![]() |
Czwartek
24.04.2014nr 114 (3189 ) ISSN 1734-6827
Wskazywaliśmy już w dzienniku "Łowiecki", że zawieszenie Regulaminu postępowania dyscyplinarnego w PZŁ nie zrobiło wrażenia na łowczym okręgowym w Bydgoszczy mgr inż. Sylwestrze Domku, który powoływał się na ten Regulamin w styczniu 2013 r. Ponieważ od tego czasu nie wpływały do redakcji sygnały, żeby rzecznicy przesłuchiwali i oskarżali, a sędziowie sądzili, wydawało się, że sądownictwo dyscyplinarne w PZŁ jest rzeczywiście zawieszone, aż tu nagle trafia do redakcji wezwanie na najprawdziwszą rozprawę przed sądem łowieckim, które wyglądało tak:
Pikanterii sprawie dodaje fakt nie powiadomienia o rozprawie obrońcy obwinianego i przeprowadzenie rozprawy bez sprawdzenia, czy wszystkie osoby zostały skutecznie o niej powiadomione. Sekretariat okręgu nie umiał odpowiedzieć obrońcy dlaczego go nie powiadomiono, choć był formalnie zgłoszony i sąd miał wszystkie jego dane kontaktowe. Ciekawe, czy ktokolwiek z Polskiego Związku Łowieckiego ustosunkuje się do powyższego, np. prezes GSŁ Zygmunt Jabłoński i wyjaśni jak to możliwe, że pomimo zawieszenia Regulaminu postępowań dyscyplinarnych w PZŁ są jeszcze działacze i to z przygotowaniem sędziowskim z sądownictwa powszechnego, którzy niby profesjonaliści, to w PZŁ nagle zapominają podstaw nauk prawnych i sądzą na miarę sądów białoruskich czy północnokoreańskich. Możliwe też, że nie ujawniając swojej uchwały, NRŁ cofnęła zawieszenie Regulaminu postępowań dyscyplinarnych, czym specjalnie bym się nie zdziwił znając podejście do prawa w PZŁ. Poprosiłem już redakcję, żeby zapytała OSŁ w Krośnie ile też innych rozpraw przeprowadzono w okresie zawieszenia Regulaminu. Gdyby zaś czytelnicy spotkali się z czymś takim w innych okręgach, to proszę o kontakt z redakcją. Łamanie prawa w Polskim Związku łowieckim trzeba piętnować, żeby po reaktywacji sądownictwa dyscyplinarnego do sytuacji takich nie dochodziło. |