Poniedziałek
02.05.2011
nr 122 (2101 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
Zlikwidować sądy łowieckie od zaraz, cz.1 autor: lorek
Czytelnicy poznali już przebieg postępowania dyscyplinarnego prowadzonego przez ORD w Gdańsku Wiesława Wysieckiego, a następnie przez OSŁ w Gdańsku, którego prezesem jest Ryszard Kopicki, wiceprezes Sądu Okręgowego w Gdańsku i przewodniczący Izby Morskiej w Gdyni. W kolejnych odcinkach artykułu z czerwca 2010 r. przypominanego do soboty w dzienniku "Łowiecki", przedstawiłem kolejne rozprawy i opisałem jak skład orzekający, któremu na większości rozpraw przewodniczył prezes OSŁ w Gdańsku Ryszard Kopicki, prowadził postępowanie przeciwko dwójce obwinianych. W całym postępowaniu, które w I instancji zakończyło się w listopadzie ub.r. uczestniczyło 7 różnych sędziów, co w sądach powszechnych byłoby niedopuszczalne, a w sądach łowieckich jak widać jest normalne. Ciekawe, czy wszyscy sędziowie zapoznawali się rzetelnie z aktami, czy tylko asystowali przewodniczącemu, co wydaje się bardziej prawdopodobne, bo przysypianie podczas rozpraw było regułą.

Przypomnę, że ostatnim zdarzeniem w sprawie, przed zakończeniem się kadencji OSŁ i zjazdem okręgowym, który wybrał Okręgową Radę Łowiecką, było zawieszenie obwinianych w prawach członków PZŁ do czasu zakończenia postępowania dyscyplinarnego (nie dłużej jak 6 miesięcy - (§ 53 Regulaminu postępowania dyscyplinarnego w PZŁ). Żeby sąd łowiecki mógł taką sankcję zastosować, ORD w Gdańsku Wiesław Wysiecki wspólnie ze swoim zastępcą Mirosławem Mudlaffem, komendantem Straży Miejskiej w Sopocie, którego skierował do uczestnictwa w końcowych rozprawach, skierował do sądu pismo, w którym określił, że czyn oskarżonych jest tak wysoce szkodliwy, że zmuszony jest wnioskować o zmianę kary z 2-lat zawieszenia, na wykluczenie z PZŁ. W ten sposób dał sądowi wolną rękę do zastosowania w/w sankcji zawieszenia, które można zastosować tylko wtedy ..."gdy dotychczas zebrane w toku postępowania dyscyplinarnego dowody w wysokim stopniu uprawdopodobniają popełnienie przewinienia, a z okoliczności sprawy wynika, że za czyn ten należałoby orzec karę zasadniczą wykluczenia z Zrzeszenia"... żeby obwiniani nie myśleli, że mogą stawiać się sądowi, co działacze zarzucali obwinianym, w tym również w sprawozdaniu prezesa OSŁ dla Okręgowej Rady Łowieckiej i Okręgowego Zjazdu Delegatów w Gdańsku. Warto zacytować, co prezes Ryszard Kopicki napisał o dwóch obwinianych o podmianę poroży do oceny w swoim sprawozdaniu z całej kadencji OSŁ w Gdańsku:

Prowadzenie rozpraw coraz częściej tamują nierzetelni obwinieni przez składanie nieuzasadnionych wniosków procesowych. (...) W swoich nieuczciwych działaniach sięgają do nie przewidzianych regulaminem środków, szydząc z sądu, który wielokrotnie zbiera się na posiedzeniach.

Dodajamy do powyższego to, co prezes Ryszard Kopicki napisał o obwinianych w postanowieniu o zawieszeniu ich w prawach członków PZŁ do czasu zakończenia postępowania dyscyplinarnego:

Celem ich nieuczciwych działań jest doprowadzenie do umorzenia postępowania przez jego przedawnienie. (....) Ponieważ obwinieni nie godzą się przyjeżdżać na rozprawy w okresie urlopowym i przed godz. 16:00, choć muszą to robić również zawodowo pracujący sędziowie, by nie przedłużać godzin urzędowania pracowników etatowych zarządu okręgowego, sąd następną rozprawę wyznaczy po otrzymaniu od obwinianych zawiadomienia, kiedy znajdą czas na spełnienie obowiązku przewidzianego par.12.3) statutu PZŁ.

