![]() |
Czwartek
12.02.2009nr 043 (1292 ) ISSN 1734-6827
Rozprawa odbyła się w dniu 29 lutego 2008 r. Ani ORD Wiesław Bagana, ani sprawca doniesienia na swoich dwóch kolegów z zarządu Wiesław Szloński, nie wycofali się ze swoich oskarżeń, że Zygmunt Wiktorzak polował w innym miejscu niż rejon "Las - pole", choć zarzut ten został już skompromitowany ustaleniami prokuratury, która przeprowadzenie czynności oględzin miejsca polowania przez Wiesława Bagana określiła jako sprzeczne z zasadą obiektywizmu i rzetelności, wskazując na brak profesjonalnego podejścia do przeprowadzonej czynności przez tego rzecznika odpowiedzialności dyscyplinarnej PZŁ w Łomży. Pomimo tego Wiesław Bagan, nie tylko nie wycofał się ze swoich bezpodstawnych oskarżeń, ale dodatkowo zwiększył swoje żądanie kary wobec Zygmunta Wiktorzaka i Marka Lisa z zawieszenia na 18 miesięcy, na całkowite wykluczenie ich z PZŁ. W ten sposób zło wytrzebione zostałoby z szeregów Zrzeszenia z korzeniami. Uzasadnił to np. wobec Zygmunta Wiktorzaka, że ..."utrudniał postępowanie i postępował nagannie"... Ten nowy bezpodstawny zarzut, nie mający nic wspólnego z przewinieniem łowieckim, nie powinien się w ogóle pokazać, bo sprawa nie została przez GSŁ cofnięta do rzecznika, tylko do OSŁ, a więc ORD nie miał prawa nic w swoim wniosku oskarżycielskim zmieniać. Jednak dobro musiało się jakoś złu postawić za to, że Zygmunt Wiktorzak wcześniej poskarżył się do prokuratury, do GRD, do ORŁ i ZG PZŁ, na skandalicznie nierzetelne postępowanie Wiesława Bagana, który na głowie stawał, żeby fałszywe doniesienie Wiesława Szlońskiego zamienić na orzeczenie winy niewinnego jakiegokolwiek przewinienia łowieckiego Zygmunta Wiktorzaka. Postawienie wniosku o wykluczenie z PZŁ osoby, którą bezpodstawnie oskarżał i której nie dopuścił do wizji lokalnej, zaprotokołowanej tylko ze Szlońskim, to więcej niż granda. To jawne działanie na szkodę wizerunku organów PZŁ wśród jego członków, za którym powinno było pójść natychmiastowe odwołanie z pełnionej funkcji, ale przecież działaczowi na jego stanowisku nic nie grozi, bo to on reprezentuje dobro i właściwy wizerunek PZŁ. OSŁ w Ostrołęce, w składzie Ryszard Modzelan, przewodniczący oraz Jacek Suchecki i Maciej Kaczyński uniewinnili tym razem Zygmunta Wiktorzaka i Marka Lisa od zarzucanych im przez prezesa OSŁ w Łomży Wiesława Szlońskiego i ORD w Łomży Wiesława Bagana czynów. W swoim uzasadnieniu OSŁ napisał, ..."Zeznaniom świadka Szlońskiego, że Wiktorzak przebywał około 2 km od wyznaczonego mu rejonu sąd nie daje wiary".... Myślicie szanowni czytelnicy, że prezes OSŁ w Łomży Wiesława Szlońskiego i ORD w Łomży Wiesław Bagan odpuścili swoje bezpodstawne oskarżenia? Macie rację, bo znacie rzeczywistość naszego Zrzeszenia, w którym urażony działacz nie przepuści drugiemu, nawet brnąc w oskarżenia bez żadnych podstaw. Wiesław Bagan odwołał się od w/w orzeczenia OSŁ do Głównego Sądu Łowieckiego, zarzucając sądowi w Ostrołęce, m.in. nie przeprowadzenie wizji lokalnej z udziałem stron. To wyjątkowa bezczelność, bo wcześniej wniosek Wiktorzaka i Lisa o taką wizję lokalną, wobec OSŁ odrzucił. A mając możliwość takie oględziny w terenie przeprowadzić z udziałem stron, przeprowadził ją tylko z oskarżycielem, o co zresztą pytany przez obwinianych przez sądem w Ostrołęce, odpowiedział im i sądowi, że ..."oględziny mogę zrobić sam, zaprotokołować i koniec".... Bezczelność na miarę poziomu, jaki reprezentuje niestety niektórzy "etyczni" i oddani PZŁ działacze. Odwołanie rzecznika musiało zostać rozpatrzone przez GSŁ, który