Poniedziałek
21.12.2009
nr 355 (1604 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
W czyim interesie? autor: Stanisław Pawluk
Jak czytelnicy wiedzą z licznych publikacji prasowych w mediach łowieckich, trzy lata temu dwóch pracowników Zarządu Głównego PZŁ, złożyło doniesienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez przewodniczącego Zarządy Głównego, zarzucajac mu szereg działań na szkodę Polskiego Związku Łowieckiegio. Pisał o tym dziennik "Łowiecki", kiedy to policja przeszukała pomieszczenia Zarządu Głównego PZŁ, zabezpieczyła dokumenty, twarde dyski komputerów oraz system informatyczny. W wyniku tego doniesienia prokuratura prowadziła postępowanie w sprawie wyrządzenia szkody w mieniu PZŁ, poprzez nadużycie uprawnień i niedopełnienie obowiązków przez przewodniczącego Zarządu Głównego Lecha B. tj. o przestępstwo z art. 296 § 1 kk.

Przypomnijmy: Lech B. został łowczym krajowym na fali potępienia poprzedników, którym zarzucono doprowadzenie do kryzysu finansów. Jednym z zarzutów złej gospodarki było min. wydatkowanie pieniędzy na zakupy drogich krawatów dla delegatów. Nie jest tajemnicą, że jednym z główniejszych krytykantów poprzedniej ekipy był Lech B. aktualny łowczy krajowy.

Jak łatwo się domyśleć organ PZŁ „Łowiec Polski” nie był zainteresowany informowaniem swoich czytelników myśliwych o decyzjach i poczynaniach władz PZŁ ograniczając się tradycyjnie do wystawiania czołobitnych laurek i opisywania jak to w związku jest wspaniale i jakie wreszcie doskonałe kierownictwo prowadzi myśliwych ku świetlanej przyszłości dzielnie broniąc łowiectwo przed prywatyzacją, komercjalizacją i innymi podobnie jak te bliżej nieokreślonymi plagami strasząc, że bez tego kierownictwa i tego związku łowiectwo będzie drogie i nie dla każdego. Pochwała aktualnej władzy oraz jej działania także na odcinku finansów dla szarych myśliwych była tematem tabu, a publikowane tzw. sprawozdania nie dawały pojęcia o tym, co praktycznie dzieje się w cieniu gabinetów na Nowym Świecie.

Pewnego dnia coś pękło na Nowym Świecie i pracownicy ZG PZŁ Jarosław Gaweł oraz Zbigniew Masłowski złożyli do prokuratury doniesienie ujawniając cały szereg nieprawidłowości, jakie zauważyli w trakcie wykonywania swoich obowiązków służbowych, których byli naocznymi świadkami.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie za sygn. akt V Ds. 65/07 w wyniku otrzymanego w dniu 6 lipca 2006 r. zawiadomienia wszczęła śledztwo trwające aż do jesieni 2009 r.. W trakcie śledztwa przesłuchano świadków, przeprowadzono dowody z opinii biegłego z zakresu księgowości starano się przeanalizować zawartość dysków twardych zabezpieczonych do śledztwa w trakcie przeszukania siedziby Zarządu Głównego PZŁ przy ul. Nowy Świat 35 w Warszawie. Przyjęto także stanowisko Głównej Komisji Rewizyjnej, które jest powszechnie czytelnikom znane, a które można streścić w kilku zdaniach: PZŁ jest organizacją, posiadającą własny system kontroli i sądowniczy. Wszystkie sprawy w tym finansowe podlegają jedynie kontroli wewnętrznej, a do stwierdzania zasadności wydatków są uprawnione JEDYNIE organy związku w tym Naczelna Rada Łowiecka. Stanowisko mgr Ryszarda Gierlińskiego jako przewodniczącego GKR zawarte w protokole „kontroli” przeprowadzonej w trakcie trwania śledztwa wskazywało, na wielkie dobrodziejstwo dla Związku jakim jest aktualnie pełniący funkcję łowczego krajowego. Podnosiło jego rzekome niezwykłe zasługi dla uratowania Zrzeszenia przed niechybnym kataklizmem jaki jego zdaniem spotkałby związek pod poprzednim kierownictwem. Treść i forma tego stanowiska to „och” i „ach” oraz okólniki, że nieprawidłowości nie stwierdzono. Trudno się po przewodniczacym Głównej Komisji Rewizyjnej mgr Ryszardzie Gierlińskim spodziewać innego wzorca postępowania ze społecznymi pieniędzmi jak ten, który realizował sam pełniąc funkcję prezesa Koła Łowieckiego nr 41 „Jeleń” w Parczewie o czym pisaliśmy tutaj oraz tutaj.
Stanowiska przewodniczącego GKR oraz przewodniczącego NRŁ stwierdzały także, że wydatki wskazane w doniesieniu były przedmiotem analizy GKR i NRŁ, która także zaakceptowała okoliczności będące przedmiotem doniesienia. Ze stanowiska Ryszarda Gierlińskiego można by wyciągnąć wniosek, że mając w imieniu myśliwych powierzoną funkcję kontrolowania wspólnych pieniędzy akceptują oni w imieniu tej ponad 100 tysięcznej rzeszy stan ustalony przez prokuraturę nie widząc w tym nic co mogło by wywołać zastrzeżenia członków. Taki sam wniosek nasuwa się nieodparcie po zapoznaniu się ze stanowiskiem Andrzeja Gduli prezesa NRŁ.

