![]() |
Środa
09.08.2006nr 221 (0374 ) ISSN 1734-6827
Koło Łowieckie nr „Jeleń” liczy sobie 80 lat! Aktualny skład organów koła, to m.in.: Funkcje i stanowiska, w nazwach których bardzo często padają takie słowa jak: „kultura”, „zasługi”, „kapituła”, „odznaczenia”, „media”, „hodowla” wydają się wskazywać, że wzorców do naśladowania jak należy przestrzegać wszystkich szlachetnych zasad, na których zasadza się zarówno poprawność gospodarki łowieckiej jak i sławnego już „koleżeństwa” długo w tym środowisku szukać nie trzeba. A tymczasem... Zdzisław Adamiak pełnił w KŁ "Jeleń" funkcje strażnika łowieckiego. Wykonywanie tego zadania ułatwiał mu fakt, iż mieszka na obwodzie. Pewnego dnia przez mieszkańców wioski Białka został powiadomiony, że w trawach leży małe słabe koźlę. Udał się we wskazane miejsce i zobaczył, że nieopodal słabego koźlecia leżą rozszarpane przez psy kawałki tuszy matki koźlątka. Z. Adamiak zabrał koźle do swojego domu, karmił smokiem, a gdy dorastał zrobił mu stosowną zagrodę dostarczając karmy. Kozioł doroślał i stał się przedmiotem zainteresowania miejscowej ludności a także mediów. Na przetrzymywanie koziołka, któremu nadał imię „Wacek” Adamiak otrzymał pisemną zgodę starosty łęczyńskiego. Pewnego dnia, jak twierdzi Z. Adamiak, przyjechał do niego łowczy koła z propozycją, że kozła odstrzeli pod warunkiem, że Z. Adamiak dotrzyma tajemnicy o tym fakcie. Strażnik zgody nie wyraził, ani na odstrzelenie kozła ani na jego zabranie. Krążyły plotki, że kozioł zostanie sprzedany do prywatnego hodowcy. Wkrótce też pojawił się tenże hodowca, okazując Adamiakowi pozwolenie Ministra Środowiska na hodowlę po jednej sztuce daniela, sarny, jelenia i ptactwa łownego, podczas gdy powszechnie wiadomo, że w jednym tylko kole zakupił około 15 sztuk nielegalnie odłowionych saren. Od tej chwili powstał konflikt między łowczym a strażnikiem. Z. Adamiaka wkrótce pozbawiono funkcji strażnika łowieckiego, a do konfliktu wciągnięto kolejnych członków. Zaczęło się znane powszechnie „szukanie haków”. Zdarzyło się, że Z. Adamiak wraz z kolegą Jackiem Świecą polowali na dziki. Św. Hubert sprzyjał, więc na rozkładzie znalazł się odyńczyk o wadze w skupie 68 kg. W pozwoleniu zaś łowczy W. Kraska wyraźnie zaznaczył, że mogą strzelać dziki do 50 kg. wagi, dbając o konieczność pozyskiwania przelatków. Wojciech Kraska określeń przyjętych powszechnie w podręcznikach łowieckich (warchlak, przelatek, wycinek, locha czy odyniec) nie stosuje. Gdybym miał bronić tych 18 kilogramów dziczyzny wskazując je jako prawidłowe, przytoczyłbym cytatem słowa specjalisty do spraw hodowli przy Zarządzie Głównym PZŁ, kol. Szklarskiego , który długo i z zaangażowaniem na jednej z rozpraw sądowych tłumaczył sędziom, że dziki w zależności od bazy żerowej osiągają bardzo różną wagę i przelatek na Lubelszczyźnie może w październiku - listopadzie osiągnąć wagę nawet 75 kg. Niebawem w miejscowej gazecie „Dziennik Lubelski” ukazał się artykuł o braku należytej troski w dokarmianiu zwierzyny, w obwodzie KŁ "Jeleń". Według gazety w lesie leżały śmierdzące kluski, jakieś odpadki kuchenne i resztki buraków. Gazeta spowodowała interwencję starosty, a do „akcji” wkroczył Zarząd Okręgowy w Lublinie, wysyłając w teren komisję. Ta stwierdziła, że wszystko jest w najlepszym porządku. Na podstawie stwierdzeń komisji, łowczy okręgowy Karol Cichowski podpisał odpowiedź z dnia 3 marca 2006 dla Starostwa Powiatowego, zaniepokojonego krytycznym materiałem prasowym, w której stwierdza, że gospodarka łowiecka w obwodzie prowadzona jest właściwie, koło "Jeleń" współpracuje ze szkołami, a „niesnaski w kole mają podłoże zupełnie inne”. Jakie? Nie wspomina. Dla dodania wagi swemu pismu Karol Cichowski stwierdza, że koło