zebrał się 8 lipca 2008 r., a więc po prawie 3 latach od feralnych wydarzeń, kiedy to prezes OSŁ w Łomży Wiesław Szloński znalazł się w rejonie, w którym polował Zygmunt Wiktorzak i wykręcając kota ogonem oskarżył tego ostatniego o polowanie w innym rejonie, niż był zapisany, a Wiesław Bagan usłużny prezesowi OSŁ przeczołgiwał Zygmunta Wiktorzaka i Marka Lisa przez wszystkie możliwe instancje łowieckiej sprawiedliwości. Tak jak OSŁ w Ostrołęce, GSŁ w składzie Piotr Nowak, przewodniczący, Marian Lendzioszek, sędzia referujący i Jan Świecki, utrzymała w mocy zaskarżone przez Wiesław Bagan orzeczenie, uniewinniające ostatecznie i prawomocnie tych dwóch myśliwych. W swoim uzasadnienie GSŁ wypowiedział się m.in. następująco: ..."Zygmunt Wiktorzak podczas spotkania z Wiesławem Szlońskim wykonywał polowanie w obwodzie łowieckim nr 56 dzierżawionym przez Koło Łowieckie "Orlik" w Łomży, w rejonie "Las - Pole" (...) przed przybyciem na ten teren Wiesława Szlońskiego. Nie ulega wątpliwości, że Wiesław Szloński przybył w okolice ambony (...) na terenie określanym jako "Las - Pole" po rozpoczęciu polowania przez Zygmunta Wiktorzaka, a zatem postawiony Zygmuntowi Wiktorzakowi zarzut nie znalazł potwierdzenia w zebranym materiale dowodowym"... Specyficzny w pewien sposób język prawniczy, nie pozwalał na użycie innego słownictwa. Ja jednak mogę sobie pozwolić, żeby powiedzieć jasno i otwarcie. To nie Zygmunt Wiktorzak skarbnik KŁ "Orlik" w Łomży, polował w rejonie, w którym nie był zapisany, jak oskarżył go Wiesław Szloński sekretarz tego samego koła i prezes OSŁ w Łomży, a równocześnie prokurator Prokuratury Okręgowej w Łomży, tylko ten prominentny działacz okręgowy, a do tego osoba, do której społeczeństwo powinno mieć pełne zaufanie, zapisana na zupełnie inny rejon, wtargnęła na rejon zajęty na polowanie przez swojego kolegę z zarządu. Dlaczego to zrobił, tego się pewnie nie da ustalić i udowodnić. Są dwie wersje, dlaczego tak zrobił. Wersja Szlońskiego, że pojechał szukać miejsce podniesienia dzika przez Marka Lisa, po sprawdzeniu w książce, że Zygmunt Wiktorzak jest zapisany w rejon "Las - pole", co tak go zaskoczyło, że zapomniał się z książki wypisać i dalej w niej figurował, że poluje na innym rejonie. Podejrzewając przewinienie łowieckie natychmiast pojechał tropić obu kolegów, bo był pewny, że Lis dzika strzelił w innym rejonie, a Wiktorzak polował również w rejonie, na który nie był zapisany. Wersja Wiktorzaka, że jak się Szloński dowiedział od strażnika, skąd Marek Lis przywiózł strzelonego przez siebie dzika, wcale nie zaglądał do książki i nie wiedząc, że Wiktorzak przepisał się na rejon "Las - pole", pojechał na znajdujące się tam nęcisko. Przy nęcisku spotkał polującego tu legalnie Wiktorzaka. Usprawiedliwianie się pomyłką w terenie, do której Szloński przyznał się podczas wizji lokalnej zorganizowanej przez prokuraturę, to lipa, bo to właśnie Szloński jako jeszcze prezes koła dokonał podziału obwodu na rejony. Oceńcie czytelnicy sami, która wersja bardziej się kupy trzyma? Niezależnie co myślicie, nie może Was dziwić, że Zygmunt Wiktorzak dopominał się formalnego stanowiska ORD w sprawie jego doniesienia o przewinieniu Wiesława Szlońskiego, które wpierw złożył zaraz po zdarzeniu, drugi zaś raz 5 kwietnia 2006 r. ORD w Łomży Wiesław Bagan "olał" je dokumentnie nie kiwając w tej sprawie nawet palcem w bucie, no może za wyjątkiem pisemnego pouczenia Zygmunta Wiktorzaka, że może sobie składać takie doniesienia do organów ścigania. W tej sytuacji, po 11 miesiącach od złożenia