Czwartek
20.01.2011
nr 020 (1999 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
Okrutni myśliwi zabijają autor: Piotr Gawlicki
Szanowni Państwo
Nie dość, że lubujecie się w zabijaniu, to jeszcze kręcicie filmy o tym i chwalicie się tym na YouTubie? Dobrze że nie daliście ścieżki dźwiękowej w stylu: "Patrzcie kurwa, ale mu przypierdoliłem, aż flaki mu poszły." Czy naprawdę jest tak przyjemnie zabijać? Tfu, rzygać mi się chce jak patrzę na Was i na to co robicie.

Kłaniam się
K.K.


Taki email trafił do mnie w sobotę, 15-01-2011, godz. 12:59 i za chwilę o 13:02 drugi o następującej treści:

Z tego wzburzenia zapomniałem wkleić przykładowy film z YouTube z Waszymi zwyrodniałymi zabawami.
http://www.youtube.com/watch?v=mWXopccEb5Y

Przepraszam za słownictwo, ale autentyczna forma tej korespondencji jest znacząca, dla wyrażenia emocji, z którymi przychodzi się nam zmierząć w rzeczywistości. Email'e były podpisane imieniem i nazwiskiem, nie wiem czy prawdziwym, ale nie mam upoważnienia do jego ujawnienia. Mając jednak konkretną osobę o tak radykalnie negatywnym stosunku do myśliwych skorzystałem z nadarzającej się okazji do przeciwstawienia się jej poglądom i tego samego dnia 15-01-2011 o godz. 21:29 odpisałem:

Witam

Przy konsumpcji schabowego przez siebie lub przez najbliższą rodzinę lub znajomych też ma Pan rzyganie? Nie, to proszę wysilić swoją wyobraźnię i pomyśleć, jak świnka od tego kawałka mięsa przez 5 miesięcy swojego życia stała w kojcu 0,5 m x 1,2 m z 1,5 tysiącem siostrzyczek, braciszków i innych krewniaków w śmierdzącym baraku, 10% statystycznie z nich zdechło, nie widziała światła dziennego, podwórka, pola, lasu, konsumowała w paszy inne utylizowane zwierzęta, zaprawione chemią, w tym dioksynami, a potem dostała 1000 V w głowę i jeszcze żywa, nie zawsze nieprzytomna, zawisła na haku, na którym podcięto jej gardło i serce wypompowywało krew aż stanęło, bo nie miało już co tłoczyć. Potem droga mięsa na patelnię i na talerz była już prosta, no może jeszcze rok wisiało w
głębokim zamrożeniu, a przed pójściem do sklepu zaliczyło nastrzyknięcie wodą o wadze 50% czystego mięsa. Smacznego.

A te strzelone na filmach zwierzęta, od 1 roku do 15 lat chodziły wolno, widziały lato i zimę, jadły różne przysmaki z pól i lasów, odchowały od kilku do kilkunastu pokoleń swoich dzieci i skończyły jak wszystko to, co człowiek konsumuje w postaci białka zwierzęcego. Można dyskutować, czy zabicie strzałem w serce, czy wykrwawienie na haku jest bardziej humanitarne, ale nie może być dyskusji o tym, które mięso jest zdrowsze, bardziej ekologiczne i smaczniejsze oraz które zwierzęta miały lepsze życie. Proszę tylko nie mówić, że nie zastrzelone żyłyby w środowisku do późnej starości, bo populacja np. dzika przyrasta od 100% do 150% rocznie i nie strzelana zlikwidowałaby w ciągu 5 lat rolnictwo. Jeleń przyrasta 25% do 30% rocznie, ale po też 5 latach populacja wstrzymałaby przyrost lasów. Ktoś musi tę populację trzymać w ryzach. Teraz robią to myśliwi ze swoją atawistyczną pasją i tradycją historyczną, ale po zabronieniu nam polowania, będzie Pan oglądał na YouTubie, jak z helikopterów redukuje się zwierzęta dzikie z karabinów maszynowych, albo przez rozrzucanie trutki, żeby ginęła w męczarniach. To będzie efekt zwycięstwa Pana idei. Gratuluję.

Polowanie jest atawizmem, który dotyka niektórych, może Pana nie. A swoich przodków też Pan potępia za polowanie? Wyrzekł się ich Pan? Nie, bo oni musieli, a teraz nie musimy? Pan nie musi, a truje się przez całe życie mięsem z przemysłowych hodowli, a o rzeźniach nie myśli i o życiu świni w kojcu też nie. Ale są jeszcze ludzie, którzy cenią sobie wolność zwierząt i jak je zabijają, to wiedzą, że po ich mięsie nie będą truć się i chorować.

Filmów z przemysłowego tuczu na YouTubie na lekarstwo. Ale to zbyt rozbudowany przemysł, w którym 1% spadku konsumpcji na skutek oglądania filmów z rzeźni odbiłoby się na tym przemyśle miliardowymi stratami. Dlatego przemysł ten dba, żeby filmów takich nie było i ma na to pieniądze, żeby ogół społeczeństw myślał tak jak Pan. My zabijamy dla przyjemności, a Pan akceptuje zabijanie nie dla przyjemności swojego żołądka, żeby mieć ten swój schabowy, ale skąd się on bierze już nie myśli? Polecam odpytać dzieci skąd się bierze mięso, co im mama na talerz wkłada. "Z supermarketu" - usłyszy Pan i wszystko jest w porządku. To właśnie efekt podejścia Pana i Panu podobnych.

