![]() |
Czwartek
19.02.2009nr 050 (1299 ) ISSN 1734-6827
W swoim piśmie do ZO PZŁ w Łomży, Wiesław Szloński podniósł, że o WZ, na którym wybierany miał być delegat na zjazd okręgowy, wiedziało tylko 17, z 25 członków koła, bo poinformowano ich podczas zebrania 10 kwietnia 2005 r., a pozostałych 8 członków o NWZ nie poinformowano. Nie napisał już, że to on był sekretarzem w kole i do jego obowiązków należało zawiadomienie członków koła o zwołaniu WZ. Nie napisał również o tym, bo może zapomniał, a może liczył, że zapomnieli inni członkowie koła, że w dniu 21 kwietnia 2005 roku, jako sekretarz w KŁ "Orlik" sporządził notatkę następującej treści: ...."Po przeanalizowaniu listy członków koła łowieckiego "ORLIK", w sprawie zawiadomienia ich o terminie zebrania w dniach 8.05.05, - stwierdziłem iż wszyscy obecni w kraju członkowie zostali o tym terminie poinformowani na zebraniu w dniu 10.04.05 oraz kol. Lis - poinformował kol. (...), kol. (...) - kol. (...), kol. (...) - kol. (...)"... Czyli przed zebraniem, które miało wybrać delegata na zjazd okręgowy, stwierdził, że wszyscy byli poinformowani, a w 2,5 roku później oświadczył się wobec Zarządu Okręgowego, że absolutnie nie i nie wszyscy członkowie koła o NWZ byli poinformowani. W w/w piśmie do ZO PZŁ w Łomży wysunął również drugi zarzut, że podczas wyborów delegatów na zjazd okręgowy nie było kworum, bo głosowało tylko 10 członków na 25 członków koła, a więc uchwała o wyborze była nieważna. Zapomniał widać w swoim zacietrzewieniu, że w roku 2005 nie obowiązywał jeszcze obecny Statut PZŁ, który bezwzględnie wymaga, żeby w każdym walnym zgromadzeniu brało udział co najmniej 50% członków koła. Do końca 2005 r. koła łowieckie miały swoje własne statuty, w większości wzorowane na tzw. statucie ramowym, który w art.34 przewidywał możliwość obradowania w II terminie, kiedy to wymóg kworum już nie obowiązywał. Tak właśnie było w KŁ "Orlik" i dlatego wybór dokonany przez 10 członków wystarczał, bo NWZ odbywało się właśnie w tym II terminie i Marka Lisa wybrano 9 głosami, przy jednym głosie nieważnym. Zarząd Okręgowy nie mógł oczywiście stawać po stronie zła i podjął 27 lutego 2008 r. uchwałę dot. WZ KŁ "Orlik", uchylając uchwałę o wyborze Marka Lisa na delegata na okręgowy zjazd delegatów. Kolejny już raz ZO w Łomży, pod przewodnictwem Jerzego Włostowskiego nie odmówił Wiesławowi Szlońskiego i jego dęte zarzuty zaakceptował. Pomimo tego Marek Lis jest dalej członkiem ORŁ, a nawet jest v-ce przewodniczącym tej rady, bo nie wiadomo jak tu wzruszyć uchwałę okręgowego zjazdu delegatów, o wyborze członków ORŁ. Wiesław Szloński jednak tym się nie zraził. W trzy dni po doniesieniu do ZO PZŁ o czym wyżej, skierował do Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego w Łomży, swojego kompana w gnębieniu kolegów z zarządu KŁ "Orlik", kolejne zawiadomienie o przewinieniu łowieckim oskarżając Marka Lisa i Zygmunta Wiktorzaka o to, że bez wiedzy całego zarządu podjęli działania mające świadczyć o przyjęciu do koła byłego stażysty Mariusza Makowskiego, po zdaniu przez niego egzaminów łowieckich, na które samo koło go skierowało, poprzez to, że dali mu odstrzały i przyjęli na polowanie zbiorowe, na którym odebrali od niego ślubowanie. Nie omieszkał przy tym zaznaczyć, że chodzi o osobę zięcia Zygmunta Wiktorzaka. Równocześnie dołączył do tego doniesienia kopię deklaracji Mariusza Makowskiego na staż członkowski z 20 października 1999 r., której zarzucił, że nie była podpisane ręką zainteresowanego. Zasugerował również, że opłata wpisowego do koła została w tajemnicy przed prezesem i sekretarzem przejęta przez Marka Lisa i Zygmunta Wiktorzaka. Postawił również Markowi Lisowi dodatkowy zarzut, że ten odebrał z sekretariatu PZŁ w Łomży zawiadomienie skierowane do zarządu koła o wszczęciu przeciwko niemu i Zygmuntowi Wiktorzakowi postępowania i ukrył je nie przedstawiając go zarządowi. To rzeczywiście bardzo poważne przewinienie łowieckie i prezes jak najbardziej słusznie zło tkwiące w Marku Lisie