Warto więc wiedzieć jakie okoliczności ochoczo akceptowali najwyżsi przedstawiciele ponad 100 tysięcznego zrzeszenia. Za wiarygodny zapis tychże okoliczności niech posłuży zapis ustaleń zawarty w dokumentacji wytworzonej przez prokuraturę po jej prawie 3 letniej działalności. Oto niektóre z nich.

Jeden ze świadków zeznaje, że posiedzenia Zarządu Głównego protokołowane były "ex post” (czyli po fakcie) i podpisywali je Lech B. i świadek jako protokolant. Protokoły te nie były rejestrowane w żadnych innych dokumentach. Biuro i pracownicy zarządu nie posiadali zakresu obowiązków. Często sporządzano dokumenty antydatowane. Wynagrodzenia przyznawano bez zastosowania przepisów wynikających z kodeksu pracy.

Jeden z członków Zarządu Głównego PZŁ zeznaje:

W 2006 roku wezwał mnie Lech B. i poprosił o zapoznanie się z protokołami z kilku ubiegłych lat. Było tego kilkadziesiąt sztuk. Zapoznawałem się z tymi protokołami i po zapoznaniu podpisywałem.


Z ustaleń prokuratury wynika, że po wszczęciu śledztwa w siedzibie ZG rozpoczęto wielką akcję niszczenia dokumentów oraz kasowania dysków. Powołany biegły ekspert w odczytywaniu skasowanych danych badając dyski nie był w stanie określić kiedy skasowano pliki zawierające dokumenty z wyrazami jakie mogły być przydatne w prowadzonym śledztwie. Ekspert poszukiwał plików zawierających min. wyrazy: „zakup, remont, koszt, kwota” itp. Tak więc prokuratura nie mogła zapoznać się z najistotniejszym źródłem dowodowym jakim jest bez wątpienia treść dokumentów powstających w siedzibie biura ZG.

Ustalono także, że Lech B. prowadził jednoosobowe pertraktacje z właścicielami budynku przy ul. Nowy Świat 35 i jednoosobowo zobowiązał się: do „załatwienia” zwolnień z zobowiązań dotychczasowych właścicieli w stosunku do Urzędu Miasta Warszawa.

Lech B. sam również zaakceptował ofertę firmy ASYNC BSC na komputeryzację zrzeszenia za kwotę brutto 6.115.815,97 zł. Przedstawicielka tej firmy Grażyna D. stwierdziła, że system działa.

Bardzo ciekawym wydaje się inny jednoosobowy sposób wydatkowania społecznych pieniędzy ujawniony w trakcie śledztwa, a który także nie wzbudził zastrzeżeń GKR i NRŁ. Jest to zakup samochodów „terenowych” marki Nissan Frontier o wartości 1 miliona złotych. Z dokumentacji prokuratorskiej tak jawi się przebieg tej transakcji.

Świadek Krzysztof Sz. pracownik ZG PZŁ zebrał oferty na rynku krajowym i osobiście przekazał Lechowi B., że w ofercie Nissana są samochody w cenie po 75 tysięcy za sztukę posiadające dwa rzędy siedzeń dla pasażerów oraz napęd na 4 koła i skrzynię ładunkową typu pick-up.