doniesienia do Wiesława Bagana, Zygmunt Wiktorzak osobiście udał się 12 marca 2007 r. w tej sprawie do Głównego Rzecznika Dyscyplinarnego PZŁ Tadeusza Andrzejczaka. GRD zadziałał w tej sprawie i w obecności Z. Wiktorzaka poprosił telefonicznie ORD w Ciechanowcu o podjęcie tej sprawy. Równocześnie zażądał na piśmie od ORD w Łomży Wiesława Bagana, aby ten w termin 14 dni poinformował GRD o powodach nie załatwienia procesowo otrzymanego doniesienia, tj. odmowy, umorzenia lub wniesienia wniosku oskarżycielskiego. Tę interwencję Wiesław Bagan również "olał", zajęty gnojeniem Z. Wiktorzak i M. Lisa z inicjatywy W. Szlońskiego. Był pewnie przekonany, że prezes OSŁ i równocześnie prokurator Prokuratury Okręgowej w Łomży dopnie swego i swoich kolegów z zarządu koła skutecznie "udupi", kryjąc w ten sposób swój pobyt w rejonie polowania, w którym nie był zapisany. Wszczynanie więc jakichkolwiek kroków dyscyplinarnych przeciwko Wiesławowi Szlońskiemu musiał uważać za niepotrzebne. Jednak w miesiąc później, czyli 11 kwietnia 2007 r., a w 16 miesięcy od polowania indywidualnego w dniu 11 grudnia 2005 r. i w 12 miesięcy od złożenia drugiego zawiadomienia o popełnieniu przewinienia łowieckiego, z-ca ORD w Ciechanowie Marek Łasicki wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie wykonywania przez Wiesława Szlońskiego z naruszeniem Rozporządzenia MŚ o warunkach wykonywania polowania, czyli polowania w rejonie, na który W. Szloński nie był zapisany, na podstawie Regulaminu postępowania dyscyplinarnego z dnia 23/04.2002, a więc zupełnie innego niż ORD w Łomży przeciwko Markowi Lisowi i Zygmuntowi Wiktorzakowi. Przypadek, że to samo zdarzenie miało być oceniane w ramach różnych regulaminów postępowań dyscyplinarnych w PZŁ? Kochani, nic się w PZŁ nie dzieje przypadkowo, a ten wybieg był wysoce przemyślany, o czym niżej. Podstawa prawna prowadzenie postępowania wyjaśniającego nic Zygmuntowi Wiktorzakowi nie mówiła, ale ponieważ dalej nic się w sprawie nie działo przez następny miesiąc, pisemnie prosił z-cę ORD w Ciechanowie Marka Łasickiego o zintensyfikowanie postępowania, bo jego już OSŁ zdążył ukarać, a postępowanie z jego doniesienia nie ruszyło jeszcze z miejsca, choć dotyczyło to tego samego zdarzenia. W końcu, w lipcu 2007 r., ORD w Ciechanowie, odmówił wszczęcia dochodzenia dyscyplinarnego przeciwko Wiesławowi Szlońskiemu, powołując się na odpowiednie zapisy przywołanego wyżej 'Regulaminu' z roku 2002 oraz Statutu PZŁ, ale już nowego, który wszedł w życie 1 stycznia 2006 r., powołując się na przedawnienie. Wykorzystał w ten sposób sprytnie sytuację, że 'Regulamin" z 2002 r. posiadał zapis. że jeżeli w ciągu 6 miesięcy od powzięcia informacji o podejrzeniu przewinieniu łowieckim, postępowanie nie zostało wszczęte, następuje jego przedawnienie. Teraz jasnym się stało, dlaczego Wiesław Bagan doniesienie Zygmunta Wiktorzaka mógł wrzucić do szuflady i "olać", bo wiedział, że dzięki temu Wiesław Szloński nie będzie mógł być pociągnięty do odpowiedzialności dyscyplinarnej, jeżeli doniesienie na niego przeleży się w szufladzie co najmniej 6 miesięcy, a później zastosuje się do niego ‘Regulamin postępowania dyscyplinarnego', inny niż przeciwko Lisowi i Wiktorzakowi. W ten sposób zagwarantował swemu koledze prezesowi OSŁ Łomży, że PZŁ krzywdy mu już nie zrobi. Powstaje zatem pytanie, dlaczego rzecznicy dyscyplinarni i sądy łowieckie stosowali inny 'Regulamin' dla swoich czynności w sprawie przeciw Z. Wikorzakowi i M.Lisowi, a inny wobec Wiesława Szlońskiego. Dla mnie jest oczywiste, że jeżeli