![]() |
Niedziela
16.10.2016nr 290 (4095 ) ISSN 1734-6827
Nie można przy tym powiedzieć, że na Nowym Świecie jest spokojnie, a kierownictwu, mówiąc kolokwialnie, "wisi" obecna sytuacja. Tam jest też front walki, są sojusze, jest strategia i taktyka, ale bynajmniej nie o to, żeby nam myśliwych bronić, dawać odpór kłamstwom i insynuacjom, sprowadzać oszołomów do rzeczywistości, chronić przed szkodliwymi dla szeregowych myśliwych i kół łowieckich rozwiązaniami legislacyjnymi, czy też w końcu bronić szeroko pojętego interesu środowiska naturalnego naszego kraju. Tam idzie wojna o zachowanie swoich stanowisk, zachowanie dochodów gwarantowanych składkami członków i utrzymanie parasola ochronnego od polityków, na których się stawia. Wśród tych ostatnich mieliśmy przedstawicieli wszystkich opcji politycznych, że przypomnę SLD z posłem Wziątkiem, PO z posłami Kuleszą i Siedlaczkiem oraz ministrem Gawłowskim, PSL z posłem Żelichowskim i PiS z posłami Bąkiem i Szyszko. Po ostatnich wyborach powyższe towarzystwo w znaczącej części się wykruszyło, a gwarantem utrzymania intratnych stanowisk stał się minister Jan Szyszko. Trzeba przy tym powiedzieć, że na tym froncie walki zagrożeń jest zdecydowanie więcej, niż w poprzednich latach, bo wierna drużyna parlamentarna uległa rozsypce, w rządzie minister Krzysztof Jurgiel stał się poważnym przeciwnikiem, a rolnicy i ich związki zawodowe gotowe są na traktorach rozjechać pałacyk na Nowym Świecie, notabene zakupiony za nasze myśliwych pieniądze. Nie ma też pewności, jakie stanowisko zajmie prezes PiS, a dojść do jego ucha ma więcej minister Jurgiel niż minister Szyszko, a to jest groźne dla celów prowadzonej walki. Ktoś powie, że taką ocenę podpowiada tylko moja chora wyobraźnia, więc spróbujmy na zimno przeanalizować fakty. Od początku kadencji, bazując na ustawie przygotowanej wraz z posłem Stanisławem Wziątkiem pod hasłem wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego, a w rzeczywistości rozpoczynającej proces prywatyzacji łowiectwa, co uzasadniłem w artykule Prywatyzacja modelu łowiectwa w Polsce rozpoczęta, zaufani dla Nowego Światu posłowie PiS z posłem Bąkiem na czele próbowali przepchnąć przez Sejm podobną ustawę, którą na szczęście kierownictwo PiS wycofało już po wprowadzeniu jej do porządku obrad plenarnych Sejmu. Tak jak projekt przywołany wyżej, projekt posłów PiS zawierał co najmniej 26 niekorzystnych dla szeregowych myśliwych rozwiązań, ale za to umacniających obecne kierownictwo PZŁ na zajmowanych przez nich stołkach. Szczegóły tego projektu omówiłem w felietonie Nigdy nie brakuje pożytecznych idiotów. Oba przywołane wyżej projekty pisane były na Nowym Świecie, a to pozwala na postawienie pytania, dlaczego w projektach tych pozycja kół łowieckich i członków Związku zostały tak poważnie zdewaluowane, a tak radykalnie wrosło znaczenie organów PZŁ. Odpowiedź wydaje się oczywista, trzeba było coś oddać nadleśnictwom i ministrowi, żeby utrzymać to, na czym kierownictwu Związku najbardziej zależało. Protesty rolników podkręcane nieudolną polityką poprzedniego i obecnego rządu w sprawie ASF na wschodzie kraju pozwoliły wrócić obecnej władzy do pomysłu z ubiegłej kadencji Sejmu i przeprowadzić przez parlament ustawę o funduszu odszkodowawczym za szkody spowodowane przez zwierzynę. Ustawa niekorzystna dla jednych, a korzystna dla innych kół łowieckich nie była znacząca dla kierownictwa PZŁ, bo w stosunku do podobnej ustawy promowanej wcześniej