Świadek Roman Wiesław były właściciel firmy AgroSerwis, myśliwy od 1982 roku stwierdził, że poznał Lecha B. na polowaniu. Dowiedział się, że Lech B. chce zakupić samochody w cenie ok. 100 tysięcy za sztukę. Będąc w USA zobaczył, u jednego z dealerów takie samochody i zadzwonił do Lecha B. , który podjął decyzję o zakupie proponowanych samochodów.

20 kwietnia 2000 roku udokumentowano zawartą między reprezentantem ZG PZŁ Lechem B. i Wiesławem Romanem umową kupna-sprzedaży zakupienie 10 sztuk samochodów Nissan Frontier. Na zakup wpłacono zaliczkę w wysokości 200 tysięcy złotych, a reszta została rozłożona na raty na 4 lata czyli 48 miesięcznych rat. I rata w wysokości 17.450 zł pozostałe po 16.650 zł.

Następnie 4 samochody sprzedano:
1. w dniu 30.06.2000 – Edwardowi M. za kwotę 80.000.- zł.
2. w dniu 04.10.2000 – firmie COMP SA za kwotę 80.000.- zł.
3. w dniu 28.12.2000 – s-ce Kopex Leasing System za kwotę 57.000 zł.-
4. w dniu 13.08.2001 – Barosz G. Zakład Innowacyjno-Wdrożeniwy za kwotę 50.000.- zł.

Czy kredyt był w jakikolwiek sposób zabezpieczany i czy sprzedający wyraził zgodę na dalszą sprzedaż samochodów, które w normalnych warunkach rynkowych nie byłyby możliwe do dalszego sprzedania, z udostępnionych do czytania dokumentów prokuratorskich nie wynika, ale może to wynikać z opisanych dalej okoliczności zawarcia transakcji. Z tychże akt nie wynika także jakie motywy kierowały spółką COMP SA, że już w miesiąc po zakupie tego samochodu przekazała go darowizną dla……PZŁ! Określając wartość darowizny na 80.000.- zł.

Zakupione samochody jak wynika z ustaleń nie posiadały homologacji dla Polski, nie posiadały gwarancji, miały zaledwie dwa miejsca siedzące oraz nie posiadały potrzebnych napędów na 4 koła.

Samochody przydzielono do OHZ-tów będących pod administracją PZŁ. Cztery samochody zwrócono do ZG PZŁ jako nieprzydatne i nie spełniające warunków technicznych, kwestionując min. brak napędu na 4 koła i małą ilość miejsc w kabinie (dwa) co nie pozwalało na przewiezienie większej ilości pracowników. Kilku z kierowników OHZ podpisało oświadczenia, że samochody są przydatne i spełniają wymogi dla zadań realizowanych w OHZ-cie.

Ciekawe okoliczności ustaliła także prokuratura w zakresie wydania słynnego albumu z okazji 80-lecia PZŁ „ŁOWIECTWO – między kulturą a naturą”. Jak oświadczył były prezes tego wydawnictwa Wojciech Cieplak, potentatem na rynku jest firma MULTICO i dysponuje ono niezbędną bazą zdjęciową dla realizacji takiego przedsięwzięcia. W ten sposób okazało się, że raczkujące na polskim rynku wydawniczym „Multico” posiada dorobek zdjęciowy z tematyki łowieckiej znaczniejszy niż wyspecjalizowane łowieckie wydawnictwo „Łowiec Polski”, gromadzące zdjęcia od 110 lat! Ale czy potencjał materiałowy był rzeczywiście tak ubogi?

W liście do członków NRŁ napisanym 28 sierpnia 2006 roku przez pracownika ZG PZŁ Jarosława Gawła czytamy:

Pragnę w tym miejscu wyjaśnić, że to ja byłem autorem albumu. Opracowałem jego koncepcję, wybrałem zdjęcia wraz z zaczerpniętymi z klasyki łowieckiej podpisami – cytatami. Jestem także autorem wszystkich tekstów do Albumu oraz koncepcji okładki i obwoluty a nawet tytułu. Za swą pracę, którą wykonywałem w prywatnym czasie i w „ekspresowym” tempie, otrzymałem zgodnie z umową z wydawnictwem „Multico”, 25 tys. zł brutto. Nie ukrywam tego, gdyż są to pieniądze uczciwie zarobione. Dodam, że jako autor Albumu zostałem uhonorowany prestiżową nagrodą Międzynarodowej Rady Łowiectwa i Ochrony Zwierzyny (CIC). Ja za swą pracę, która została wysoko oceniona, otrzymałem wynagrodzenie od wydawnictwa, które bez mojego udziału nie było w stanie opracować tego Albumu.
(sic!)

