Poniedziałek
02.03.2009
nr 061 (1310 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
Niezdolni do reformowania PZŁ autor: Hubert Zentkowski
Jednym z zarzutów formułowanych wobec niektórych członków organów PZŁ, jest ich mentalne tkwienie w systemie społeczno-politycznym sprzed kilkudziesięciu lat, charakteryzujące się niezdolnością do wprowadzania zmian wymuszanych przez nowy ład społeczno-polityczny, tak różny od tego sprzed 1989 r. Zarzut taki nie jest gołosłownym, bo ci działacze sami dostarczają na niego dowodów. W Łowcu Polskim Nr 2/09 swój cykl „Po linii” kontynuuje Andrzej Brachmański, z którego wcześniejszym artykule polemizowano już w dzienniku. Tym razem autor zabrał się za ośmieszenie propozycji zmiany prawa łowieckiego, polegających na dodaniu do ustawy zapisów, że:

..."z dniem utraty osobowości prawnej przez koło łowieckie, majątek koła zostanie podzielony pomiędzy jego członków"...
oraz
..."dostosowania struktury organizacyjnej do podziału administracyjnego kraju"....

Cały swój wywód, mający ośmieszyć pierwszą zmianę, autor oparł na przykładzie, uznanym za najbardziej prawdopodobny, że likwidowane koło popada w długi, bankrutuje, likwidator spłaca te długi i pozostałą "kasę" dzieli między "kochanych członków". Nie podoba się autorowi proponowana nowelizacja ustawy, ale nie wiadomo czemu wykpiwa członków koła, realizujących ustawę po nowelizacji, pokazując przy tym prawdziwą twarz relacji działacz PZŁ - szeregowy członek koła. Dodaje do tego niewyobrażalną dla siebie wizję, że np. dla przejęcia domku myśliwskiego wymagane będzie zebranie u notariusza "czterdziestu kilku chłopa", żeby podpisać wspólny akt notarialny, czyli znowu kpiąco o członkach likwidowanego koła.

Dalej, mieszając majątek z dochodem, twierdzi, że ustawowo dochód z działalności nie może być przeznaczony do podziału między członków koła, ale tym dochodem nazywa majątek w postaci nieruchomości, który w związku z powyższym nie może trafić do rąk członków. To wszystko nazywa manipulacją, ponieważ statut PZŁ tę sprawę już słusznie rozwiązuje, przewidując przekazanie tego majątku na cele społeczne związane z łowiectwem (to decyzja WZ koła) lub na cele zadeklarowane przez ORŁ, jeżeli WZ nie jest w stanie się odbyć. Jako przykład słuszności swoich racji przytacza zapis ustawy o stowarzyszeniach, która majątek po likwidacji stowarzyszenia przeznacza na cel określony w uchwale o likwidacji, albo oddaje w ręce sądu, co ma świadczyć, że proponowaną zmianą w ustawie łowieckiej zamierza się wywrócić modelowy sposób likwidowania się stowarzyszeń, do których PZŁ się też zalicza. Nie zauważa jednak, że ustawa o stowarzyszeniach nie obejmuje kół łowieckich, a w ustawie łowieckiej nie ma zapisu o sądzie, który podzieli majątek po kole.

Nie wykluczam, że powyższą argumentację mogą podzielać mniej zorientowani członkowie Zrzeszenia, ale przecież Andrzeja Brachmańskiego nie można zaliczyć do mniej zorientowanych w prawie, więc jego pisanie musi mieć swój cel. Były poseł i wiceminister w MSWiA musi rozumieć, że sam manipuluje członkami wciskając im nieprawdziwe scenariusze i nie istniejące uregulowania prawne. Jeżeli likwidator likwiduje koło, to po likwidacji nie zostanie domek myśliwski do przepisania u notariusza na członków, tylko pieniądze ze sprzedaży tego domku, bo likwidator ma obowiązek sprzedaży majątku koła. Dochód koło wypracowuje corocznie i jego nie wolno dzielić miedzy członków, a majątek trwały powstały na przestrzeni lat nie jest już dochodem koła tylko jego majątkiem likwidowanym przez likwidatora, który po zakończeniu likwidacji miałby trafić do byłych już członków koła, bo członkami po rozwiązaniu się już nie są. A te wszystkie wykpiwane przykłady są tylko po to, żeby istniejących świetnych rozwiązań statutowych, nie zmieniać.

Przytoczone przez autora przepisy o likwidacji stowarzyszeń mogą odnosić się do PZŁ, gdyby ten się likwidował i nie odnoszą się do kół, więc sugestie autora o wykrytej manipulacji są funta kłaków warte. Szczególnie, że państwo nie odda byłym członkom koła majątku jako darmowej "kasy", bo takie przejęcie będzie przedmiotem opodatkowania na zasadach ogólnych. Dlaczego więc Andrzej Brachmański wykręca kota ogonem i sam manipulując stawia zarzut manipulacji inicjatywie poselskiej zapisania w ustawie, że pozostały po likwidacji koła majątek ma przejść w ręce jego członków?

