgromadzenie nie powiadamiając o nim Tomasza Rappe, który choć z koła wykluczony po raz kolejny, po złożeniu odwołania zgodnie ze statutem do zarządu okręgowego, korzysta z pełni praw członkowskich. Inni członkowie powiadomieni zostali z naruszeniem nakazanego w statucie terminu. W zgromadzeniu uczestniczył członek ZO PZŁ w Białej Podlaskiej Jan Czarnecki, który, jak oświadczył prezes Antoni Sacharuk, niebawem zostanie członkiem KŁ nr 63 „Dabrowa”. Jana Czarneckiego czytelnicy znają z zajazdu w asyście pijanego strażnika na legalnie polującego myśliwego, w obcym obwodzie łowieckim. Z pełnienia obowiązków sekretarz koła zrezygnował Wojciech Kobylarz, który z powodu zredagowania bezpodstawnych zarzutów pod adresem Tomasza Rappe, już w dniu 8 maja br. stanie przed Sądem Okręgowym w Lublinie.

"Najciekawsze" wydarzenie miało miejsce po zebraniu. Opuszczając salę obrad, członek koła Zbigniew Olkowski, zapomniał zabrać teczki, w której znajdowały się dwa portfele, a w nich wszystkie jego dokumenty i niewielka ilość pieniędzy. Gdy zorientował się o zostawieniu teczki, zaczął wydzwaniać do tych kolegów, którzy na sali zostali po zebraniu, w tym do samego prezesa Antoniego Sacharuka. Z wypowiedzi różnych osób wynikało, że zguba została szybko zauważona. Tadeusz Rachwał właściciela teczki ustalił na podstawie znajdujących się w niej dokumentów i poinformował pozostałych, że jest to własność Zbigniewa Olkowskiego. Teczkę przejął Antoni Sacharuk i wręczył ją swojemu zięciowi stażyście Jackowi Woźniakowi, asystującemu prezesowi i pełniącemu funkcję kierowcy, gdyż prezes „spożywał” po zebraniu. Zięć w kole spełnia obowiązki nakładane bezpośrednio przez teścia, a kontaktu na niego nie miał nawet łowczy koła Tomasz Sylwesiuk, co znacznie utrudniło kontakt właściciela teczki z osobą, w której dłoniach członkowie koła widzieli zgubę, co wskazuje, że klimat bezkarności znacznie wokół prezesa maleje i chętnych do przymykania oczu na postępowanie prezesa jest coraz mniej.

W poszukiwaniu teczki Tomasz Olkowski odbył liczne rozmowy z członkami koła, którzy byli obecni na sali w momencie identyfikacji teczki i jej zabrania. Zarówno prezes Antoni Sacharuk jak i jego zięć dostali niespodziewanie dziwnej amnezji i nic o teczce nie zapamiętali, a prezes tłumaczył, że nie pamięta, bo był mocno pijany. Mówiąc krótko: teczkę i dokumenty zwyczajnie ukradziono i to na oczach innych członków koła. Zbigniew Olkowski zgłosił kradzież teczki do policji w Białej Podlaskiej, a ta przekazała ją do komisariatu w Terespolu, gdzie służbę pełni członek koła, do dnia kradzieży sekretarz koła. Członkowie „Dąbrowy” prognozują, że mimo oczywistych faktów sprawcy kradzieży nie uda się ustalić, bo takim obrotem sprawy nie jest zainteresowany Antoni Sacharuk, pełniący także funkcję szefa powiatowej komisji bezpieczeństwa i porządku przy radzie starostwa, a T.Olkowski zaliczany jest przez niego do popleczników Tomasza Rappe.

Znając powyższe wydarzenia, nie należy się dziwić, że funkcję członka komisji rewizyjnej KŁ „Dąbrowa” powierzyło osobie uznanej przez sąd powszechny za złodzieja, okradającego własnych kolegów w kole. W tym środowisku okradanie współczłonków zaczyna jak widać być normą, a nie wykluczone, że niebawem - jak twierdzą myśliwi z KŁ "Dąbrowy" - stanie się obowiązkiem.

***

Koło Łowieckie nr 127 „Łoś” w Białej Podlaskiej odbyło zwyczajne walne zgromadzenia, bez punkt porządku obrad, jakigo domagali się członkowie koła, składając na ręce zarządu stosowny wniosek podpisany przez wymaganą ilość członków koła, z żądaniem odwołania z funkcji łowczego Mariana Kiryka. Mariana Kiryka nasi czytelnicy znają z wcześniejszej publikacji, kiedy to przyłożył swoją rękę do postawienia przed sądem łowieckim byłego skarbnika koła, a obowiązki łowczego wykonywał będąc pozbawionym pozwolenia na broń. Pomimo podważenia votum zaufania przez grupe członków, wcale nie zamierzał ustępować, a wręcz przeciwnie poczuł wolę wzmocnienia swojej pozycji przez zmianę prezesa. Tymczasem jednak staraniem własnie prezesa Rudolfa Somerlika, który do zebrania był niekwestionowanym autorytetem w kole, obowiązek statutowy zwołania zebrania zignorowano i punktu dot. odwołania Mariana Kiryka z funkcji łowczego do porządku obrad WZ nie wstawiono.

Marian Kiryk potraktował jednak chęć odwołania go bardzo poważnie i przeprowadził stosowne działania prewencyjno-agitacyjne. Pragnący zachować anonimowość członek koła twierdzi, że Marian Kiryk przygotował swój gabinet cieni, przewidując na stanowisko prezesa Jerzego Lewandowskiego dotychczasowego skarbnika koła.

