![]() |
Środa
21.07.2010nr 202 (1816 ) ISSN 1734-6827
Najciemniej pod latarnią? Pozwoliłem sobie na sięgnięcie do wykazu stanowisk zajmowanych we władzach Zarządu Okręgowego w Lublinie i macierzystych kół tych działaczy, zderzając ten wykaz z wykazem kół, które przekroczyły dozwolone zatwierdzonym planem łowieckim do odstrzału ilości zwierzyny. Przy nazwie koła łowieckiego podaję nr pozycji, na której koło, w którym członkiem jest wymieniany łowiecki VIP, uwidocznione jest na liście UW w Lublinie jako to koło, które plany hodowlane przekraczało często nawet wielokrotnie. Zacznijmy od Okręgowej Rady Łowieckiej i Zarządu Okręgowego PZŁ w Lublinie.
Okręgowa Rada Łowiecka posiada także Okręgowa Komisję Rewizyjną, której zadaniem jest czuwanie na prawidłowością realizacji zadań w tym zadań na odcinku gospodarki łowieckiej przez Zarząd Okręgowy i koła łowieckie. W skład tej komisji wchodzą m.in.:
Przy ORŁ w Lublinie działa Komisja Hodowlana, W skład tej komisji wchodzą m.in.:
Nad egzekucją prawa i zapisów statutowych w PZŁ czuwa ze swoim zespołem:
Do stających na straży prawa, których koła prawo to łamią należy trzech sędziów Okręgowego Sądu Łowieckiego w Lublinie:
Członek Naczelnej Rady Łowieckiej, a jednocześnie członek Okręgowej Rady Łowieckiej w Lublinie prof. Roman Dziedzic postrzegany jest jako bodajże jedyny wybitny specjalista od hodowli zwierzyny dzikiej w Polsce. Właśnie zakładem takich hodowli kieruje na Uniwersytecie Przyrodniczym. Jego podwładnym jest Marian Flis, autor tekstu omawianego „sprostowania”. Prof. dr hab. Roman Dziedzic, dr Sławomir Beeger i dr Mariusz Wójcik byli współautorami wydanego w nakładzie 500 egzemplarzy „Programu odbudowy populacji zwierzyny drobnej w województwie Lubelskim w latach 2009-2020”, za którą to 111 stronicową broszurę Urząd Marszałkowski w Lublinie zapłacił ponad 80 tysięcy złotych. Nie jest to dzieło na miarę ceny i problemów łowiectwa, bowiem nie ma w nim nic czego uważny czytelnik nie znalazłby w licznych podręcznikach łowieckich. Jedyne dla mnie przydatny fragment tego opracowania, to zebrane w jednym miejscu statystyczne dane przepisane z planów łowiecko-hodowlanych i wyliczone na tej podstawie ilości zagęszczenia zajęcy, kuropatw i bażantów podane w ilościach na 100 ha. Dzięki temu wiemy, na jakich obwodach zgodnie z zasadami prowadzenia gospodarki łowieckiej koła mogły wykonywać polowania na zające, a na których wykonywano je wbrew tym zasadom. Prof. dr hab. Roman Dziedzic wraz zespołem autorów na stronie 59 stwierdzają: „Przy zagęszczeniu zajęcy lub kuropatw do 6 osobników na 100 ha powierzchni polnej, pozyskanie powinno być całkowicie wstrzymane. Przy zgęszczeniu do 15 osobników na 100 ha dozwolona redukcja powinna być nie większa niż 10% stanu wiosennego, a przy zagęszczeniu powyżej 15 osobników na 100 ha powierzchni polnej wielkość odstrzału nie powinna być wyższa niż 20% wiosennego pogłowia.” Na terenie województwa Lubelskiego w okresie objętym kontrolą CBA kryteria pozwalające na planowanie zajęcy do odstrzału spełniały następujące obwody znajdujące się we władaniu następujących kół łowieckich:
