![]() |
Niedziela
08.07.2012nr 190 (2534 ) ISSN 1734-6827
Nie myliłem się, bo już w następnym numerze Łowca Polskiego, zajął się tym samym tematem redaktor naczelny Paweł Gdula, podnosząc kwestię, że ....Podstawowym źródłem nieporozumień wokół selekcji jest odpowiedź na pytanie, jakim sposobem postarzyć populację..... To, że pisał zainspirowany moim artykułem nie ulega wątpliwości, szczególnie jeżeli doczyta się do wykpiwanego przez autora cytatu z mojego artykułu, przywołanego jako jakiś tam "wzrost średniego wieku populacji". Nota bene szkoda, że redaktor Gdula nie kontynuował tematu postarzania populacji bez wzrostu średniego wiek populacji. Wiem, że na łamach pisma kierowanego przez Pawła Gdulę zakazanym jest wymienienie tytułu "Łowiecki", choć z artykułami z tego tytułu prasowego nie raz już przyszło Łowcowi Polskiemu polemizować, a już pewnie za wymienienie mojego nazwiska można mieć poważne nieprzyjemności. Rozumiem to, bo to jest esencja polityki PZŁ, ale tak na marginesie, czy nie jest to śmieszne? Ja nie muszę się tak ograniczać i mogę bez fałszywego udawania skomentować to, o czym Kolega redaktor w swoim artykule pisze. Przede wszystkim zauważę, że Paweł Gdula powinien był trzymać się zastrzeżenia, które na wstępie wyraził, że nie uważa się za fachowca, ani za osobę z wielkim doświadczeniem. Gdyby na tym poprzestał, to nie warto byłoby kruszyć kopii o stwierdzenia, którymi naczelny Łowca sypie w dalszej części artykule. Ponieważ jednak zaraz zastrzega, że dzięki wiedzy jaką zdobył ze spotkań z ludźmi, którzy życie poświęcili pracy naukowej i są praktykami, utwierdził się w przekonaniu, że ....obecne zasady selekcji są odpowiednio skonstruowane i pozwalają prowadzić prawidłową gospodarkę łowiecką, zmusza mnie do odpowiedzi. I ja się pytam, jeżeli jest tak pięknie, a naukowcy i praktycy, którzy całe życie poświęcili tej gospodarce tak wiele nauczyli redaktora Pawła Gdulę, to dlaczego zasady selekcji zmieniane są tak często i przez kilkadziesiąt lat ich stosowania nie dopracowaliśmy się w kraju populacji jelenia nie tylko idealnych w aspekcie populacyjnym, ale ciągle nie możemy doczekać się byków doskonałych w kształcie poroży, choć na kilkunastu pokoleniach byków stosowano zasady selekcji i w n-tym pokoleniu liczba trofeowych, bądź tylko przyszłościowych poroży jest taka sama jak nie mniejsza, niż w pierwszym pokoleniu stosowania w Polsce zasad selekcji? Po co też była uchwała NRŁ nr 71/2009 sprzed 3 lat o okresowych zasadach selekcji dla zwiększenia udziału byków w III klasie, jak od lat z sukcesami prowadzimy ponoć prawidłową gospodarkę łowiecką populacjami jelenia? Selekcja populacyjna i selekcja osobnicza, to dwa pojęcia istniejące w prawie łowieckim, którymi w aspekcie co najmniej praktycznym zajmuje się PZŁ i to od kilkudziesięciu lat. Smutnym jest, że zajmowanie się tymi zagadnieniami przez osoby, które całe swoje życie poświęciły pracy naukowej lub po prostu są praktykami, że zacytuję Pawła Gdulę, nie tylko żadnych ze stawianych sobie celów nie osiągnęły, to nawet nie potrafiły ugruntować w powszechnym odbiorze myśliwych różnic, pomiędzy selekcją populacyjną i selekcją osobniczą. Nawet tak blisko współpracujący z doświadczonymi naukowcami i praktykami redaktor naczelny Łowca Paweł Gdula miesza te dwa pojęcia, nazywając problematykę postarzania populacji w aspekcie teoretycznych kalkulatorów w konfrontacji z sugestiami praktyków selekcją osobniczą, choć to właśnie jest selekcja populacyjna, pisząc: ....po raz kolejny mamy okazję dyskutować z naszymi czytelnikami o selekcji osobniczej. Przejdźmy jednak do meritum felietonu Pawła Gduli, w którym przeciwstawia on symulatorom populacji, nie bardzo wiadomo dlaczego nazywanych przez siebie "kalkulatorami", praktyczne osiągnięcia np. okręgu bielskiego, w którym praktycy potrafili doprowadzić populację do pożądanego stanu. Podstawowym zarzutem, jaki stawiam Koledze Gduli, po przeczytaniu jego artykułu, daje się opisać słowami klasyka: "Stłucz pan termometr, a nie będzie miał pan gorączki!". Symulator, kalkulator, czy jeszcze inne