przez Związek i posła Wziątka, fundusz został zabrany z rąk PZŁ i oddany ministrowi, ale przecież na wojnie nie wszystkie potyczki są zwycięskie. Procedowanie tej ustawy oraz doświadczenia z wcześniejszymi projektami, w które angażował się Nowy Świat pokazały, że wrzucanie nowych projektów zmiany prawa łowieckiego przez zaprzyjaźnionych posłów nie rokuje zwycięstwa, stąd bliższa współpraca z min. Szyszko skutkująca powstaniem w Ministerstwie Środowiska nowego projektu ustawy, który utrzymuje podstawowe kierunki wszystkich poprzednich projektów, to znaczy kosztem praw kół i szeregowych członków umacnia kierownictwo Związku. Projekt ten udaje się ministrowi Szyszko przepchnąć przez Radę Ministrów, ale póki co do Sejmu jeszcze nie trafił, a czy w końcu trafi zależy prawdopodobnie od prezesa PiS, który ma prawo się obawiać, że wywoła kolejną burzę zakłócającą przekaz "dobrej zmiany", podobną do tych z Trybunałem Konstytucyjnym, marszami KOD-u, aborcją i czarnym protestem, czy też reformą szkolnictwa. ![]() Znamiennym jest, że na dzień przed wysłaniem przywołanego wyżej pisma min. Szyszko do dr. Blocha, OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych złożyło do Rady Ministrów wniosek o delegalizację PZŁ. Dwa tygodnie później autor tego wniosku Sławomir Izdebski zostaje przyjęty przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, co legitymizuje sam wniosek i przywołane w nim zarzuty wobec dr Blocha. Z tyłu nie pozostaje minister Krzysztof Jurgiel, forsujący zmiany do sposobów zwalczania chorób zakaźnych zwierząt. Stanowisko Związku wyrażone przez rzecznika prasowego to tylko głos wołającego na puszczy. To co się dzieje dalej, to tylko działania przeciwko nam myśliwym, które Związek zamiast zwalczać, nie tylko toleruje, ale im przytakuje. W dniu 23 września 2016r. minister Jan Szyszko na posiedzeniu plenarnym Sejmu RP zapowiedział przeprowadzenie ogólnopolskiej inwentaryzacji dzików, której celem jest określenie liczebności tego gatunku. Ruch typowo propagandowy, mający zamydlić oczy rolnikom, ich związkom oraz politykom z ministrem Krzysztofem Jurgielem na czele, którzy nt. corocznego planowania łowieckiego nie wiedzą nic i podnieść znaczenie działań MŚ. Inwentaryzacja ma odbyć się jeszcze w tym miesiącu, a mają w niej wziąć udział myśliwi, leśnicy, rolnicy i służby mundurowe. Wszyscy poza myśliwymi oczywiście wynagradzani, a my jak parobki panów leśniczych pracować mamy za darmo i jeszcze dopłacać za dojazd i użycie własnych samochodów. Inwentaryzację tę PZŁ popiera, choć bezsens tego typu działań jest dla myśliwych oczywisty, bo od liczenia dzików, problem szkód i ASF podnoszony przez lobby rolnicze, nie zniknie, tak jak od mieszania łyżeczką herbaty, nie zrobi się ona słodsza. Zaplanowana na październik w lasach, kiedy dziki w tym czasie wyemigrowały do łanów kukurydzy, krzaków i błot śródpolnych, nie może dać żadnych wiarygodnych wyników, chyba że przez zastosowanie starej zasady, że wygrywa ten, kto liczy głosy. Pytanie jest ewentualnie jedno, czy wynik inwentaryzacji ma w zamiarze ministra wykazać, że dzików jest 2-3 krotnie więcej niż inwentaryzowano dotychczas, tak jak było z wiosennym liczeniem jeleni tyralierą przez leśników, którym zależy na redukcji populacji tych zwierząt, czy też wprost przeciwnie, jest ich o wiele mniej, niż płaczą rolnicy i min. Jurgiel. Biorąc pod uwagę, że inwentaryzację zarządził zwierzchnik leśników, a ci ostatni w nadleśnictwach kpiąco wyrażają