poprawnie współpracuje z miejscowymi szkołami w Dorochuczy i Ostrówku. W trakcie rozmowy z dyrektorem szkoły w Ostrówku, leżącej poza obwodami KŁ „Jeleń”, dowiaduję się, że w roku 2005 szkoła zaprosiła myśliwego Kazimierza Fedde z synem Michałem, byłym uczniem szkoły, na spotkanie z młodzieżą. Przyszedł sam ojciec, który w szkole znany był jako były radny i hodowca znacznej ilości tuczników. Dyrektorka nie jest w stanie przypomnieć sobie nazwy koła i bardziej domyśla się niż wie, że jest to myśliwy..... z KŁ „Bażant” w Świdniku. Inny pragnący zachować anonimowość nauczyciel z tej szkoły stwierdza, że nigdy w tej szkole myśliwych nie było, dzieci o łowiectwie wiedzą tyle, co z telewizji, a Koła Łowieckiego Nr 3 „Jeleń” nie znają i w ogóle o nim nie słyszeli. Bez pytania wyjaśnia, że anonimowość pragnie zachować dlatego, że o myśliwych słyszał wiele złego. - To złośliwi i mściwi ludzie - dodaje. Kazimierz Fedde jest członkiem KŁ „Jeleń” i autorem jednego z obciążających kolegów Adamiaka i Świecę doniesień, o ich rzekomym złym zachowaniu podczas kontroli strzelonego dzika na punkcie skupu w Urszulinie. Razem z dyrektorką szkoły zasiadał w radzie gminy. Byłem osobiście na terenie obwodu 142 po opublikowaniu artykułu w Dzienniku Lubelskim i już odbytej tam kontroli z ZO. Mogę jedynie stwierdzić, że opisując skandaliczne podejście do dokarmiania, zawiera on szczerą prawdę. Moja "lustracja w terenie" odnotowała daleko odmienny obraz sytuacji niż przekazywany staroście w piśmie łowczego okręgowego. Po rzekomym uzupełnieniu karmy, spotkałem w lesie jedynie odpadki kuchni domowej, zepsute pomarańcze i banany, spleśniałe kluski, połamane opłatki świąteczne oraz foliowany koper. Wszystkiego tyle, że w dwie trzy reklamówki by zabrał. Nawet przy 30 stopniowych mrozach nie zauważyłem, aby owoce południowe były zjadane przez zwierzynę. Dziobały je jedynie nieliczne o tej porze ptaki. Karmiska w lesie oraz karmiska - nęciska na polach raczej przypominały śmietnik, na którym ktoś wyrzucił wszystko co mu w kuchni zbędne, włącznie z foliowymi opakowaniami wyrobów spożywczych. W maju br. odbywa się WZ członków Koła Łowieckiego Nr 3 „Jeleń”, na którym Z. Adamiak i J. Świeca, a więc ci, co mieli czelność obok łowczego koła udzielic dziennikarzowi Dziennika odpowiedzi na zadawane pytania - zostają skreśleni z listy członków koła. Wkrótce otrzymują pisma następującej treści: „Zarząd LTPM „Jeleń” Koła Łowieckiego Nr 3 w Lublinie informuje, że zgodnie z decyzją Walnego Zgromadzenia Członków Koła z dnia 20 maja 2006 r. został Kolega wykluczony z koła. W wyniku przeprowadzonego tajnego głosowania za wykluczeniem Kolegi z koła oddano 29 głosów, za pozostawieniem w kole 11 głosów. Od niniejszej uchwały Walnego Zgromadzenia przysługuje Koledze odwołanie do Zarządu Okręgowego PZŁ w Lublinie w terminie 14 dni od daty otrzymania niniejszego pisma. Prezes Koła (-) mgr Jan Kowal” Żadnego uzasadnienia. Żadnego zarzutu. Won i kropka. Nie byłoby zdziwienia, gdyby dokument ten podpisał szeregowy członek związku. Szokiem zaś jest, nie tylko dla „wykluczonych”, ostentacyjne złamanie statutowych zasad i podstawowy brak poszanowania praw członkowskich podpisane przez prezesa, z-cę rzecznika dyscyplinarnego z tytułem naukowym w pieczątce. Zarząd Okręgowy okazał się jeszcze lepszy, bo po otrzymaniu odwołania przysłał Z. Adamiakowi i J. Świeca pismo następującej treści: Zarząd Okręgowy PZŁ Lublin rozpatrując odwołanie Kolegi z dnia 10.06.2006 od Uchwały Walnego Zgromadzenia Koła Nr 3 w sprawie wykluczenia Kolegi z w/w Koła nie wnikając w meritum sprawy, dopatrzył się uchybienia formalno - prawnego dot. sposobu zawiadomienia o podjętej decyzji przez Walne Zgromadzenie, to jest braku uzasadnienia tej