Poniedziałek
25.09.2006
nr 268 (0421 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
Konfliktu w "DĄBROWIE" cd. autor: Stanisław Pawluk
Odbyła się kolejna rozprawa z powództwa Tomasza Rappe przeciwko Kołu Łowieckiemu nr 63 „Dąbrowa” w Białej Podlaskiej o utratę członkostwa w kole. Była to już ostatnia rozprawa w sądzie I instancji, po której oczekiwane jest ogłoszenie wyroku. Nic wiec dziwnego, że strony robiły wszystko, aby przekonać sąd do swoich racji.

Przed salą sądową pojawił się także Zdzisław Woś znany w środowisku lubelskim „najlepszy łowczy w Polsce,” a ostatnio kreujący się także na najlepszego prawnika w sprawach łowieckich. Legitymacją do pretendowania do takiej funkcji jest prawdopodobnie fakt, iż udało mu się wybielić z aktu oskarżenia, w którym prokuratura zarzucała mu fałszowanie dokumentacji łowieckiej, dopuszczenie do przekroczenia planu łowieckiego, usuniecie dokumentacji łowieckiej, skłusowanie dzika i publiczne wyzywanie. Od przestępstw łowieckich został uniewinniony, gdyż przy udziale wsparcia władz łowieckich, w tym z samego Zarządu Głównego, oceniających sytuacje w charakterze „specjalistów”, okazało się, że cyfra zastrzelonych 31 dzików nie przekracza dozwolonej planem 28 sztuk, spalenie książek wejść w łowisko bez protokołów zniszczenia dokumentacji nie narusza żadnych norm, a przerabianie książek obwodów nie jest przestępstwem, bo książki te dokumentem nie są. Utrzymał się zarzut lżenia, którego nawet specom z ZG wybielić się nie dało, gdyż dowód w postaci taśmy nagranej przez protokolantów wyraźnie obrazowały głos i słowa.

Doświadczenie Zdzisława Wosia wynika zapewne także z ponad 40 złożonych przez niego doniesień do organów ścigania. Fakt, że wszystkie one nie zostały doprowadzone do rozstrzygnięcia dla niego korzystnego nie przeszkodził, aby prezes pozwanego koła „Dąbrowa” Antoni Sacharuk zaprosił Zdzisława Wosia jako „eksperta” na kończącą się rozprawę. Przedstawiając Z. Wosia pełnomocnikowi procesowemu, któremu jak sądzę przestał dowierzać, podkreślił, że jest to łowczy, którego koło jest podobnie jak „Dąbrowa” opisywane w internecie.

Rozpoczęła się rozprawa. Nie mający pozwolenia na rejestrację jej przebiegu formą notatek, Zdzisław Woś rozłożył brulion formatu A4 i z namaszczeniem notował.

Po podtrzymaniu powództwa przez pełnomocnika Tomasza Rappe i nie uznaniu go przez pełnomocnika pozwanego koła, sąd przystąpił do końcowego przesłuchania stron.

Tomasz Rappe zeznał m.in., że nie dotrzymanie statutowego terminu 21 dni na zwołanie zebrania uniemożliwiło mu, a co najmniej w znacznym stopniu utrudniło, możliwość lapidarngo wyjaśnienia kolegom bezpodstawności stawianych zarzutów. Podniósł, że zarzucane mu „pisanie nieprawdy w pismach do zarządu”, a dotyczące stosowania niedozwolonej amunicji przy strzelaniu dzika (loftek), czy zawłaszczeniu pieniędzy, znalazły potwierdzenie w rozstrzygnięciach właściwych kompetentnych organów. Strzelec dzika został ukarany przez sąd łowiecki, a zawłaszczenie pieniędzy i podrobienie kwitu kasowego potwierdziła prokuratura. Zarząd Główny PZŁ stwierdził także nieprawidłowości w wyborze zarządu koła. T. Rappe zarzucano bowiem, iż nie akceptując kwesti nieprawidłowości podjęcia uchwały walnego zgromadzenia, także wykazał się „niekoleżeństwem”.

A. Sacharuk w swoich zeznaniach kwestionował fakt uniemożliwiania złożenia wyjaśnień przez gwizdy, tupanie i okrzyki grupy zebranych. Fakt niedotrzymania statutowego terminu na zwołanie walnego zgromadzenia tłumaczył, że i w przeszłości nie był on dotrzymywany, a on opierał się na odręcznej notatce naniesionej w statucie koła przez jednego z poprzednich prezesów, że termin ten został skrócony do 14 dni.

Adwokat pozwanego koła „Dąbrowa” stwierdził, że jest w kłopotliwej sytuacji, bo właściwie nie wie o co jest ta sprawa. Stwierdził, że jeśli chodzi o uchylanie uchwał to sąd nie jest władny do rozpatrywania takiej okoliczności, gdyż przypisana jest ona jedynie organom zrzeszenia. Jeśli chodzi o „ustalenie” to występują to taka sprawa powinna być zakończona odrzuceniem powództwa. Zawile motywował własną wykładnią uzasadnień wydanych przez sądy innych miast w podobnych sprawach.

Sąd zamknął postępowanie dowodowe i odroczył ogłoszenie wyroku do dnia 4 października.

Po zakończonej rozprawie „ekspert” Zdzisław Woś stwierdził: „strzelili sobie samobójczą bramkę prawną. Chodźcie, wynotowałem tu kilka spraw powiem wam co i jak”. Jaką wspaniała receptę da „ekspert” profesjonalnemu adwokatowi do zastosowania po zamkniętym już przewodzie, gdzie żadne dowody wnoszone już być nie mogą, nie wiem. Profesjonalny adwokat zapewne wiele wyniesie z lekcji udzielonej przez Zdzisława Wosia. W paru słowach opisałem stronie powodowej sylwetkę Z. Wosia informując także, iż właśnie wczoraj przegrał przed sądem po raz ósmy, bo ten wydając wyrok z jego powództwa nie podzielił jego zdania.

Opuszczając gmach sądu słyszę za plecami: ...”menda zawsze mendę znajdzie”... i nie miałem ochoty, aby odwracając się do tytułu dowiedzieć się, kogo te słowa dotyczą, ani kto je wypowiada i pozostawiam te niewiedzę do własnej oceny czytelników.