się o tym liczeniu, należy się spodziewać wyników zaniżonych. Tylko co z tego? Czy wynik inwentaryzacji może wpłynąć na negatywna wobec PZŁ postawę rolników, Sławomira Izdebskiego, czy ministra Jurgiela? Na pewno nie. A gdyby jednak wynik inwentaryzacji wskazał na wielkości populacji wyższe od tych podanych w planach łowieckich, to mamy jeszcze bardziej przechlapane, a znaczenie ministra Szyszko w rządzie i szanse dr Blocha na utrzymanie swojej pozycji są naprawdę żadne. Kierownictwo Związku przygotowane jest raczej na scenariusz korzystny dla min. Szyszko, który pokaże, że dzików jest mało i to nie one odpowiadają za ASF, choć i na drugi przygotowało sobie grunt wydając oświadczenie, że żądania redukcji liczby dzików do wielkości 0,5 osobnika na 1 km2 popiera i Związek włączy się w wykonanie tego zadania. Tyle, że włączenie się Związku do redukcji polegać będzie na wymuszaniu na kołach wyższych planów i egzekwowaniu zwiększonego pozyskanie pod rygorem rozwiązywania z kołami umów dzierżaw, jeżeli te zaplanowanego pozyskania nie zrealizują. Taki mechanizm wprowadził min. Szyszko do projektu ustawy, o której wyżej, gwarantując kierownictwu PZŁ dostatnie życie, a kołom łowieckim i myśliwym tylko problemy, do likwidacji kół i prywatyzacji obwodów włącznie. Nie trzeba dużej wyobraźni, żeby uzmysłowić sobie na co będziemy polować po rzeczywistym wprowadzeniu w życie redukcji populacji dzika, najbardziej popularnej łowiecko zwierzyny w kołach. Tym zaś, którzy nie do końca rozumieją co oznacza stan 0,5 dzika na 1 km2 obwodu wyjaśnię to bardzo prosto. Przyjmuje się roczny odstrzał dzików w ilości mniej więcej równej liczbie dzików inwentaryzowanych na wiosnę. Oznacza to, że po redukcji, do której tak ochoczo włącza myśliwych kierownictwo PZŁ, roczne plany odstrzału dzików będą wyglądały następująco: - obwód 3000 ha - maksymalnie 15 dzików - obwód 4000 ha - maksymalnie 20 dzików - obwód 5000 ha - maksymalnie 25 dzików - obwód 6000 ha - maksymalnie 30 dzików - obwód 7000 ha - maksymalnie 35 dzików - obwód 8000 ha - maksymalnie 40 dzików I nie będzie to limitowanie odstrzału do tych wysokości, tylko populacja będzie tak nikła, że odstrzał nawet tylko tych ilości będzie problemem. W liczbach globalnych, przy ok. 25 mln. ha obwodów łowieckich, w których w poprzednim sezonie odstrzelono ponad 260 tys. dzików, nasz Związek zmierza do tego, żeby po redukcji populacja i pozyskanie spadły do 125 tys. sztuk. Z redukcją łań mamy do czynienia od 7 lat, strzelając o co najmniej 30% więcej niż się w roku rodzi, więc niedługo rarytasem będzie spotkać łanie w obwodzie. Byków starczy jeszcze na 5-6 lat, bo te są oszczędzane przez ostatnie 7 lat, kiedy odstrzeliwujemy najwyżej 70% liczby urodzonych. A potem o rykowiskach, wspaniałych bykach i populacji jelenia szlachetnego w Polsce można zapomnieć. Pozostanie sarna, która stanie się podstawową zwierzyną, na którą polować będziemy w kołach, bo odbudowanie populacji dzika przy obecnej wrzawie na temat szkód będzie nierealne. Tak będzie wyglądało nasze łowiectwo po wprowadzeniu w życie rozwiązań, które min. Szyszko, pod rękę z leśnikami i dr. Bloch pod rękę z działaczami PZŁ, gotują nam myśliwym. Widząc wywieszenie białej flagi przez ministra Szyszko, kierownictwo PZŁ szuka jeszcze sposobów na strategiczne odwrócenie niekorzystnych trendów i słusznie stwierdza, że zrobić to może tylko prezes PiS. Wymyślono więc list bezpośrednio skierowany do Jarosława Kaczyńskiego, który