decyzji. W związku z powyższym postanowiono zobowiązać Zarząd Koła do ponownego powiadomienia Kolegi o powyższym w takiej formie, by wyczerpało ono dyspozycje &170 ust. 1 i 3 Statutu Zrzeszenia. Wyjaśniamy jednocześnie, że termin odwoławczy liczył się będzie od daty doręczenia zawiadomienia o wykluczeniu, które będzie spełniało w/w wymogi statutowe. Otrzymują do wiadomości: Zarząd Koła Łowieckiego nr. 3 „Jeleń” z poleceniem doręczenia ponownego zawiadomienia spełniającego wymogi &170 Statutu Zrzeszenia. Przewodniczący Zarządu Okręgowego PZŁ w Lublinie (-) Karol Cichowski (cytując pismo zachowano oryginalną pisownię) Okazuje się więc, iż elementarne błędy popełnione w procedurze wykluczania przez organa koła, jak brak uzasadnienia, można uzupełnić po fakcie i Zarząd Okręgowego w Lublinie kierowany przez Karola Cichowskiego, angażuje się w działanie pierwszej instancji pomagając jej zgodnie z przepisami pozbyć się niechcianych członków, zamiast jako druga instancja w odwoławczym postępowaniu wewnątrzorganizacyjnym wykazać się podejściem obiektywnym i uchwałę nie spełniającą warunków określonych w Statucie PZŁ, po prostu uchylić. Widać, że dla władzy jaką posiadają członkowie ZO szary członek nie ma znaczenia. Liczy się jedno: „ wypier..... na zbity pysk! I dla tego celu ZO może zarządowi koła pomóc, przedłuży statutowo określone terminy, da możliwość pisania uzasadnienia do czasu, aż będzie on spełniało warunki formalne, zapominając o swojej roli strażnika praworządności w kole oraz, że tak traktowanym członkom przyjdzie do głowy pozwać koło i ZO PZŁ do sądu powszechnego, co już coraz częściej ma miejsce. Pisma, wyjaśnienia, pisma, wyjaśnienia, odwołania, pisma, odpowiedzi, odwołania........ to chyba jedyne czynności jakimi do chwili obecnej zajmuje się zarząd KŁ „Jeleń”. Łowczy tak zaangażował się w walkę, że na gospodarkę łowiecką czasu nie zostało. Odwiedzając powtórnie, tym razem w lecie i z kamerą, obwód 142, na którym rozgrywa się większość wątków tej sprawy stwierdzam, że na odwiedzonych 11 paśników zaledwie jeden jest oczyszczony z gnijącego siana i w korytku posiada trochę soli. Pozostałe 10 przedstawiają stan godny politowania, korytka na sól porozbijane, a ich stan świadczy, że nie nastąpiło to w ostatnich miesiącach. Nie zobaczyłem ani jednej typowej lizawki, w każdym pasniku gniło zeszłoroczne siano i przy żadnym z nich nie wapnowano terenu pod i wokół paśnika. Przy jednym, z przyzwyczajenia chyba, nadal odwiedzanym przez zwierzynę, pokrycie dachu spadło i obok zarosło trawą, świadcząc, że nikt tu nie zaglądał co najmniej od marca. Na spotkanie ze mną łowczy W. Kraska przynosi pełną teczkę kwitów. - Czy chciał pan zastrzelić kozła hodowanego przez strażnika? - Nie! Pada stanowcza odpowiedź łowczego W. Kraski. Gdy zorientowałem się, że nie jest on własnością koła przestałem się sprawą interesować. Wiem, że ktoś chciał kupić tego kozła oferując Adamiakowi sporo pieniędzy. - Czy w lesie wykładaliście kluski? - Tak - stwierdza W. Kraska. Jest to odpad poprodukcyjny z firmy jednego z naszych kolegów. Jest to w mojej ocenie pełnowartościowa pasza. - Na jakiej podstawie wymaga Pan telefonicznego zgłaszania wyjścia na polowanie mimo wpisania się do książki? - Wynika to z zapisu art. 42 Prawa Łowieckiego. Jest też zapis w harmonogramie polowań naszego koła - wyjaśnia - Czy była uchwała WZ nakazująca zgłaszanie? - Nie pamiętam.... Chyba była...Chyba nie było..... Nie wiem... - Za co usunęliście z koła Świecę i Adamiaka? - Oszukali koło na wadze strzelonego dzika zaniżając ją o 18 kg. - obrusza się W. Kraska. - Dziennikarzowi Dziennika wskazali nęcisko znajdujące się na polach mówiąc, iż jest to karmisko. Oszukali dziennikarza, aby oszkalować koło. Na