w 'Regulaminie' obowiązującym od 1 stycznia 2006 r. takiego przedawnienia już nie było, więc dla Szlońskiego postanowiono zastosować poprzedni regulamin, niż przeciw jego kolegom z zarządu koła. W ten sposób łowiecki wymiar sprawiedliwości pokazał jak relatywnie umie podchodzić dla obrony "swoich". Piszę o całym wymiarze sprawiedliwości łowieckiej, bo oczywiście odwołanie Z.Wiktorzaka w sprawie przeciwko W. Szlońskiego zostało oddalone przez GSŁ, który podtrzymał stanowisko ORD w Ciechanowie, akceptując bez zająknienia stosowanie wobec W. Szlońskiego innego 'Regulaminu" niż ten, który stosowano wobec M.Lisa i Z. Wiktorzaka, pomimo tego że obie sprawy dotyczyły tego samego zdarzenia. No ale ci dwaj ostatni, to nie "baronowie" PZŁ. Zastosowanie dwóch różnych regulaminów wobec tego samego zdarzenia, tylko ze względu na osobę, której przewinienie się rozpatruje, poza PZŁ nie byłoby możliwe. A ktoś żartował, że „takie rzeczy tylko w Erze”. Jest jeszcze pytanie, które zadaję prezesowi Głównego Sądu Łowieckiego PZŁ Zygmuntowi Jabłońskiemu w kontekście jego twórczych instrukcji dla członków Zrzeszenia publikowanych w Łowcu Polskim. Dziennik "Łowiecki" opisywał rady prezesa, który ukaranie Mariana Tadeusza P. za "wspólne i w porozumieniu" strzelenia loch w lutym uzasadniał m.in. tym, że jako świadek tego wydarzenia nie zawiadomił rzecznika dyscyplinarnego, do czego miał być zobowiązany przez §5 ust.2 Regulaminu postępowania dyscyplinarnego w PZŁ. Panie prezesie, ten sam Regulamin w §15 ust.1 nakazuje okręgowemu rzecznikowi dyscyplinarnemu wszcząć postępowanie wyjaśniające lub odmówić wszczęcia dochodzenia dyscyplinarnego, jeżeli otrzyma informację o przewinieniu łowieckim, a przecież ORD w Łomży Wiesław Bagan nie wykonał tego obowiązku, doprowadzając postępowanie przeciwko prezesowi OSŁ w tym okręgu do przedawnienia. Czy postępowanie tego rzecznika nie wyczerpuje definicji przewinienia łowieckiego? Ja odpowiedź znam, ale wiem, że od prezesa GSŁ przyznania tego, nie ma się co spodziewać. W ten sposób ostatecznie i prawomocnie zakończyły się wszystkie postępowania łowieckiego wymiaru sprawiedliwości próbujące osądzić, kto polował, a kto nie polował w rejonie "Las - pole" obw. nr 56 KŁ "Orlik" w Łomży w dniu 11 grudnia 2005 r. Przez prawie 3 lata dwóch Bogu ducha winnych myśliwych było ciąganych przez wszystkie instancje łowieckiej sprawiedliwości, tylko dlatego, że oskarżył ich bezpodstawnie jeden z prominentnych działaczy okręgowych. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że każdy z zaangażowanych kilku składów sędziowskich oraz rzecznicy dyscyplinarni wzięli z naszych składek rekompensaty za koszty postępowań przez siebie prowadzonych. Zwrotu kosztów poniesionych przez niewinnie oskarżonych, ani Statut, ani Regulamin postępowań dyscyplinarnych PZŁ nie przewiduje, tak jak i jakiegokolwiek pociągnięcia do odpowiedzialności wszystkich tych działaczy, którzy do tych postępowań się przyczynili. To jest właśnie prawdziwy obraz łowieckiej sprawiedliwości, którą prezes Głównego Sądu Łowieckiego PZŁ Zygmunt Jabłoński firmuje. Myliłby się jednak ktoś, kto by przypuszczał, że zakończenie się postępowań dyscyplinarnych związanych z polowaniem w dniu 11 grudnia 2005 r., to koniec aktywności Wiesława Szlońskiego przeciw członkom zarządu jego koła. Dobro nie mogło odpuścić złu i dlatego Wiesław Szloński złożył trzy inne doniesienia do organów PZŁ, przeciw swoim kolegom z zarządu. Jak się one potoczyły, będzie można przeczytać w dzienniku "Łowiecki" już w poniedziałek, 16 lutego br. |