![]() |
Poniedziałek
28.08.2006nr 240 (0393 ) ISSN 1734-6827
Wolność mediów do wypowiadania swych opinii i nieskrępowanego rzetelnego informowania opinii publicznej jaka mam nadzieję nadal zostanie zachowana, wydaje się być jedynym racjonalnym instrumentem napiętnowania zachowań pogarszających i tak nienajlepszą od wielu lat opinię łowiectwa w oczach społeczeństwa. O ile inne organizacje społeczne przeszły dość radykalne przekształcenia, o tyle nasz Związek Łowiecki okopał się w swych zasadach dokonując zaledwie kosmetycznych zmian w statucie, pozostawiając, wbrew powszechnej krytyce, najgorszy z możliwych punktów dotyczących wykluczania za „niekoleżeńskość”. Pół biedy, gdyby zapis ten był sprecyzowany, określał co należy za niekoleżeńskość uważać i od jakiego stopnia niekoleżeńskości może skutkować wykluczeniem. To pustosłowie, jak się powszechnie uważa, jest jedynie furtką do prywatnych rozgrywek i wojenek toczonych w większości kół w Polsce. Nagminnie wykorzystywany do robienia własnej kariery, czego przykładów na tym Forum i nie tylko, aż nadto przynosi straszne straty na wizerunku PZŁ, stając się instrumentem terroru stosowanym na niepokornych czyli myślących inaczej niż „jedynie słuszna linia” członków Zrzeszenia. Dziwnym także wydają się postawy samych myśliwych, głosujących za skreśleniem członka koła, z którym nie tak dawno jeszcze razem stali na grobli, razem skórowali dzika pociągając co nieco z piersióweczki, ba! nawet razem chrzcili dzieci - wieczorem, aby sąsiad ormowiec nie zobaczył. Wydawało by się, że ilość razem spędzonych chwil, różne sytuacje w jakich się razem znajdowali, scementowały ich przyjaźń albo co najmniej wzmocniły wzajemną lojalność. A tym, czasem okazuje się, że na gwizdek jakiegoś dzierżącego aktualnie władzę prezesa czy łowczego, który funkcję swą traktuje jako uprawnienie do rozstawiania po kątach także własnych kolegów, zapominają o lojalności, wspólnych chwilach i w ciszy schowanej w rękawie i ciasno zasłoniętej przed oczami obradujących kreślą swego często do tej chwili najlepszego przyjaciela. Zazwyczaj z nadzieją, że ofiara jaką w swoim mniemaniu składają w postaci pognębienia jednego z pośród nich, przyczyni się do poprawy atmosfery w kole bądź zaprowadzi spokój w skaczącym sobie do oczu towarzystwie. Inni kreślą tego kolegę, aby przypodobać się prezesowi czy łowczemu, który w swej łaskawości w dowód lojalności da odstrzał na łownego kozła, dzika odyńca czy łownego byka. Faktu, iż można swą wolę wyrazić tajnie nie biorą pod uwagę, gdyż jako "homosovietikus" nawet myślenie mają przestrojone na służalczość. Łamiąc często swoje w danej sprawie przekonania idą na układ z trzymającymi władzę potwierdzając, że wieki zaborów i MIGI-21 przez ponad 50 lat po wojnie spowodowały w mózgach zmiany nieodwracalne oraz wprowadziły do organizmów skazy w genetyce objawiające się strachem przed każdym, kto na zebraniu głośniej krzyknie. Ze spraw znanych mi z licznej korespondencji, skreślenia z listy członków dotyczą zazwyczaj myśliwych o długim stażu w organizacji czy kole. Tym bardziej wydaje się dziwne, że poważniejący z wiekiem człowiek nagle traci „walory etyczno-moralne” i staje się "niekoleżeński". Z analizy tych spraw wynika, że z definicji jest to jedynie mocno naciągany pretekst do pozbycia się z koła niewygodnego, bo patrzącego na zazwyczaj niezbyt czyste rączki jakiegoś dobrze usytuowanego członka zarządu, czy innego środowiskowego notabla. Gdyby nie było zapisu o niekoleżeńskości wydalanemu nie dało by się przypisać kłusownictwa, kradzieży społecznych pieniędzy, dorabiania się w różnych formach i wykorzystywania stanowiska dla celów prywatnych przy każdej okazji jak choćby zapraszanie na polowania partnerów biznesowych. Często, jak jestem informowany, kozły, byki czy odyńce przeznaczane są nie dla kolegów zasłużonych dla koła tylko dla załatwiania różnego rodzaju swoich interesów. Niczym chichot hydry brzmią pojawiające się niby to głosy rozsądku pochodzące od osób, które w opisywanych negatywnych bohaterach felietonów i sprawozdań odnajdują część swego życiorysu, w którym przez długi okres czasu trzymali za gębę swych kolegów, często przyczyniając się do ich niezasadnego pognębienia. Teraz głoszą teorię, że jeśli o problemie się nie mówi, to problemu nie ma. Stosując zasadę strusia chowającego głowę w piasek zapominają, że kuper wówczas narażony jest na bolesne razy. Uważają najwidoczniej, że przysypanie g... piachem zlikwiduje smród, gdy tymczasem coraz to nowe powiewy ten piach zwiewają, a smród roznoszą coraz dalej. Oczywista prawda, że aby o skandalu nie pisano, najlepszą receptą na to jest nie robienie skandali, nie znajduje zrozumienia w tych coraz węższych kręgach "strusi". Wydaje się także, że swymi wypowiedziami bardziej chcą oni uciszyć