tym obwodzie posiadamy trzy nęciska w odległości około 200 metrów od lasu pod ambonami. Nęcimy wyłącznie na polach, a karmiska mamy wyłącznie w lesie - stanowczo wyjaśnia. - Kiedy był Pan w obwodzie 142? Czy widział Pan stan urządzeń łowieckich? Jak z solą dla zwierzyny? Czy usunięto stare siano z paśników? - zadaje kolejne pytania. - Na tym obwodzie byłem kilka dni temu. Wszędzie znajduje się sól, paśniki są oczyszczone, teren wokół był posypany wapnem. Prace te zostały wykonane wiosną zgodnie z zasadmi gospodarki łowieckiej. U nas bardzo dbamy o to. Łowczy pokazuje mi diagram z nazwiskami i przydziałem zadań dla poszczególnych myśliwych. - Czy mogę pokazać Panu film nakręcony na tym obwodzie? - pytam. - Chętnie - wyraźnie poruszony łowczy nie kryje ciekawości. Na ekranie telewizora pojawiają się plansze z numerem obwodu, producentem i datą kręcenia filmu: 27 lipca 2006! To przed tą data łowczy zgodnie z zapewnieniem wyżej dokonywał kontroli paśników. Na ekranie po kolei pojawiają się widoki 11 paśników, pustych i porozbijanych korytek, śmieci przy paśnikach i stare zleżałe siano ubite przez deszcze, których na Lubelszczyźnie dawno nie było. Widzę, jak łowczemu drga grdyka, a po skończonym 2 minutowym filmie łapie za telefon, próbuje dzwonić. Obwinia podległych myśliwych za niewykonanie zadania.... Prezes Koła Łowieckiego Jan Kowal uzupełniając niejako wypowiedzi łowczego, także nie pamięta czy była uchwała WZ nakazująca telefoniczne zgłaszanie łowczemu wyjście na polowanie. Twierdzi, że osobistych uprzedzeń ani do Adamiaka ani do Świecy nie ma. Dokumenty podpisuje, bo tak każe statut. Uchwały zapadają na posiedzeniach zarządu. - Niczego nikomu nie sugerowałem, nie zabierałem głosu w sprawie skreśleń - twierdzi prezes J. Kowal. - Odnoszę wrażenie, że gdyby ci koledzy próbowali załatwić sprawę w statutowych organach zrzeszenia np. w zarządzie okręgowym czy ORŁ, a nie informowali prasy niezwiązanej z łowiectwem głosowanie przebiegłoby korzystnie dla nich. Koledzy poczuli się urażeni artykułem w Dzienniku Lubelskim i to chyba przeważyło... Jestem o tym przekonany - twierdzi. Bez głębszej analizy można zauważyć, że Zarząd Okręgowy swoją postawą nie przeciwstawia się patologii w tym kole, czynionej na oczach prominentnych członków PZŁ, od których należałoby oczekiwać, iż potrafią bezkonfliktowo kształtować relacje międzyludzkie w swoim środowisku. Od organu nadzorczego należałoby oczekiwać, że zachowa obiektywizm, a nie tylko wspierać będzie tych, z którymi na codzień współpracuje w organach okręgowych. Przed kilku dniami Z. Adamiak otrzymał decyzję ZO PZŁ w Lublinie, utrzymującą jego wydalenie z koła. W decyzji podtrzymującej wydalenie Z. Adamiaka, łowczy okręgowy Karol Cichowski napisał: "Zarząd Okregowy PZŁ Lublin informuje, że w oparciu o § 179 ust 2 p 2 Statutu PZŁ, obradując na posiedzeniu w dniu 1 sierpnia 2006, rozpatrzył odwołanie Kolegi z dnia 12 lipca 2006 od uchwały Walnego Zgromadzenia Koła Nr. 3 „Jeleń” w Lublinie z dnia 20 maja 2006 w sprawie wykluczenia z Koła i po szczegółowym zapoznaniu się z całością sprawy, nie znalazł uchybień formalno - prawnych przy podejmowaniu wyżej wymienionej uchwały.” Nie znalazł, bo sam kazał je przedtem usunąć! Od logika i wzór nadzoru nad kołami, jak błędów formalnych przy wywalaniu "za zbity pysk" uniknąć. PS. O ocenę sytuacji w kole chciałem zapytać także Konrada Oleszczuka sekretarza koła „Jeleń”, pełniącego jak wspomniano wyżej, funkcję członka ORŁ i przewodniczącego kapituły medalu okręgowego. Jednak pracowniczka Zarządu Okręgowego w Lublinie odmówiła podania mi jego danych kontaktowych. Tak więc jedna z bardziej publicznych osób w Okręgu Lubelskim pozostaje dla członków Zrzeszenia i mediów anonimowa. |