Odpowiedź jest prosta. Trzeba bronić jak niepodległości tego, co organa PZŁ załatwiły sobie w statucie, czyli jednego z ważniejszych elementów nacisku na koła. Jak was zlikwidujemy, a przypomnę, że koło może zostać rozwiązane uchwała ORŁ, to my zabierzemy majątek, bo nasz likwidator już tak pokieruje likwidacją i tak ją może przeciągnąć, że WZ nigdy nie uda się zwołać. A gdyby nawet WZ udało się zwołać, to statut PZŁ nakazuje przekazać majątek wypracowany przez lata przez konkretne osoby, na cele społeczne związane z łowiectwem, czyli nigdy w ręce tych, którzy ten majątek stworzyli, a zawsze na rzecz tych związanych z PZŁ. Zrzeszenie wykorzystuje lukę w ustawie łowieckiej, którą obecna inicjatywa poselska chce zlikwidować. Luką tą jest brak zapisu ustawowego, co dzieje się z majątkiem koła, chociaż ustawa stanowi, co tworzy ten majątek. W państwie prawnym, jeżeli ustawa określa sposób tworzenia majątku, to musi również określać sposób jego likwidacji, a konstytucyjnie zagwarantowane prawo własności musi majątek wypracowany przez obywatela, oddawać jemu, a nie na niesprecyzowany niczym cel społeczny, co może miało swoje uzasadnienie w demokracji socjalistycznej, ale jest nie do przyjęcia w demokracji tej zwykłej. Dodatkowo w tym konkretnym przypadku, PZŁ ma możliwość wykorzystywania swojej monopolistycznej pozycji wobec koła i może zawłaszczyć jego majątek, do którego w żaden sposób się nie przyłożyło. Stając po stronie koła, inicjatorzy zmiany ustawy porządkują to, co już dawno powinno było zostać uporządkowane, a do czego skutecznie, również przy pomocy posła Andrzeja Brachmańskiego, nie dopuszczono podczas poprzedniej nowelizacji ustawy łowieckiej. Jeżeli członkowie koła wypracowują jakikolwiek majątek, a potem rozwiązują koło, to majątek ten powinien trafiać do nich i tylko do nich.

A co Andrzej Brachmaśnki myśli o drugiej zmianie? Przede wszystkim się "wnerwił", cytuję: ..."Bo oto paru gości, korzystając z tego, że zasiada w parlamencie i są członkami rządzącego ugrupowania, chce urządzać nam nie tylko Polskę (do czego ma dane przez wyborców prawo), ale i strukturę organizacyjna Zrzeszenia"..., do czego najwyraźniej zdaniem autora już prawa nie mają.

Andrzej Brachmaśnki jakby zapomniał, że jeszcze niedawno należał do grupy "paru gości", był członkiem "rządzącego ugrupowania" i "korzystając z tego" urządzał nam "strukturę organizacyjną Zrzeszenia", np. poprzez podniesienie rangi Zarządu Głównego i w konsekwencji jego przewodniczącego, który w nowym statucie ustępując po kadencji, wskazuje przewodniczących zarządów okręgowych nowej kadencji, czego nie zakładał wcześniej żaden statut PZŁ, nawet ten z czasów stalinowskich, a obecnie to rozwiązanie stosowane jest jedynie w Korei Północnej. A to wszystko podobno w imię naszej samorządności bo to Zjazd Delegatów, tak zdecydował. Oczywistym jest, skąd taki wstręt do uproszczenia struktury organizacyjnej. Przecież w ten sposób 2/3 zasłużonych działaczy okręgowych straci pracę i profity, którymi hojnie raczy ich z naszych składek przewodniczący ZG PZŁ. To nic, że powszechnym już postulatem w Zrzeszeniu jest utworzenie okręgów odpowiadających województwom, co potwierdziła już przeszło dwa lata temu ankieta opublikowana w tym portalu. Wola 2/3 członków Zrzeszenia jest dla autora mniej znacząca, niż obrona lukratywnych stanowisk 33 działaczy. Nie mają dla niego też znaczenia uzyskane przy tym oszczędności, które można byłoby przeznaczyć na instruktorów merytorycznych w okręgach, wspomagających swoją wiedzą zarządy kół, bo nawet w dobie kryzysu, łatwej jest podnosić corocznie składką na PZŁ i finansować wiernych działaczy, niż przeznaczyć te środki na pomoc kołom w terenie.

To jest właśnie obraz rzeczywistości w Zrzeszeniu. Nie można się więc dziwić posłom, którym przewodzi myśliwy, tyle że nie związany ze strukturami Zrzeszenia i nie publikujący w Łowcu Polskim, że jeżeli organa PZŁ nie potrafią przenieść na płaszczyznę wewnątrz-organizacyjną woli członków, to muszą to zrobić za nie posłowie. I cokolwiek by były poseł Andrzej Brachmański zarzucał tym posłom, np. działanie bez głowy, to racja nie stoi już po jego stronie, bo skończyły się czasy zaklinania rzeczywistości i nie dopuszczania do naturalnych zmian. Polska i obywatele idą szybciej naprzód, niż chcieliby im pozwalać działacze PZŁ i zmiany w Zrzeszeniu muszą następować.

Znaczna część członków, świadomych obecnych uwarunkowań w PZŁ rozumie, że nasze Zrzeszenie musi podlegać zmianom wymuszanym przez zmiany społeczno-polityczne oraz nowe demokratyczne relacje prawne podnoszące podmiotowość kół i ich członków. Nie chcą tego jednak zrozumieć niektórzy ci, którzy niby w naszym imieniu kierują Zrzeszeniem. System, którym obecnie funkcjonuje w PZŁ, o korzeniach sprzed 50 lat, bardziej im odpowiada, bo zapewnia dożywotnie profity, więc po co cokolwiek zmieniać? Nie warto, czym tylko potwierdzają postawioną na wstępie tezę, że nie są zdolni do jakiegokolwiek reformowania Polskiego Związku Łowieckiego.