Przy obliczaniu ilości sztuk na 100/ha uwzględniona jest jedynie powierzchnia pól (bez powierzchni lasów) Marian Flis nie chce zauważać głoszonych także i przez jego szefa z uczelni oraz przełożonego po linii władzy łowieckiej faktu, że zasady sztuki łowieckiej jako ustawowego elementu ochrony przyrody ostentacyjnie są łamane zwłaszcza pod okiem osób, które stanowiąc władzę i organa zrzeszenia PZŁ w sposób szczególny zobowiązane są do przestrzegania zasad zwłaszcza tych głoszonych przez siebie. To właśnie te zasady zabraniały w ogóle planować odstrzały min.: kołom nr 38 „Bór” w Niemcach, nr 9 LTM w Lublinie, nr 72 „Bekas” w Puławach, nr 3 „Jeleń” w Lublinie, nr 25 „Uroczysko”, nr 1 „Szarak”, nr 84 „Przepiórka”, nr 9 LTM w Lublinie, nr 1 „Szarak” w Lublinie, nr 36 „Przepiórka” w Lublinie i nr 2 „Leśnik” z rekordową obecnie należnością ekwiwalentu. Koła te planując odstrzały pomimo, że nie spełniały kryterium posiadania minimum 6 sztuk zajęcy na 100 ha pola ostentacyjnie zignorowały zasadę propagowaną przez członka NRŁ i członka ORŁ prof. dr hab. w swej broszurce za 80 tysięcy złotych! To właśnie z tych kół łowieckich rekrutuje się sam kwiat łowiectwa: były i aktualny prezes ORŁ, były i aktualny łowczy okręgowy, wielu członków Okręgowej Rady Łowieckiej i komisji problemowych, a także sędziów Okręgowego Sądu Łowieckiego i rzeczników dyscyplinarnych. Prawo łowieckie stwierdza, że „Gospodarka łowiecka prowadzona jest w obwodach łowieckich przez dzierżawców lub zarządców.” Twierdzenie Mariana Flisa, że nie przekroczono planów na obszarze działania Zarządu Okręgowego w Lublinie, o ile nie jest głupotą, o która trudno podejrzewać naukowca z tytułem doktora zawodowo pracującego w naukowym zakładzie hodowli zwierząt dzikich, to bez wątpienia jest próbą zrobienia myśliwym tzw. wody z mózgu. Marian Flis, osoba odpowiedzialna za nadzór nad kołami łowieckimi, corocznie otrzymuje na swoje biurko sprawozdania i plany hodowlane i ma jako pierwszy wiedzę o tym, jak w praktyce realizowane są zadania nakazane ustawą. Uczestnicząc w życiu Koła Łowieckiego nr 25 „Uroczysko”, którego jest członkiem, miał dodatkowa okazję zapoznania się z problemem przekroczeń planów, bo jego koło należy do tych, które także nie respektuje nakazanej planem liczby odstrzałów. Kuriozalne także jest twierdzenie Mariana Flisa zawarte w sprostowaniu twierdzące, że trudno mówić o odpowiedzialności zwłaszcza podczas przekroczeń liczby dozwolonych do odstrzału zwierząt na polowaniach zbiorowych. W tym miejscu jako myśliwy pragnę stanowczo zaprotestować przed głoszeniem takich błazeńskich teorii przez bądź co bądź osobę, która z racji tytułu naukowego winna wykazywać się rozumniejszym postrzeganiem zasad łowieckich. Jeśli ktoś pozwoli mi wziąć sobie trzy jabłka z koszyka, w którym jest pięć, a ja zabiorę wszystkie to oczywistym jest, że dwa pozostałe zabrałem wbrew woli właściciela czyli zwyczajnie ukradłem. Jeśli koło łowieckie miało dozwolone przez suwerena, czyli Skarb Państwa, odstrzelenie 10 zajęcy, a odstrzeliło 40 to oczywistym jest, że prawo naruszono. Na takim samym stanowisku stoi Prokuratoria Generalna co potwierdziła w swojej opinii wydanej dla Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie, a której fragmenty przytacza raport CBA. Ustawodawca dla zagwarantowania prawidłowości gospodarki łowieckiej stworzył mechanizmy prawne, których celem jest zabezpieczenie się przed pazernością myśliwych i określił w jaki sposób należy prowadzić planowanie łowieckie. Ta sama ustawa mówi, że: ”Roczne plany łowieckie sporządzane są przez dzierżawców obwodów łowieckich, po zasięgnięciu opinii wójta (burmistrza, prezydenta miasta) i podlegają zatwierdzeniu przez właściwego nadleśniczego Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe w uzgodnieniu z Polskim Związkiem Łowieckim.” Przewiduje także, że „Wieloletnie łowieckie plany hodowlane sporządzają dyrektorzy regionalnych dyrekcji Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe w uzgodnieniu z marszałkiem województwa i Polskim