Czy prezes OSŁ i przewodniczący składu orzekającego w jednej osobie może być uznany za bezstronnego wobec obwinianych, których do końca postępowania i udowodnienia im winy chroni domniemanie niewinności? Przecież tymi słowami sędzia Ryszard Kopicki jednoznacznie wypowiadał się o winie obwinianych określając ich jako oszustów. To są właśnie realia sądów łowieckich, których zadania jawią się w świetle powyższych cytatów jako tylko przyklepanie oskarżenia przygotowanego przez rzecznika dyscyplinarnego i wymierzenie "sprawiedliwej" kary obwinianym.

A jak było naprawdę z tym "nieuczciwym działaniem", kiedy obwiniani starali się niby doprowadzić do umorzenia postępowania? Poniżej tabelka wskazująca, kto i na ile przeciągał to postępowanie. Wymowa tego zestawienia jest jednoznaczna i wymowna. To prezes OSŁ zwlekał ze zwoływaniem rozpraw przez kilka miesięcy, a jak się nie odbywały na skutek zdarzeń pochodzących od składu orzekającego, to na następne terminy trzeba było czekać kolejne miesiące. No ale prezes OSŁ nie przyzna się, że to jego decyzje opóźniały postępowanie. Łatwiej zrobić z obwinianych oszustów, którzy dążą do przedawnienia, opluć ich w dokumentach sprawy i publicznie napiętnować na zjeździe, niż cicho siedzieć jak się mleko samemu rozlało. Wiadomo nie od dziś, że tego typu sprawy nie wychodzą poza relację obwiniany - sąd, więc obwiniany nie ma szans na ujawnienie i sprostowanie kłamstw, które się o nim w oficjalnych dokumentach PZŁ zamieszcza. Tym razem jednak, jest inaczej, bo są media, w których można całą prawdę ujawnić.




DataCzynnościZwłokaUwagi
02-01-2008Wszczęcie postępowania dyscyplinarnego
10-03-2008Złożenie wniosku oskarżycielskiego68 dniWniosek oskarżycielski oczekuje na zwołanie rozprawy przez prezesa OSŁ
21-10-2008Wyznaczenie pierwszej rozprawy225 dniRozprawa nie odbyła się ze względu na chorobę przewodniczącego składu
18-02-2009Druga rozprawa120 dniRozprawa nie odbyła się ze względu na wniosek o wyłączenie sędziego
22-09-2009 Trzecia rozprawa216 dniRozprawa nie odbyła się, bo przewodniczący musiał poddać się operacji
21-12-2009Czwarta rozprawa 90 dniRozprawa nie odbyła się na wniosek obwinianych poparty przez ORD
01-02-2010Piąta rozprawa42 dni Zwolnienie lekarskie usprawiedliwia nieobecność obwinianego, a rozprawa była kontynuowana
15-02-2010Szósta rozprawa14 dniNie odbyła się ze względu na wniosek o wyłączenie sędziego
15-03-2010Siódma rozprawa 28 dniNie odbyła się ze względu na hospitalizację członka składu orzekającego
26-04-2010Ósma rozprawa42 dni Nie odbyła się ze względu na wniosek o wyłączenie sędziego
27-05-2010 Dziewiąta rozprawa 31 dniSąd tylko zawiesił obwinianych w prawach członków PZŁ pod ich nieobecność
10-11-2010Dziesiąta rozprawa167 dniZamknięcie postępowania dowodowego
Sumaryczna zwłoka1043 dni(2 lata i 8 miesięcy zwłoki)