próbował zwalczać. Może trochę późno, bo minęło już 20 miesięcy od wszczęcia tego postępowania dyscyplinarnego, w którym sekretarz doniósł na łowczego oraz skarbnika i świadkiem był prezes, a więc wszyscy członkowie zarządu brali w nim udział, a tu nagle zarzut, że pismo informujące o tym postępowaniu zostało podstępnie ukryte przed zarządem. Starania dobra o tępienie wszelkiego zła godne najwyższego uznania, co Wiesław Szloński zaakcentował w zakończeniu swojego doniesienie następująco: ..."W mojej ocenie obaj koledzy po raz kolejny dopuścili się rażącego naruszenia Statutu PZŁ dlatego proszę o wszczęcie w tej sprawie postępowania dyscyplinarnego."... Jak wiemy już z wcześniejszych felietonów, prośba prezesa OSŁ była dla ORD w Łomży Wiesława Bagana rozkazem. Natychmiast wezwał Mariusza Makowskiego do złożenia wyjaśnień, bez podania powodu wezwania, bo powód ten nazwał...."w sprawie zawiadomienia Kol. W. Szlońskiego".... Wszyscy myśliwi w okręgu łomżyńskim powinni wiedzieć, że jak są wzywani w sprawie doniesienia Wiesława Szlońskiego, jest to wystarczający powód, żeby zacząć się bać. I rzeczywiście, wyjaśnienia Mariusza Makowskiego musiały być dla Wiesława Bagana niesatysfakcjonujące, bo zawiadomił po nich natychmiast prokuraturę rejonową w Łomży, że na deklaracji Mariusza Makowskiwego widnieje podpis złożony przez inną osobę niż M. Makowski. Do wniosku tego doszedł, porównując podpis złożony przez M. Makowskiego na protokole przesłuchania i porównaniu go z podpisem na deklaracji. To więcej niż czujność czekisty, ale jeżeli w PZŁ ma panować dobro, to nawet takie podejrzenie powinno być natychmiast kierowane do organów ścigania. Wiesław Bagan zasugerował od razu prokuraturze w doniesieniu, że podejrzewa o fałszerstwo Zygmunta Wiktorzaka lub Marka Lisa. Skąd to wiedział? Można się tylko domyślić, że całe zło w okręgu kojarzyło się okręgowemu rzecznikowi dyscyplinarnemu z tymi dwoma nazwiskami. Ponieważ złożenie powyższego doniesienia do ORD zbiegło się w czasie z tym, że łowczy i skarbnik zostali przez ZO PZŁ zawieszeni w pełnieniu funkcji, o czym pisałem cztery dni temu, kołem rządził formalnie prezes i sekretarz. Ten ostatni od razu wystosował pismo do Mariusza Makowskiego, w którym poinformował, że nie jest on członkiem koła. W odpowiedzi M. Makowski wyjaśnił, że wpisowe wpłacił w kwietniu 2007 r. Brak odpowiedzi z koła nie był dla niego zaskoczeniem, bo odbywając staż i zdając egzaminy, na które koło go skierowało, uważał złożenie deklaracji i wpłacenie wpisowego jako formalność, po wykonaniu której został pełnoprawnym członkiem koła. W tej sytuacji w piśmie do zarządu KŁ "Orlik" z 24 grudnia 2007 r. z wielkim żalem stwierdził, iż nie miał świadomości, że nie dopełnił jakiś formalności, przeprosił, odesłał odstrzały i myśląc, że może poprzednio wysłana deklaracja nie doszła, bo wysłał ją listem zwykłym, powtórnie wysłał do koła deklarację dla nowowstępujących. Wpisowego powtórnie nie wpłacał, bo miał pokwitowanie przelania w maju 2007 r. wpisowego na konto koła. Jednak nie po to Wiesław Szloński pozbył się z zarządu Marka Lisa i Zygmunta Wiktorzaka, żeby zajmować się przyjmowaniem do koła zięcia jednego z nich. Odpowiedział więc krótko w imieniu prezesa, że złożona deklaracja nie odpowiada wymogom statutowym i nie może być rozpatrywana. Mam w ręku kopię deklaracji, którą Mariusz Makowski złożył do 2-osobowego w tym czasie zarządu koła. Deklaracja słowo w słowo odpowiada wzorowi, który jest załącznikiem Nr 3 do Statutu PZŁ. Podobnie widział ją Mariusz Makowski, a więc zwrócił się do przewodniczącego ZO PZŁ w Łomży z prośbą o ustosunkowanie się do stanowiska otrzymanego od zarządu KŁ "Orlik", bo zupełnie nie mógł zrozumieć, czego oczekuje od niego zarząd, jeżeli wszystkich formalnych czynności dokonał i powinien otrzymać decyzję pozytywną lub negatywną, a nie odpowiedź, że deklaracja nie spełnia wymogów statutowych, choć równocześnie o zwrocie kwoty wpisowego Wiesław Szloński w swoim piśmie do niego milczy. Przewodniczący ZO