Związkiem Łowieckim.” Te wieloletnie plany hodowlane są m.in. po to, aby uwzględnić tzw. migrację zwierzyny na obszarach o wiele większych niż obwód łowiecki, a więc z uwzględnieniem obszarów, na jakich ta zwierzyna bytuje. Śmieszne wręcz i mocno naiwne jest tłumaczenie Mariana Flisa o tym, że nie ma możliwości dochowania limitów. Posługiwanie się przykładem bażantów ma na celu zamydlenie oczu. Bażanty przebywają zazwyczaj na małych obszarach i podobnie jak zające nie dają się „wyprzeć” poza swój bardzo mały teren bytowania. Marian Flis pomija zające, które stanowią główny problem. Jest to zwierzę trudne do hodowli (hodowla w OHZ Wierzchowiska nie wyszła - zające wyzdychały), w przeciwieństwie do bażanta, którego populacja jest zasilana w łowisku ptakami hodowanymi, jako niezbędny czynnik utrzymania populacji. Hoduje się je stosunkowo łatwo. Ironicznie można stwierdzić, że właśnie dla takich jak Marian Flis, widzących kłopoty z właściwym prowadzeniem polowań zbiorowych w taki sposób, aby nie przekroczyć limitów, ustawodawca przewidział takie zachowania, których przestrzeganie gwarantuje nieprzekraczanie limitu zwierząt dozwolonych do odstrzału. Tzw. Regulamin Polowań wydany w formie rozporządzenia do ustawy mówi, że „Podczas polowania zbiorowego jego uczestnicy są obowiązani podporządkować się poleceniom prowadzącego polowanie. Jeżeli polecenia wydawane przez prowadzącego polowanie zbiorowe lub sposób prowadzenia przez niego polowania są sprzeczne z obowiązującymi przepisami lub mogą zagrażać bezpieczeństwu otoczenia, myśliwy może wycofać się z polowania, zawiadamiając o tym prowadzącego polowanie.” Prowadzący polowania ma także obowiązek dokonania odprawy myśliwych, podczas której „Prowadzący polowanie w trakcie odprawy myśliwych powinien: • poinformować, jaką zwierzynę, w jakiej ilości przewidziano do odstrzału;" A więc myśliwi wiedzą ile i jakiej zwierzyny wolno im odstrzelić na danym polowaniu, a dodatkowo prowadzący może w każdej chwili np. gdy strzelono już wystarczającą liczbę zwierza danego gatunku, natychmiast moze zakazać strzelania do tej zwierzyny. Nic dziwnego, że przy takiej skali osób wpływowych Komendant Wojewódzki Państwowej Straży Łowieckiej w Lublinie słał wnioski do prokuratury i wnioskował o umorzenia. W ten sposób mając sam prawo do prowadzenia postępowań i wnoszenia aktów oskarżenia Stefan Kowalewski pozbył się problemu obarczając odpowiedzialnością za umorzenia prokuratorów. Dlaczego kierował sprawy do prokuratury i nie podejmował samodzielnych decyzji oraz dlaczego wnioskując o umorzenia nie podawał wartości ekwiwalentu, możemy się jedynie domyślać w świetle faktu, że Stefan Kowalewski, a równocześnie łowczy KŁ nr 5 „Dąbrowa” w Lublinie, ponosi osobistą odpowiedzialność za realizację planów łowieckich, a te jak wiemy były u niego także przekraczane. W wyniku takich działań i osobistych kontaktów komendanta z prokuratorami prowadzącymi postępowania, następowały notoryczne umorzenia postępowań. Dla informacji Mariana Flisa podaję, że nie jest prawdą jakoby prokuratura nie zajmowała stanowiska w sprawie. Dla przykładu tylko wymienię kilka z umorzonych wobec znikomego stopnia społecznej szkodliwości czynu postępowań: Prokuratura Rejonowa w Puławach sygn. akt: 3 Ds. 765/09, 4 Ds.654/09, 2 Ds. 380/09, 3 Ds. 49/09, 4 Ds. 655/09. Prokuratura Rejonowa w Radzyniu na 7 prowadzonych postępowań (Ds.: 786, 1967, 1969, 2053, 1966, 1968 i 2026/09) sześć umorzyła ze względu na niską szkodliwość a jeden ze względu na niepopełnienie czynu. Prokuratura Rejonowa w Radzyniu Podlaskim nie widzi potrzeby