Pozdrawiam
Piotr Gawlicki


Na odpowiedź długo nie czekałem i następnego dnia 16-01-2011, godz. 12:05 otrzymałem email:

Dziękuję za odpowiedź. Myślę że prezentujemy tak różne i przeciwstawne
zdania (stanowiska), że nie dojdziemy w tym względzie do porozumienia. Choć muszę stwierdzić, że niewątpliwie ma Pan rację w części poglądów wyrażonych w swoim mailu.

Kłaniam się
K.K.


Uważałem, że należy odpowiedzieć i 16-01-2011, godz. 15:14 napisałem:

Dziękuję za zrozumienie, choć w części.

W wolnym kraju wolni ludzie mogą się różnić poglądami i zachowaniem. Podejrzewam jednak, że tak naprawdę różni nas nie przeciwstawne zdania (stanowiska), ale coś bardziej podstawowego.

Pan gdyby mógł, zakazałby mi polowania, choć sam nie rozumie do końca dlaczego poluję, tak samo jak byłby Pan za zakazem każdych innych zachowań, których Pan nie akceptuje. Ja zaś dopuszczam każde Pana zachowanie i nie odważyłbym się niczego Panu zakazywać, o ile sprawa mieści się w granicach obowiązującego prawa. I to jest podstawowa różnica między nami.

Pozdrawiam
Piotr Gawlicki


Mój adwersarz odpowiedział jeszcze tego samego dnia 16-01-2011, godz. 17:37.

Co do kwestii poruszanych w tym mailu, to myślę że znaleźlibyśmy tu nić porozumienia. Myślę też, że mój pierwszy mail był za ostry. Przepraszam za ostre słowa.

Kłaniam się
K.K.


Cóż mi jeszcze po otrzymaniu powyższego emaila pozostało? Przyjąć przeprosiny i zaproponować bliższe poznanie myśliwych i łowiectwa. Dlatego 16-01-2011, godz. 20:22 napisałem:

Zapraszam do bliższego poznania łowiectwa, a to akurat potrafię umożliwić w dowolnym miejscu Polski, choć nie zamierzam na siłę zmienić Pana poglądów. Warto swój osąd opierać na pełnej znajomości rzeczy i tylko to proponuję.

Za przeprosiny dziękuję, choć ostre słowa mnie osobiście nie dotknęły. Może dlatego, że nie były skierowane personalnie do mnie, a do jeszcze bardziej drastycznych sformułowań nt. łowiectwa i myśliwych jestem przyzwyczajony.

Pozdrawiam
Piotr Gawlicki


Więcej email'i od tej osoby nie otrzymałem. Nie wiem czy osoba, z którą korespondowałem, zainteresuje się bliżej tym, czym żyją myśliwi i radykalnie zmieni swoje poglądy na nas i łowiectwo. Wiem jednak, co pokazuje jej ostatni email, że adwersarz co najmniej nie miał argumentów przeciwko mojemu stanowisku, a może nawet rzeczywiście coś z niego zrozumiał i zaakceptował. Nie jestem specjalistą od Public Relations, ale widzę, że stosowana przez większość z nas myśliwych oraz organy Polskiego Związku Łowieckiego argumentacja, kiedyś promująca, dzisiaj tylko rozpaczliwie broniąca łowiectwa przed coraz powszechniejszą napastliwością, nawet jeszcze bardziej radykalną jak wyrażone wyżej, po prostu się nie sprawdza. Argumenty, że dokarmiamy, redukujemy, chronimy rolnictwo i upadające gatunki, poprawimy populację, podtrzymujemy tradycje, działamy zgodnie z kanonem etyki łowieckiej, a strzał to już ostateczność i żadna przyjemność są zużyte i na wszystkie z nich nasi przeciwnicy, pseudo-ekolodzy, czy eksperci podobni do Zenona Kruczyńskiego dawno wymyślili kontrargumenty, których nie potrafimy odeprzeć, bo zapędzają nas w kozi róg.

Potrzebujemy świeżej argumentacji, nowych form wyrazu, zintegrowanej profesjonalnej polityki Public Relations w oparciu o wieloletni projekt działań wewnątrz i na zewnątrz Związku, którego założeniem powinno być doprowadzenie do powszechnej akceptacji, a nawet nobilitacji łowiectwa w społeczeństwie, obejmujący m.in. otwarcie się łowiectwa dla jak najszerszych rzesz nim zainteresowanych. Jedną grupę tematyczną tej nowej argumentacji podniosłem w korespondencji wyżej. To oczywiście nie wszystko, ale musimy odejść od argumentacji sprzed sześćdziesięciu lat i stworzyć nową politykę promocji łowiecta, odpowiednią do zmieniających się czasów w XXI wieku. Nie będzie to łatwe zadanie i trochę potrwa, bo sami myśliwi muszą przewartościować niektóre pojęcia, jak na przykład polowanie dla mięsa, które obecnie w PZŁ jest naruszeniem zasad etyki piętnowane epitetem "mięsiarstwa", choć wszyscy myśliwi cieszą się jak konsumują dobre, świeże i zdrowe mięso przez siebie strzelone. Kto może zorganizować i kierować takim projektem PR? Oczywiście tylko Polski Związek Łowiecki, choć nie będzie to kosztować mało, ale pieniądze na to muszą się znaleźć. Niedługo sam zaproponuję skąd można je wziąć, a tymczasem z przyjemnością poczytałbym propozycje czytelników, jak we współczesnym świecie powinniśmy argumentować, żeby nasze argumenty przynosiły skutek w postaci powszechniejszej akceptacji dla łowiectwa i myśliwych.