Wydawało by się, że skoro pracownik ZG wykonał całą pracę umożliwiającą wydanie albumu to zlecenie wydania innej niż „Łowiec Polski” wydawnictwu było jedyną mogącą wywołać zastrzeżenia czynnością i dalej wszystko było klarowne i jasne. Czy tak było? Oto co wynika z dokumentów prokuratury:

Lech B. zawarł umowę o wydanie albumu z firmą „Ekopol” ustalając nakład na 10 tysięcy egzemplarzy w cenie po 139 zł.- za sztukę. „Ekopol” zlecił wydanie albumu oficynie „Multico” ustalając nakład 10 tysięcy w cenie po 97 złotych sztuka w tym 300 egzemplarzy oprawne w skórę w cenie po 135 złotych za sztukę. Aby wydać album „Multico” zarządało gwarancji bankowej na swoją rzecz pełnej kwoty należnej za tą usługę w wysokości 295 tysięcy. Blokadę taką wykonał ZG PZŁ, a nie zlecający pośrednik czyli „Ekopol”. Do czego w takiej sytuacji był potrzebny pośrednik czyli „kasujący” na każdej książce kwotę 42 złotych pośrednik prokuratura nie wnikała. Jedynie wywołany biegły sądowy Grażyna R. wyraziła zdziwienie, że promocję albumu zlecono firmie z Lichtensteinu, a nie krajowej. Zapewne duża odległość „promotora” spowodowała, że jak „ćwierkają wróble” album zalegał półki siedzib wszystkich ZO w Polsce i został cichcem wycofany z tej sprzedaży. Nawet „Łowiec Polski” zaprzestał oferowania w cenie 160 złotych tego dzieła i od lipca 2009 przestał proponować go do sprzedaży na swoich łamach.

Innym wątkiem są słynniejsze niż opiewane w znanym filmie krawaty. Zakupione w ilości 1400 sztuk w cenie po 70 złotych za sztukę podczas gdy poprzednio zakupiono je po 58,38 złotych. Badająca dokumentację finansową na zlecenie prokuratury biegła nie powstrzymała się od napisania: „krawat jest z lichego materiału i powinien być co najmniej o połowę tańszy”.
Badając zgodność z obowiązującymi przepisami prowadzenie rachunkowości biegła, cytuję:

Wyraziła także opinię, że fałszowano księgi rachunkowe księgując kwotę 1.759.397,99 inaczej niż nakazują przepisy i jest to także fałszowanie sprawozdania za 2004 rok. Podano je jako wynik finansowy, a w następnym roku przeksięgowano do poz. „kapitał/fundusze” ale w poz. „zobowiązania lub przychody przyszłych kresów”.


Za szkodę wyrządzoną Zrzeszeniu biegła uznała:

1. 300.854,99 złotych z tytułu podwójnego księgowania prac remontowych
2. 6.115.815,87 złotych wydatkowane na system komputerowy w sytuacji, gdy on nie działa.


Jeden ze świadków zeznaje, że po wdrożeniu śledztwa przestano rozwozić kosze dziczyzną i nalewkami oraz przystąpiono do niszczenia dokumentów i kazano sporządzić dokumenty o treści innej, niż miało miejsce. Inni potwierdzają, że kazano im pisać oświadczenia o przydatności zakupionych samochodów i rozmowach mających ukierunkować świadków w jaki sposób mają zeznawać. Jednak zwrotu użytego do jednego ze świadków przez Lecha B. „ty wiesz, co masz mówić” jak twierdzi prokuratura, „nie może stanowić o nakłanianiu świadka do podawania nieprawdy.”

Lech B. został przesłuchany w trybie art. 183 kpk, a więc z uprzedzeniem, że nie musi udzielać wyjaśnień w sprawach, które mogą go obciążać. Lech B. złożył obszerne wyjaśnienia w których wielce uwypuklił swoją rolę jako uzdrowiciela z zapaści finansowej jaką rzekomo zastał po poprzednim zarządzie, opisał się jako wyjątkowej rangi organizator i manager pod zarządem, którego związek z sukcesami olbrzymimi krokami kroczy ku świetlanej przyszłości.

