Środa
03.07.2013
nr 184 (2894 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
PZŁ - zrzeszenie transparentne? autor: Stanisław Pawluk
Wiele emocji wśród członków PZŁ budzi wysokość wynagrodzeń jakie pobierają działacze Związku, a szczególnie zatrudnieni na stanowiskach przewodniczących zarządów okręgowych oraz na Nowym Świecie 35 w Warszawie. Jako redakcja staramy się o ujawnienie tych informacji, które przed członkami Związku są utajniane, pomimo tego, że przecież wynagrodzenia te wypłacane są z ich składek. Zanim uda się nam wyciągnąć od Związku te informacje, mogę poinformować czytelników, jak do tych wynagrodzeń można dorobić delegacjami. Ponieważ najbliżej mi do ZO PZŁ w Lublinie, tutaj postanowiłem uzyskać informacje ile czasu i za jakie pieniądze podróżuje w delegacjach łowczy okręgowy dr Marian Flis.

Zapytanie w trybie informacji prasowej złożyłem w dniu 13 stycznia 2012 r., czyli 1,5 roku temu. Zapytałem m.in. ile dni łowczy okręgowy PZŁ w Lublinie przebywał w delegacjach służbowych w roku 2011 i jakie sumaryczne koszty poniósł PZŁ w roku 2011 z tytułu tych delegacji. Jak zwykle, do czego już się przyzwyczaiłem w kontaktach z zarządami okręgowymi, dr Marian Flis odmówił pismem z dnia 31 stycznia 2012 r., argumentując to brakiem upoważnienia do występowania przeze mnie z pytaniem prasowym i mój wniosek o informację został pozostawiony bez rozpatrzenia. W związku z tym, realizując ustawową procedurę, redaktor naczelny wezwał dnia 8 lutego 2012 r. ZO PZŁ w Lublinie do usunięcia naruszeń prawa, co umożliwia skarżenie do sądu administracyjnego odmowy udzielenia odpowiedzi na postawione pytania. W odpowiedzi ZO PZŁ w Lublinie podtrzymał swoje stanowisko i pozostawił wniosek bez rozpatrzenia.

Ponieważ dr Marian Flis szedł w zaparte i nie zamierzał poinformować redakcji ile dni przebywał w delegacjach w 2011 r. i ile to Związek kosztowało, redaktor naczelny zmuszony był złożyć 24 lutego 2012 r. skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA) w Lublinie na odmowę udzielenia informacji prasowej. Skarga ta trafiła na wokandę 31 maja 2012 r. i zakończyła się wyrokiem, w którym WSA w Lublinie zobowiązał ZO PZŁ w Lublinie do udzielenia odpowiedzi na postawione pytania i zasądził ma rzecz redakcji koszty postępowania w kwocie 217 zł.

Myliłby się każdy, kto by pomyślał, że teraz już wnioskowana informacje uzyskaliśmy i mogliśmy się z nią podzielić z czytelnikami dziennika. Prawo daje możliwość złożenia kasacji do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) w Warszawie od wyroków WSA i z takiej możliwości PZŁ skorzystał. Ponieważ kasację może składać tylko adwokat lub radca prawny, kasację od tego wyroku WSA w Lublinie złożył 30 lipca 2012 r. kierownik działu obsługi prawnej ZG PZŁ Marcin Pasternak występując w imieniu Zarządu Głównego PZŁ. Za podstawę kasacji przyjął, że informacja ile czasu i za jakie pieniądze podróżuje w delegacjach łowczy okręgowy naruszałaby jego prawo do prywatności. NSA pochylił się nad sprawą 4 kwietnia 2013 r. i skargę kasacyjną odrzucił, czym ostatecznie zdecydował, że informacja ta musi być prasie udzielona. Znamiennym dla oceny kwalifikacji zatrudnionych w ZG PZŁ prawników jest, że NSA nie rozpatrywał merytorycznie skargi kasacyjnej, tylko stwierdził, że ZG PZŁ nie był uprawniony do jej składania, bo stroną postępowania był ZO PZŁ w Lublinie, który kasacji nie składał. W tej sytuacji dr Marianowi Flisowi nie pozostało nic innego, jak po półtorarocznych swoich próbach wykręcenia się od udzielenia wnioskowanej informacji, wspomaganych z Nowego Światu, informacji tej udzielić.

W dniu 2 lipca 2013 r. otrzymałem od ZO PZŁ pismo z odpowiedzią na pytania ze stycznia 2012 r. (patrz obok). Dowiadujemy się z niego, że dr Marian Flis przebywał w roku 2011 aż 77 dni w delegacjach służbowych. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w roku 2011 było 252 dni roboczych, to łowczy okręgowy ponad 30% tego czasu spędził na delegacjach. Sumarycznie delegacje te kosztowały PZŁ kwotę 13536,68 zł. (słownie: trzynaście tysięcy pięćset trzydzieści sześć 68/100 złotych). Jak podzielimy tę kwotę przez liczbę dni delegacji, to za każdy dzień kapnęło łowczemu okręgowemu w Lublinie dodatkowo 175 zł. Zawistni, a może dobrze poinformowani stawiają w Lublinie pytanie, jak to możliwe, żeby dr Marian Flis pracując na całym etacie w ZO PZŁ, mógł równolegle pracować jako adiunkt na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie i czy czasem delegacje te nie wiążą się z terminami wykładów i ćwiczeń na studiach stacjonarnych.

Powyższe kwoty będą różnie komentowane. Dla jednych będą to małe pieniądze, nie warte uwagi, ale dla innych to po prostu wyciąganie dodatkowej kasy z kieszeni myśliwych w coraz to wyższej składce. Pamiętajmy, że mamy w PZŁ 49 okręgów, a więc taką samą liczbę łowczych okręgowych. Można więc pokusić się na przyjęcie, że ponieważ Lublin to taki rozmiarowo średni okręg, to w skali kraju na delegacje łowczych okręgowych Związek wydaje rocznie ze składek członków kwotę 49 x 13536 zł. = 663400 zł.

Niezależnie od pytania o zawrotną wysokości powyższej kwoty warto byłoby znać odpowiedzi PZŁ na przykład na takie pytania. Czy obowiązki wykonywane przez łowczych okręgowych rzeczywiście wymagają aż 30% czasu w roku przebywania na delegacjach służbowych? Czy członkowie Związku finansujący te delegacje otrzymują jakąkolwiek informację, jaki był cel i jakie korzyści odniósł Związek i jego członkowie z tak intensywnego podróżowania łowczych okręgowych?

A na koniec pytanie najważniejsze, dlaczego informacja o delegacjach i ich kosztach jest tak przez Związek skrywana, że trzeba półtorarocznej kampanii sądowej, żeby ją wyciągnąć z PZŁ, chociaż powinna ona być dostępna wszystkim członkom. Przecież PZŁ jest podobno demokratycznym i transparentnym Związkiem, w którym jawność jest podstawą działania. Żeby się o tym upewnić, zadam ZO PZŁ w Lublinie i może innym zarzadom okręgowym identyczne pytania dot. delegacji służbowych łowczych okręgowych w roku 2012 i stawiam orzechy przeciw dolarom, że redakcja będzie musiała przejść znowu przez dwie instancje sądowe w większości okręgów, żeby informacje te uzyskać.