podpisywać ma środowisko naukowe, nazwane w liście górnolotnie "Światem Nauki Polskiej". Dr Bloch ma nadzieje, że tym listem odsunie Sławomira Izdebskiego i ministra Krzysztofa Jurgiela od ucha adresata, odzyskując poparcie dla siebie w PZŁ, pomimo protestów rolników grających epidemią ASF na likwidację łowiectwa w obecnym kształcie. Z góry można powiedzieć, że wśród sygnatariuszy tego listu nie zabraknie np. prof. Romana Dziedzica, czy prof. Stanisława Dzięgielewskiego, ale jakie znaczenie mają dla PiS te nazwiska? A jeżeli znajdą się jeszcze inni, którzy gotowi są podpisać się pod tym listem, to może warto zwrócić członkom PZŁ uwagę pod czym się ci naukowcy mają się podpisać w świetle projektu zmian ustawy 'Prawo łowieckie' zaproponowanej przez ministra Jana Szyszko. Model, którego głównymi beneficjentami jest kierownictwo PZL, chwalony jest w piśmie, bo niby ... gwarantuje stabilność i prawidłowe zarządzanie tak cennym zasobem jakim jest dzika zwierzyna.... Dopuszczenie do systematycznej redukcji jeleni, a obecnie zobowiązanie do ponad dwukrotnej redukcji dzika, to rzeczywiście jest przykład dbałości o stabilność zasobów zwierzyny dziko żyjącej. Naszym władzom nie podoba się też depopulacja dzika, choć do niej myśliwych zachęcają i obawiają się demonopolizacji PZŁ, choć formalnie taki pomysł jeszcze, poza portalem "Łowiecki", jeszcze nie padł. Nie omieszkano przy tym wychwalać pod niebiosa ministra Szyszko, który ma być ...wysoko oceniany przez ekspertów w dziedzinach przyrodniczych, choć gołym okiem widać, jak leśnicy, z których wywodzi się minister, podporządkowują krok po kroku łowiectwo "fabrykom desek". No i oczywiście nie zapomniano o PZŁ w kontekście projektu zmian w ustawie, w której ...Wypracowane przez ekspertów rozwiązania wprowadzają zmiany wewnątrzorganizacyjne, które na poziomie ustawowym regulują strukturę organizacyjną Polskiego Związku Łowieckiego, co zaowocuje większym wpływem państwa na zleconą przez nie działalność jaką jest gospodarka łowiecka.... A to już czysta bzdura, widoczna jak na dłoni, gdy się zajrzy do projektu ustawy zaproponowanej przez ministra Szyszko. Pytam więc potencjalnych sygnatariuszy listu do Prezesa Kaczyńskiego, czy świadomie żądają utraty przez koła łowieckie prawa do kontynuacji dzierżaw obwodów, na których niektóre gospodarują i polują od prawie 70 lat? To, czy dostaną prawo do dzierżawienia dotychczasowych obwodów zależeć będzie od widzimisię łowczych okręgowych, nad którymi nie będzie już okręgowych rad łowieckich. Rady te pozostaną tylko jako organa opiniodawcze, nie mające wpływu na obsadę funkcji łowczego okręgowego, a jak się komuś nie będzie podobała decyzja łowczego okręgowego, to się będzie mógł zwrócić do dr. Blocha, który tychże łowczych powołał i współpracuje z większością z nich przez ostatnie 20 lat, więc na pewno nie przyzna racji zarządowi jakiegoś tam koła łowieckiego. O to chodzi sygnatariuszom listu? A może o to, żeby władza łowczego okręgowego obejmowała również prawo, do zgłaszania wniosku o wypowiedzenie obwodu łowieckiego danemu kołu, w przypadku nic nie mówiącym np. staroście, "negatywnej oceny prowadzenia gospodarki łowieckiej" lub nie zrealizowania planu rocznego w ciągu kolejnych 3 lat co najmniej w 80%, otwierając tym proces do zwiększania liczby OZH-ów lub wydzierżawiania obwodów osobom prywatnym, czytaj działaczom z Nowego Światu, zaufanym leśnikom i oddanym PZŁ parlamentarzystom. A może sygnatariusze są za zwiększeniem tenuty dzierżawnej obwodu o prawie 50%? A o tym, że na pewno z radością przyjmą zmianę nazwy stanowiska dr Blocha, który z Przewodniczącego Zarządu Głównego, stanie się Prezesem tegoż Zarządu, jest oczywiste. Model wymyślony dekretem Bolesława Bieruta przeszło 60 lat temu ma się ku końcowi. 