Wydając postanowienie w sprawie prokurator oparł się na zasadzie, że o szkodzie majątkowej decyduje zamiar sprawcy działającego z zamiarem bezpośrednim. Stanowiska przedstawione przez prezesa Głównej Komisji Rewizyjnej Ryszarda Gierlińskiego oraz Andrzeja Gdulę przewodniczącego Naczelnej Rady Łowieckiej potwierdzają, że członkowie społecznego zrzeszenia jakim jest PZŁ poprzez swoje statutowe organy akceptowały system wydatków, a więc wydawały je w sposób jaki uznały za stosowny.

Mimo to, postanowienie umarzające postępowanie nie pozostawia złudzeń, że nieprawidłowości miały miejsce, a jedynie spóźnione doniesienie uratowało przed odpowiedzialnością za czyny, które mimo „społecznego” charakteru organizacji podlegają ściganiu karnemu.
Oto cytat tego postanowienia:

Prokuratura prowadziła postępowanie w sprawie wyrządzenia szkody w mieniu PZŁ, poprzez nadużycie uprawnień i niedopełnienie obowiązków przez przewodniczącego Zarządu Głównego Lecha B. tj. o przestępstwo z art. 296 § 1 kk

1. Podjęcie decyzji zakupu 10 samochodów m-ki Nissan Frontier, krawatów, informacji zrzeszenia, remontu, wynagrodzenia i rozliczenia delegacji - wobec braku znamion czynu zabronionego.

2. Fałszowania oraz niszczenia w okresie od 1999 do 2008 dokumentacji PZŁ w szczególności w postaci protokołów posiedzeń Zarządu Głównego PZŁ, protokołów odbioru robót budowlanych oraz innych dokumentów dotyczących działalności ZG PZŁ to jest o czyn z art. 276 kk związku z art. 11 § 2 kk - na zasadzie art. 17 § 1 pkt. 1 kpk wobec braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego.

3. Nakłaniania w okresie 2006-2008 w Warszawie do składania fałszywych zeznań mających służyć za dowód w postępowaniu przygotowawczym w sprawie V Ds. 65/07 prowadzonej przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie przez pracowników PZŁ poprzez podanie nieprawdy co do okoliczności związanych z działalnością członków ZG ZŁ tj. o czyn z art. 18 § 2 kk w zw. z art. 233 § 1 kk – na zasadzie art. 17 § 1 pkt. 1 kpk – wobec braku danych dostatecznie uzasadniających popełnienie czynu zabronionego.

4. podawanie w okresie od 1997 do kwietnia 2004 w Warszawie nierzetelnych danych w księgach rachunkowych PZŁ tj. o czyn z art. 77 ust. 1 ustawy o rachunkowości z dnia 29.09.1994 r. – na zasadzie art. 17 § 1 pkt 6 kpk – wobec przedawnienia karalności czynu.


Okazuje się więc, że zarówno w księgowości jak w systemie wydatkowania pieniędzy występują poważne nieprawidłowości, ale ze względu na fakt, iż jest to stan akceptowany przez „wybrane” organy czyli przedstawicieli członków dobrowolnego „społecznego” zrzeszenia, nie można mówić o stratach. Członkowie dobrowolnego zrzeszenia mają prawo wydawać swoje pieniądze w sposób jaki uznają za stosowny. Skoro członkowie chcą kupować drogie krawaty, samochody bez gwarancji i o wiele drożej niż te o wiele lepsze to nikt im tego zabronić nie może. Dobrowolne stowarzyszenie za akceptacją „wybranych” przez siebie organów mogą remontować co chcą, przez kogo chcą i za ile chcą bez zabawy w przetargi, kosztorysy i inne "zbędne" procedury, które mogły by się przyczynić do wyłonienia korzystniejszego i tańszego dostawcy lub wykonawcy. Taniej wydrukowany album po wycofaniu go z ZO, które nie był w stanie wcisnąć takiej ilości czytelnikom zapewne mniej chętnie zalegał by magazyny w poczuciu niskiej wartości. Jednym słowem: trzymajcie się za kieszeń bo po takim postanowieniu apetyt na wydatkowanie nie swoich pieniędzy wzrośnie. A wraz z nim koszt „dobrowolnej przynależności” do „społecznej” organizacji także.

Czyż więc zasadnym nie staje się pytanie, w czyim interesie działa Główna Komisja Rewizyjna, kierowana przez mgr Ryszarda Gierlińskiego, oraz Naczelna Rada Łowiecka, kierowana przez Andrzeja Gdulę?