swoje sumienie niźli zapobiec, jak im się wydaje, przed czytaniem prawdy przez osoby z łowiectwem nie związane. Niektórzy, patetycznie w ich mniemaniu, publicznie głoszą, że z autorem tekstów o tzw. przekrętach nie chcieliby polować, sugerują wręcz, że jest to margines siedzący na hubertusie samotnie pod płotem. Osobiście wielokrotnie doznawałem obelg i pomówień celem których było odebranie mi chęci do pracy nad ujawnianiem patologicznych okoliczności. W aadnej z tych sytuacji nie wskazano na rzekome kłamstwa w materiale dziennikarskim, a czepiano się osoby autora, co jest znamienne dla metod działania tzw. starych działaczy związkowych. Nikt z polemizujacych nie odoniósł się do treści materiału, nie wytoczył dowodów przeciwnych wskazując na jakiekolwiek przekłamania. Były natomiast głosy osób zupełnie postronnych naocznych świadków wydarzeń podkreślające o prawdziwie przekazanym obrazie rzeczywistosci. Był czas, kiedy obrzucenie błotem osoby, pomniejszało wiarygodność oczywistych faktów, przez tą osobę podanych. Dziś sposób myślenia zmienił się i zwłaszcza młodsze pokolenie doskonale potrafi odróżnić ziarno od plew, prawdę od fałszu, a oszczekujących kundli od psa rasowego. Zresztą w tej dziedzinie także nastąpił postęp i coraz więcej widzi się polujących rasowych niźli kundli. Podobnie w naszej organizacji: betonu coraz mniej, a coraz częściej do głosu dochodzą osoby otwarte i rozsądne, takie, którym perspektywa błyszczącej blaszki na klapie marynarki nie przyciemnia perspektywy patrzenia. Okazuje się, że pisanie o nagminnie występującym sobiepaństwie w kołach przynosi skutki pozytywne. Przykładem może być choćby idiotyczna uchwała o obcinaniu uszu lisom oraz o pozbawieniu statutowego prawa do polowania jako sankcja za występowanie przed sądem,po wezwaniu na świadka. Zarząd skandalicznie pełniący swe obowiązki i naruszający prawo cichaczem odwołał tą uchwałę. Zrobił to przed dostarczeniem wszystkich dokumentów do ZO, który to po publikacjach w naszym dzienniku, zażądał stosownych wyjaśnień od zarządu koła oraz dostarczenia całej dokumentacji. W tym samym środowisku mówi się, że trzech członków koł, świadków w sprawie sądowej, podobnie jak Tomasz Rappe, przewidziani byli do skreślenia za złożone zeznania. Zawieszenie w prawach do polowania miało być tym wstępem, z którego w dalszym rozwoju wypadków podporządkowana służalczo gawiedź przyklepałaby potępienie trzech „zwyrodnialców”, co to śmieli swój obywatelski obowiązek spełnić wbrew woli prezesa koła. Procedura ta dotyczyłaby oczywiście wyłącznie tych świadków, których zeznania nie pasowały do koncepcji prezesa. Pozostali recytujący wierszyki, napisane przez prezesa, przed obliczem sądu, zapewne w niedługim czasie wypną pierś pod medale zwłaszcza, że główny "rozdzielacz" medali łowieckich PZŁ jest z tego okręgu. Szokujące są zarówno postawy tych co to swoje głosy marnują na wzmacnianie i zaostrzanie konfliktów oddając je w celu skreślenia tego czy tamtego kolegi i tym samym nadawanie sprawie zasięgu krajowego. Dziwi także postawa organów nadzorczych jakimi są zarządy okręgowe, które zamiast powstające zalążki konfliktów likwidować w zarodku, często swoją postawą je wzmagają, stając zazwyczaj po stronie bezmyślnych decyzji jak to miało miejsce wielokrotnie w ZO w Lublinie, a ostatnio w Białej Podlaskiej. Organy te wcale, albo bardzo rzadko sięgają po środki dyscyplinujące i zazwyczaj wynika to z powiązań, które bez wątpienia przekraczają zwyczajowo i prawem przyjęte normy, jak chociażby w opisywana w dzienniku sprawa Bogdana S.. Przykładów chorej sytuacji, która od lat toczy nasz Związek można by powielać w nieskończoność. Masę ich opisują coraz odważniej użytkownicy Forum. Stoję na stanowisku, że przechodzenie obok ludzkich często dla nich poważnych spraw jak członkostwo w kole, złe traktowanie członków, prywata jakiegoś prezesa czy innego notabla, nie licują z etyką myśliwską, która rycerskość i szlachetność wobec słabszych czy starszych wymienia jako jedną z ważniejszych zasad. Potępianie takich postaw winno być poczytywane jako coś co sprzyja poprawie wizerunku łowiectwa w społeczeństwie i jako czynnik działający profilaktycznie. Potępianie zaś tych co normalności się domagają oraz przechodzenie obok poniewieranych członków bez wsparcia ich choćby w głosowaniu nad skreśleniem należy nazwać ZNIECZULICĄ! Tak! Jest to znieczulica, która wygląda niegroźnie, a nawet zabawnie do chwili, kiedy sami nie staniemy w sytuacji poniewieranego pozbawianego praw członkowskich, a w Białej Podlaskiej nawet praw obywatelskich. Myślenie zmienia się, gdy sprawa dotyka bezpośrednio nas samych, ale wówczas na wyciągniecie właściwych wniosków czasu już nie ma. Tych to właśnie spóźnionych wniosków, z całego serca Szanownym Czytelnikom ..... Nie życzę!!! |