PZŁ Jerzy Włostowski zadziałał w tym przypadku wyjątkowo sprawnie i już po 10 dniach odpowiedział: ...."Rozpatrując pismo Mariusza Markowskiego (...) Zarząd Okręgowy PZŁ w Łomży jest zdania, że kłopoty jakie go spotkały z przyjęciem do koła, nie powinny mieć miejsca. Jego deklaracja (...) jaką złożył do koła, wbrew temu co do niego napisano , odpowiada wymogom Statutu PZŁ, gdyż zawiera wszystkie dane i powinna być już dawno przez zarząd koła rozpatrzona. Nie do przyjęcia jest bowiem nie podejmowanie decyzji w tej sprawie, przez tak długi okres czasu, co dla młodego człowieka, który uzyskał już członkostwo PZŁ, jest co najmniej upokarzające. Dlatego zobowiązujemy Zarząd Waszego Koła, aby w najbliższym czasie rozpatrzył sprawę członkostwa Kol. M. Makowski i ze swej strony sugerujemy, pomimo różnicy zdań wśród zarządu koła, przyjęcie go w poczet Waszych członków "... Napisane ładnie, ale chyba bez wiary w pozytywną decyzję o przyjęciu Mariusza Makowskiego w poczet członków KŁ "Orlik" bo dokładnie tego samego dnia, pismem o kolejnym numerze dziennika korespondencji, ZO PZŁ poinformował Mariusza Makowskiego o przyjęciu go w poczet członków niezrzeszonych. Czyli pokazaliśmy jacy to jesteśmy w ZO dobrzy, ale znając realia, wiemy, że i tak członkiem koła nie zostanie. No ale co najmniej będzie dobrze myślał o działaczach w zarządzie okręgowym. Rzeczywiście, sprawa rozpatrzenia deklaracji Mariusza Makowskiego stanęła na posiedzeniu zarządu KŁ "Orlik". Przeciw złu, które musiał nosić w sobie zięć Zygmunta Wiktorzaka stanął prezes Ludwik Chełstowski i sekretarz Wiesław Szloński i dobro kolejny raz wygrało, bo głosy łowczego i skarbnika, którzy za kilka dni mieli zostać odwołani, nie wystarczyły. Mariusz Makowski do koła nie został przyjęty, ale wpisowego dalej mu nie zwrócono. Zainteresowany złożył oczywiście odwołanie do walnego zgromadzenia członków koła, ale jego odwołanie ma szansę być rozpatrzone dopiero na wiosnę tego roku. Nie próżnował za to Wiesław Bagan. W czerwcu 2008 r. wszczął postępowanie przeciwko Markowi Lisowi i Mariuszowi Makowskiemu w sprawie ....... oczywiście ...."zawiadomienia Wiesława Szlońskiego".... Jak widzą to czytelnicy, to żelazna regułka rzecznika w Łomży, pozwalająca rozpocząć każde postępowanie. Obu podejrzanych określił jako członków KŁ "Orlik", czyli kolejny raz pokazał swój wielki profesjonalizm i przywiązanie do szczegółów, nie zauważając, że Mariusz Markowski nigdy przecież nie stał się członkiem tego koła. Obu podejrzewał, że popełnili przewinienie łowieckie polegające na posłużeniu się jako autentycznym dokumentem, co do którego miał wątpliwości, że jest prawdziwy. Oczywiście chodziło o deklarację Mariusza Markowskiego, której "fałszywym" podpisem zajmowała się prokuratura z donosu Wiesława Bagana już od 5 miesięcy, więc ORD postanowił, że sam wytropi przestępstwo, że pod tą deklaracją podpis za Markowskiego złożył Lis. Dobro rzeczywiście wytropiło wielkie przewinienie łowieckie, bo deklaracja ta nawet, gdyby podpis na niej złożył jeden za drugiego, przeleżała się w dokumentacji sekretarza Wiesława Szlońskiego od października 1999 r. i dopiero po 9 latach zaniepokoiła tego obrońcę dobra. Wiesław Bagan dobrze przewidywał, że trzeba wszcząć postępowanie dyscyplinarne przeciwko Markowi Lisowi i Mariuszowi Makowskiemu, bo prokuratura umorzyła dochodzenie przeciwko nim o fałszowanie deklaracji. Teraz tylko na jego barkach leżała odpowiedzialność, żeby złu dać pełen odpór. Postępowanie to jeszcze się toczy, a o jego wynikach oczywiście poinformujemy naszych czytelników. Tak w tym, jak i w poprzednich odcinkach walki dobrego ze złem w Łomży, pokazałem przede wszystkim działania zainicjowane przez dobro. Nie myślcie jednak drodzy czytelnicy, że zło nie potrafiło się odgryzać. Jakie były tego rezultaty, będzie można przeczytać w ostatnim odcinku cyklu, do którego zapraszam w poniedziałek, 23 lutego. PS - na stronie głównej jest ankieta, w której można wyrazić swoją opinię nt. bohaterów tego cyklu. Redakcja |