narzędzie wymyślone dla opisu sytuacji populacji w dłuższych okresach jest jak ten termometr, sprawdzający gorączkę pacjenta, który nie ma zastępować terapii, czyli pomysłów na sterowanie populacją, tylko jest narzędziem, które te pomysły pozwala sprawdzić i ocenić. Analogicznie jak stłuczenie termometru nie uleczy gorączki, tak odrzucenie narzędzia oceniającego kroki podjęte wobec populacji nie poprawi ich stanu, jeżeli nie zastosujemy zasad odstrzału gwarantującego poprawną stabilność populacji przez lata, w tym populacji byków dożywających wieku 10 i więcej lat (III kl. wieku). Pisałem o tym w swoim artykule przywołanym na wstępie, że postarzymy populację i doczekamy się byków w III klasie dwiema drogami. Jedna, to radykalne zwiększenie pozyskania w grupie szpicaków, w graniczach 30 % - 50%, a nie jak prześmiewczo wskazuje Paweł Gdula dokładnie 50%, co jest metodą do zastosowania w populacjach, w których odstrzeliwujemy w roku tyle osobników, ile przyrasta w danym roku (przyrost zrealizowany). Gdyby przyjąć, że w szpicakach odstrzelimy te 50%, to w danym roku oszczędzamy równocześnie 50% byków starszych, a więc gwarantujemy postarzenie populacji i zwiększamy prawdopodobieństwo dożycia byków do III klasy. Drugą jest to, co Paweł Gdula tak zachwala i przeciwstawia odstrzałowi 30% - 50% szpicaków, czyli ograniczenie planu odstrzału byków, np. z 320 do 120, a więc do 37,5% przyrostu zrealizowanego co przyniesie podobne rezultaty w dochowaniu się byków w III klasie, tylko że powoduje wzrost liczbowy populacji nieakceptowany przez nadleśnictwa oraz zachwianie równowagi stosunku ilości byków do łań. A jeżeli na ten drugi sposób nałoży się wymagania przywołanej wyżej uchwały NRŁ o okresowych zasadach selekcji dla zwiększenia udziału byków w III klasie, nakazującej brakującą wg przyrostu zrealizowanego liczbę oszczędzonych byków zastąpić odstrzałem łań, to po prostu redukujemy populację, bo zwiększony odstrzał łań hamuje przyrost populacji, która choć liczbowo z roku do roku niezmienna, musi w kolejnych latach maleć, bo byki jeszcze ciężarne nie chodzą. Innymi słowy, pomysł ograniczania odstrzału daje rezultaty dla zwiększenia liczby byków w III klasie, tylko, że nie znajduje on akceptacji w lasach państwowych, dla których wzrost populacji jelenia jest zagrożeniem. To dlatego obwód z idealną populacją jelenia, na który zapraszany bywa Paweł Gdula, mógł w jeden rok stracić wszystkie walory, kiedy nowy nadleśniczy zastosował na nim te same metody, z którymi musi się mierzyć większość kół w Polsce. Jelenia strzelać jak najwięcej, a szczególnie łań, bo to gwarantuje lasom redukcję populacji i dlatego uchwała NRŁ nr 71/2009 o okresowych zasadach selekcji dla zwiększenia udziału byków w III klasie jest tak hołubiona przez nadleśniczych, bo redukuje populację jelenia. Jakiekolwiek próby kół nie dopuszczenia do zwiększonego odstrzału łań kończą się stwierdzeniem nadleśniczego, że przecież koło jako członek PZŁ zobowiązane jest wykonywać uchwałę najwyższego organu Związku pomiędzy zjazdami. Po wykonaniu symulatora populacji jeleni, zanim jeszcze opublikowałem w dzienniku "Łowiecki" artykuł Gospodarowanie populacjami jelenia, podzieliłem się jego tezami z głównymi animatorami zasad gospodarowania populacjami jelenia, a wiec Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych oraz z członkami Komisji Hodowlanej NRŁ i Komisji Hodowlanej ORŁ w swoim okręgu. Nie liczyłem specjalnie na odzew i wiele się nie pomyliłem, bo oprócz sekretarza Komisji Hodowlanej mojej ORŁ, który też wierzy, że można postarzyć populacje oszczędzając młodzież, odezwał się do mnie tylko jeden członek Komisji Hodowlanej NRŁ prof. Roman Dziedzic. Powiedział, że z zainteresowaniem przeczytał informację o moim programie symulacyjnym i jednocześnie poinformował, że podczas konferencji na wiosnę 2010 roku, która odbyła się w SGGW prezentował analogiczny program i obecnie w Polskim Związku Łowieckim trwa testowanie tego programu. Zainteresowałem się jego programem, a ze strony profesora padła propozycja wspólnego spotkania się z udziałem