27 lat na ewolucyjną zmianę tego sytemu dr Bloch i działacze PZŁ zmarnowali, przedkładając swoje osobiste korzyści nad zmiany mogące polskie łowiectwo zdemokratyzować, rozwijać instytucjonalną współpracę z rolnikami, a nie walczyć z nimi, rozpowszechniać polowania jako najlepszy sposób zbliżenia człowieka do natury, żeby myśliwych było w Polsce ponad milion, a nie marne 120 tysięcy. Gdyby takie działania były prowadzone, to problemu szkód oraz relacji rolnicy i "zieloni" kontra myśliwi w Polsce by nie było, politycy liczyliby się z nami, bo dawalibyśmy więcej głosów wyborczych niż ruchy obrońców zwierząt i nie byłoby tak złej opinii o myśliwych i łowiectwie w mediach. Wszystkie możliwości ku temu zostały zmarnowane, a rzeczywista sytuacja łowiectwa została zakłamana tak samo, jak w liście do Jarosława Kaczyńskiego, w którym w żywe oczy kłamie się o na temat PZŁ, jako o ...organizacji z blisko 100 letnim doświadczeniem w zakresie gospodarowania zwierzyną.... Zwierzyną w stanie wolnym PZŁ gospodaruje na sposób socjalistyczny przez ostatnie 62 lata, a w pozostałych do przywołanych 100 lat i wcześniej, robili to właściciele ziemscy, którzy zrzeszali się dobrowolnie w wiele związków od XIX wieku, żeby utworzyć w Warszawie w 1923 roku Centralny Związek Polskich Stowarzyszeń Łowieckich, przekształcający się w Polski Związek Stowarzyszeń Łowieckich w 1929 r., który następnie w 1936 r. przyjął nazwę Polski Związek Łowiecki, zrzeszający wówczas zaledwie 11700 osób z 50000 uprawiających myślistwo na terenie kraju. Notabene podwojenie liczby myśliwych przez 80 lat, z których w praktyce połowa nie poluje, to kpina, a nie powód do dumy. Przyrównanie obecnego PZŁ do związków łowieckich z lat 1923, 1929 i 1936 jest mniej więcej tym samym, czym byłoby przyrównanie Polskiego Stronnictwa Ludowego założonego w 1895 r. do Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego powstałego w 1949 r i szczęśliwie rozwiązanego w 1989 r., czego nie udało się zrobić z obecnym Polskim Związkiem Łowieckim przez ostatnie 27 lat. To fakty historyczne, ale dr Lech Bloch uważa pewnie, że takich szczegółów nie dostrzeże ani Jarosław Kaczyński, ani masy członkowskie obecnego Związku, którym ładuje się do głowy, że tylko w obecnym modelu, w obecnym PZŁ, będą polować, bo po każdej zmianie zostanie im udział w nagance, najpewniej na polowaniach organizowanych w obwodach łowieckich przez myśliwych niemieckich. No ale cóż, jak daje się wmówić obywatelom, że spisek Putin - Tusk doprowadził do zamachu z serią wybuchów na pokładzie samolotu rządowego lecącego w sztucznej mgle nad Smoleńskiem, to cóż się dziwić, że na podobne bzdury dają się nabierać polscy myśliwi. A za swoją naiwność zapłacą oni sami i zwierzęta dziko żyjące przetrzebione w imię politycznych przepychanek. A idę o zakład, że sprawcy takiej sytuacji kierujący obecnie Związkiem oraz leśnicy z ministrem Szyszko na czele, będą po każdej nawet rewolucyjnej zmianie modelu łowiectwa spokojnie polować na najlepszych łowiskach krajowych, do których dostępu na pewno nie będą mieli ci, którzy w obecny model święcie wierzą. Nie życzę tego szerokim kręgom członkom Związku i współczuję im. |