Postępowania zostało wznowione w nowej kadencji organów PZŁ, ale na to wznowienie trzeba było czekać 167 dni. Można domniemać, że OSŁ i ORD zostali w okręgu gdański powołani, bo choć od zjazdu do rozprawy po zjeździe minęły już 4 miesiące, to informacje o tym powołaniu trzymano w ścisłej tajemnicy. Ani w komunikatach zarządu okręgowego w Gdańsku do kół i członków PZŁ wydanych do dnia rozprawy, ani na stronach internetowych okręgu gdańskiego nie było nie tylko nt. obsady organów okręgowych, ale nawet najmniejszej wzmianki, że takie organa zostały w ogóle powołane. Dlatego wezwanie obwinianych i ich obrońcy na rozprawę w dniu 10 listopada 2010 r. było zaskoczeniem. Tylko w PZŁ jest możliwym, żeby członków obowiązywały uchwały nigdzie nie publikowane, a obwiniani byli sądzeni przez sąd, który został w tajny sposób powołany przez ORŁ. Pikanterii sprawie dodaje uchwała Okręgowego Zjazdu Delegatów PZŁ w Gdańsku, która nakazała publikowanie na stronach internetowych okręgu tematyki wszystkich kolejnych uchwał ORŁ w Gdańsku. Nie realizowanie tej uchwały nie jest oczywiście dla ORD żadnym przewinieniem łowieckim, bo uchwał organów muszą przestrzegać tylko szeregowi członkowie PZŁ, tacy jak obwinieni w opisywanej sprawie, którym zarzucono naruszenie uchwały NRŁ w sprawie oceny trofeów, a nie same organy lub ich członkowie, którzy mogą lekce sobie paważać uchwałę zjazdu okręgowego i trzymać w tajemnicy, że ORŁ powołała zespół rzecznika dyscyplinarnego i okręgowy sąd łowiecki oraz kogo w tych organach obsadziła.

Na rozprawę w dniu 10 listopada 2010 r. stawił się tylko obrońca obwinianych i przedstawił ich stanowisko, że zgodnie z cytowanym wyżej postanowieniem sądu, czekali na ogłoszenie powołania OSŁ w Gdańsku nowej kadencji, żeby podać kiedy są dostępni dla sądu. Obrońca nie wiedział, dlaczego obwiniany Ireneusz O. jest nieobecny bo nie miał z nim kontaktu, a od obwinianego Arkadiusza S. przekazał kopię 2-tygodniowego zwolnienia z pracy. Sąd zwolnienia nie uznał stwierdzeniem, że na zwolnieniu jest tylko zapis o zwolnieniu z pracy, a nie ma zapisu o zwolnieniu z obecności na rozprawie w sądzie łowieckim. Pamiętajcie, że jeżeli będziecie chorzy w czasie terminów rozpraw, na które Was wzywają, żeby prosić lekarza o wpisanie niezdolności do pracy i stawania przed sądem łowieckim. Będą mieli w przychodni radochę. Następnie sąd ustami przewodniczącego składu orzekającego Ryszarda Kopickiego ogłosił, że zamyka postępowanie dowodowe.

Na takie zakończenie postępowania obruszył się obrońca, bo sąd postępowania dowodowego jeszcze nie rozpoczął, a już je zamyka, a przed zamknięciem postępowania dowodowego nie spytał się, czy rzecznik i obwinieni nie wnoszą jakiś wniosków dowodowych. Obrońca zażądał prawa do złożenia wniosków dowodowych, na co sąd przystał. Rzecznik oczywiście żadnych wniosków nie składał, jakby zapomniał, że we wniosku oskarżycielskim zgłosił pięciu świadków, z których żadnego sąd nie przesłuchał, choć wzywał na terminy, w których rozprawa się nie odbyła z winy sądu.