egzekucji ekwiwalentu ani nie dostrzega przestępstwa w ostentacyjnym łamaniu prawa. Podobnie umarzano sprawy w Prokuraturze Rejonowej w Parczewie, Włodawie Rykach, Opolu Lubelskim, Chełmie, Łukowie i Lublinie. Dla mnie zapis „niska szkodliwość” nie oznacza, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem jak chce to widzieć w swym sprostowaniu Flis i Chwaliński. Dla mnie oznacza to, że prokuratorzy dali się zasugerować wnioskującemu o umorzenia Stefanowi Kowalewskiemu i nie sprawdzając rzeczywistej wartości, do której zgodnie z opinią Prokuratorii Generalnej powinni zaliczyć nie tylko ceny tusz podsuniętych im wraz z wnioskami, ale zajrzeć do rozporządzenia Ministra Środowiska w sprawie ekwiwalentu za zwierzynę nielegalnie pozyskaną. Ta najbardziej kompetentna w sprawach należności Skarbu Państwa i ustawowo powołana do wydawania opinii w tym zakresie instytucja, w coraz powszechniej znanej opinii wyraziła się jednoznacznie: zwierzyna pozyskana ponad limit jest pozyskaną nielegalnie, a przestępstwo ma charakter formalny i nie zależy od stopnia nasilenia złej woli czy intencji sprawcy. Polski Związek Łowiecki jak wykazują przykłady wyżej jest organizacją wpływową. W swoich szeregach posiada sędziów, policjantów, prokuratorów i pracowników ważnych urzędów. Panuje powszechne przekonanie, że w kole można załatwić wszystko. Myśliwi są także strażnikami Państwowej Straży Łowieckiej. Nie dziwi więc, że niezbyt chętnie dbają o interes państwa. Przykładem może tu być Państwowa Straż Łowiecka w Lublinie. Opisaliśmy przykład, jak upoważniony przez Wojewodę Lubelskiego do udziału w rozprawie sądowej pracownik nie podjął żadnych działań mających na celu zaspokojenie należności Skarbu Państwa. To, że asesor prokuratorski nie domagał się zasądzenia ekwiwalentu za zwierzynę pozyskaną nielegalnie, czyli ponad dozwolony limit, nie dziwi. Młody, nie wiedział, nie umiał albo zapomniał. Dziwi natomiast zachowanie reprezentowanej przez Stefana Kowalewskiego instytucji, która ani razu nie zająknęła się o potrzebie zasądzenia należnego ekwiwalentu. Reprezentant Urzędu Wojewódzkiego strażnik PSŁ robił tam jedynie za statystę i w żaden sposób nie korzystał z prawa poszkodowanego. Wystarczyło mu to, że pojazdem służbowym za państwowe pieniądze przewiózł się na wycieczkę do Kraśnika, dostał delegację i nie siedział pod okiem przełożonych. A po powrocie przytrzymując pojazd służbowy pod domem zarobił kolejne nadliczbowe godziny przez co każdy piątek może zaliczać sobie do dni wolnych, mając trzydniowy, a nie dwudniowy weekend. Powyższe przykłady dobitnie wskazują, że działacze PZŁ nie panują nad zagadnieniami do realizacji których zostali ustawą Prawo Łowieckie przywołani. Głoszone zasady gospodarowania zwierzyną to jedynie propaganda, a realizacja zasad nawet tych samemu sobie nałożonych, to utopia. Najbardziej skandalizujące działania dzieją się na oczach i za akceptacją, a co najgorsze z wielkim udziałem, aktualnej władzy łowieckiej. PS - Gdy kilka lat temu zwracałem uwagę, że sprawę przekroczeń planów należy powstrzymać patrzono na mnie jak na kogoś z innej planety. Dziś Marian Flis reaguje naiwnymi sprostowaniami na materiały prasowe. Ciekaw jestem jak zareaguje na bardzo czarny scenariusz jaki może się ziścić w świetle prawa. Np. taki, że sądy zasądzą te holendernie wysokie ekwiwalenty. I znajdzie się ktoś, kto dopilnuje egzekucji. Czy wówczas dla wszystkich łowiectwo będzie tanie? I jak dawniej można patrzeć na mnie jak na kogoś z innej planety. Nie zmieni to faktu, że ten czarny scenariusz jest bardzo realny. |