osób znających się na gospodarowaniu populacjami zwierząt łownych, podczas którego należałoby zaprezentować oba programy, a zebranie w jednym miejscu osób zainteresowanych tym problemem pozwoliłoby na merytoryczną dyskusję, ocenę i ewentualne wykorzystanie symulatorów. Ustalona została data i miejsce tego spotkania, ale w rezultacie do niego nie doszło, bo ze względu na okres wakacyjny nie udało się prof. Dziedzicowi zgromadzić na tym spotkaniu przedstawicieli Komisji Hodowlanej NRŁ. Przy okazji prof. Dziedzic poinformował mnie, że jego program zostanie zamieszczony do testowania na stronie www.pzlow.pl, co miało nastąpić w minionym tygodniu, a Łowiec Polski, prawdopodobnie w numerze sierpniowym, opublikuje artykuł o tym programie. Póki co na stronie www ZG PZŁ programu prof. Romana Dziedzica nie ma, a zmieszanie z błotem przez Pawła Gdulę "kalkulatorów" słabo rokuje, żeby zapowiedziany program doczekał się artykułu w Łowcu Polskim. Zobaczymy, co przyszłość pokaże. W tym roku kończy się ważność uchwały NRŁ nr 71/2009 o okresowych zasadach selekcji dla zwiększenia udziału byków w III klasie i jak najbardziej na czasie jest podjęcie decyzji jak ma wyglądać selekcja populacyjna od przyszłego roku, bo ani zasady obowiązujące do 2009 r., ani te wprowadzone w/w uchwałą NRŁ poprawy w populacjach jelenia nie przyniosły. Domyślam się, choć oczywiście nie mam takiej pewności, że właśnie zbliżająca się konieczność podjęcia decyzji w sprawie gospodarowania populacjami jelenia szlachetnego przyświecała prof. Dziedzicowi, który chciał zainicjować szerszą dyskusję na ten temat. Jeżeli tak jest rzeczywiście, to może po okresie wakacyjnym będę miał możliwość wymiany poglądów z członkami Komisji Hodowlanej NRŁ nt. narzędzi, czyli właśnie tak lekceważonych przez redaktora Gdulę "kalkulatorów", mających służyć ocenie, czy proponowane zasady gospodarowania populacjami sprawdzają się w krótszym i dłuższym okresie czasu. Sądzę, że miałbym tu dużo do powiedzenia. Może być jednak inaczej, programy takie jak prof. Dziedzica i mój zostaną przez kierownictwo Związku zlekceważone i te same osoby co dotychczas podejmą kolejne nieudane decyzje, bo przecież dopuszczenie "tego" Gawlickiego, choćby tylko do dyskusji nie wydaje się jeszcze w Związku możliwe. Przeciwnikom propozycji znaczącego odstrzału szpicaków dla postarzenia populacji i dochowania się starych i dorodnych byków przypomnę czasy średniowiecza. Puszcze pełne były jeleni, z których wg legendy jeden przemówił do przyszłego św. Huberta, a byki miały poroża więcej niż medalowe. Gospodarkę populacjami jelenia prowadzili nie myśliwi tylko natura, a przede wszystkim wilki. I tu stawiam pytanie. Które byki padały od kłów wilków: te stare, wielkie i dorodne, czy młode, mniejsze i łatwe w zdobyciu, czyli właśnie szpicaki? Nie wymyślajmy teorii wbrew naturze, tylko gospodarujmy populacjami jelenia tak samo jak robiła to natura. Dzisiaj, kiedy jeleń nie ma już swojego naturalnego wroga wilka, którego zastępujemy my myśliwi, róbmy to w ten sam sposób, czyli eliminujmy z populacji przede wszystkim osobniki młode, to mamy wtedy szansę na dochowanie się osobników starych o porożach podobnych do tych, które królowie wieszali w swoich rezydencjach. Nie będę się licytował kto ma mniejsze, czy większe doświadczenie, ale na pewno nie miałem w życiu takiej wpadki jak Polski Związek Łowiecki, próbujący przez kilkadziesiąt lat poprawiać populacje jelenia przez selekcję populacyjną i osobniczą. A tym, którzy nie są zamknięci na argumenty i nowe rozwiązania przypomnę jeszcze raz moje propozycje pozwalające ustabilizować populacje jelenia szlachetnego w Polsce.
PS - Kolegę Pawła Gdulę i wszystkich innych, którzy wiedzę naukową zastępują doświadczeniem praktyków i nie wierzą w żadne "kalkulatory", odsyłam do światowych zasobów naukowych, po zapoznaniu się z którymi może uwierzą, że nauka w tym temacie opiera się głównie na matematyce, a nie tylko na doświadczeniu bielskich, czy zamojskich komisji hodowlanych ORŁ. Przykładowe prace naukowe na temat populacji jeleniowatych poniżej:
|