Pierwszą oznaką, iż autorytet dotychczasowego prezesa ulega osłabieniu, było głosowanie nad wyborem przewodniczącego obrad. Spośród trzech kandydatów, w jawnym głosowaniu, walne kandydaturę prezesa odrzuciło. Było to zaskoczeniem dla członków koła, zwłaszcza, że powszechna była opinia o wielkiej rzetelności i uczciwości prezesa. Dopiero jednak ogłoszenie wyników tajnego głosowania nad udzieleniem absolutorium spowodowało szok wśród zebranych. Prezes uzyskał najniższą ilość głosów bo zaledwie 18 z 45 możliwych i wraz z sekretarzem koła Leonem Jakoniukiem, nie uzyskali wymaganego absolutorium. W kuluarach dywagowano, że prawdopodobną przyczyną nie otrzymania absolutorium przez prezesa była jego nadmierna tolerancja na poczynania łowczego Mariana Kiryka. Tryumfy zaś święcił Marian Kiryk, który uzyskując 28 głosów wraz z podłowczym Sebastianem Santusem 40 głosów i Jerzym Lewandowskim, 41 głosów, uzyskali wymagane absolutorium. Wygląda na to, że za łowczego Mariana Kiryka konsekwencje poniósł prezes koła. Paradoksalnie, a może właśnie przemyślanie, rezygnację z pełnionej funkcji złożył Jerzy Lewandowski i taką samą decyzje ogłosił przewodniczący komisji rewizyjnej kołą Jan Smolarek.

Po ochłonięciu z wyników, jakich się nie spodziewano, walne zgromadzenie podjęło decyzję, że zarząd w dotychczasowym składzie mimo nie uzyskania przez prezesa i sekretarza akceptacji zebranych, pełnił będzie swoje obowiązki do jesiennego walnego zebrania. W tej sytuacji obie w/w osoby wycofały swoje rezygnacje, między innymi wskazując, że do tego czasu trzeba zakończyć przygotowania jubileuszu 50-lecia koła.

Marian Kiryk tuż po zebraniu podjął kolejne działania propagandowe, mające na celu – jak się twierdzi - doprowadzenie do wzmocnienia swej władzy w kole. Opracował pisemny apel do członków koła, w którym nie zostawia suchej nitki na komisji rewizyjnej, która śmiała wytknąć mu nieprawidłowości. W bardzo długim elaboracie, przypominającym komunistyczną agitkę antyimperialistyczną zarzucił komisji ..."dużo przekłamań, a czasem wręcz nieprawdziwych wiadomości lub kłamstw"...

Istotą nie robienia rewolucji w zarządzie koła była min. możliwość dokończenia organizacji okrągłego jubileuszu, ale pesymiści twierdzą, że obchody te i tak nie będą udane, bo atmosfera w kole należy do najgorszych od początku istnienia koła. Wielu z rozmówców twierdzi, że uroczystości te zwyczajnie zignoruje. Szacują, iż podobnie jak z odwołaniem organizowanej ostatnio tradycyjnej zabawy myśliwska z powodu braku chętnych, tak i uroczystości jubileuszowe będą odbywać się bez sporej liczby członków.

***

Koło Łowieckie nr 40 „Nemrod” w Krzczonowie, dowodzone twardą ręką Zenona Okapy, tak skonstruowało porządek obrad swojego walnego zgromadzenia, aby uniemożliwić członkom zabieranie głosu na temat sprawozdania zarządu przed głosowaniem udzielenia absolutorium. Po przeczytaniu protokołu komisji rewizyjnej natychmiast wykonano głosowanie. Nie stworzono możliwości zgłaszania uwag lub zastrzeżeń do poszczególnych członków zarządu czy komisji rewizyjnej.

Z członkostwa w kole, a tym samem z funkcji sekretarza zrezygnował i na zabranie nie przybył Bogdan Staniak. Oficjalnie skierowane przez niego pismo było zaledwie dyplomatycznym podziękowaniem wszystkim za wszystko i przeproszeniem ..."gdyby ktoś ewentualnie coś".... Nie są znane powody rezygnacji, ale kawiarniane plotki mówią, że podobnie jak Florian Sekuła, były sekretarz miał kłopoty z pisanymi na niego doniesieniami, mogącymi skutkować skierowaniem na dodatkowe badania lekarskie. Inna plotka mówi, że Bogdan Staniak nie chciał firmować swoim nazwiskiem kolejnych doniesień redagowanych przez Zenona Okapę, przeciwko członkom koła, jak to miało miejsce w stosunku do najstarszego członka i prawdziwego nemroda Floriana Sekuły. Podczas walnego zgromadzenia od poczynań prezesa Zenona Okapy w kwestii pisania absurdalnych doniesień na Floriana Sekułę odciął się, wręczając pisemne oświadczenie Lesław Kister, skarbik koła. Postawa godna najwyższego uznania zapewne znajdzie naśladowców w chwili, gdy kolejni członkowie „Nemroda” ustawią się w kolejce do psychiatry, czy do psychologa w wyniku napisanej przez Zenona Okapę kolejnej diagnozy lekarskiej na członka, krytycznie oceniającego dotychczasową negatywna karierę swego prezesa, u którego sprawa zastrzelenia klempy łosia nie ma znaczenia w porównaniu z zastrzeleniem parchatego lisa w okresie ochronnym.

***


cd. nastąpi