Obrońca wnioski dowodowe miał i pojedynczo składał je sądowi na piśmie. Pierwszym był wniosek o przesłuchanie biegłego, bo nie zapytał o to rzecznik i opinia na to nie odpowiedziała, czy jest niemożliwym, żeby linia demarkacyjna na porożu rogacza w wieku 1 roku była widoczna w czerwcu. Rzecznik był przeciw takiemu przesłuchaniu, a sąd wniosek o takie przesłuchanie odrzucił. Drugi wniosek obrońcy dotyczył przesłuchania pracownika jednego z biur polowań dewizowych, które w tym samym roku, w którym preaparatorka preaparowała poroża obwinianych, korzystało z usług tej samej preparatorki i po odebraniu wykonanej pracy okazało się, że myśliwi dewizowi otrzymali poroża podmienione. Świadek jeździł zamieniać poroża i jego zeznania podważałaby stanowisko rzecznika, ze nie jest możliwym, żeby poroża zostały podmienione u preparatorki. Rzecznik był przeciw takiemu przesłuchaniu, a sąd wniosek o takie przesłuchanie odrzucił. No to kolejny wniosek obrony dotyczył przesłuchania preparatorki, która zresztą była na liście świadków rzecznika, ale nigdy nie została przez sąd przesłuchana, żeby zapytać ją o możliwość podmienienia przez nią poroży obwinianych. Rzecznik oczywiście był przeciw takiemu przesłuchaniu, a sąd wniosek o takie przesłuchanie odrzucił. Następnym wnioskiem dowodowym było żądanie przesłuchania świadków oskarżenia, z których żaden nie został przed sądem przesłuchany. Jednak i ten wniosek też nie znalazł poparcia u rzecznika, choć przecież on sam zgłaszał tych świadków do przesłuchania i sąd wniosek o takie przesłuchanie odrzucił.

Powyższe jak i następne wnioski obrony, m.in. powtórny wniosek o wydanie obwinianym kopii akt sprawy i ich przesłuchanie zostały odrzucone. Sąd po prostu założył sobie, że zakończy postępowanie wydaniem orzeczenie, niezależnie od wniosków stron, bo wiedział, że za 7 tygodni nastąpi przedawnienie, a przecież nie mógł dopuścić, żeby w momencie przedawnienia sprawa była jeszcze w pierwszej instancji. W ciągu 7 tygodni nie byłoby możliwym zakończenie postępowania i dlatego OSŁ pod przewodnictwem Ryszardz Kopickiego gotowy był łamać procedurę, by sprawę zakończyć. Nie pofatygował się przy tym na wydanie postanowień o odmowie przyjęcia wniosków dowodowych wymaganych przez Regulamin postępowań dyscyplinarnych, nie rozpatrzył wniosku o wykluczenie sędziów i pominął postępowanie dowodowe, byle się sprawy pozbyć przed jej przedawnieniem. Ale dla sądu jego postępowanie nie miało znaczenia, bo kto na co dzień analizuje akta spraw sądów łowieckich, czy są prowadzone rzetelnie i zgodnie z procedura? Jak sąd postanowił tak zrobił, bo postępowanie zamknął i zapowiedział ogłoszenie orzeczenia za tydzień.

Po 7 dniach sąd ogłosił (pozostało 6 tygodni do przedawnienia), że uznaje obwinianych winnymi i udziela im kary zawieszenia w prawach członków PZŁ na 2 lata i zakaz pełnienia funkcji w zarządzie koła na lat trzy. Orzeczenie i uzasadnienie do niego przysłał obwinianym na mniej niż 14 dni przed terminem przedawnienia, a na dokumentach tych nie było żadnego podpisu. Nie można się wiec dziwić podejrzeniom obwinianych, że to całe postępowanie po wyborach nowej kadencji organów to jakaś fikcja, bo nie mieli oni możliwości poznania, czy i kogo ORŁ powołała do OSŁ i czy osoby, które wydały orzeczenie w ich sprawie były umocowane, jeżeli pod orzeczeniem i uzasadnieniem się nie podpisały.

Co było dalej będzie można przeczytać jutro w dzienniku "Łowiecki".