Środa
30.05.2007
nr 150 (0668 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
Ratują dobre imię Związku?! autor: Stanisław Pawluk
Często w trosce o dobre imię Związku, władze okręgu lub koła gotowe są do dużych poświęceń. Znamy przypadek, gdzie dla utrzymania tej „właściwej” atmosfery, poświęcono..... lochę i warchlaki!

A było tak:
Na uroczysku Bilsko zwierzyna lubiła bywać często. Wiedział o tym świeżo upieczony strażnik łowiecki, a zarazem pupil łowczego koła Ludwik B. Postawił więc latem ubiegłego roku coś, co bardziej przypominało szkaradną budę niż ambonę i wykładając pod nią to, co w prowadzonym przez siebie pobliskim gospodarstwie rolnym zastosowania już nie miało, oddawał się rozkoszy polowania. Takich przyjemności Ludwik B. w poprzednim kole nie zaznał, bo zaraz po pierwszych swoich wyczynach musiał wiać, czując na karku oddech wymiaru sprawiedliwości łowieckiej.

Znajdując przychylny klimat w kole, gdzie naganne postawy mogą znaleźć akceptację, pewnego letniego dnia strzelił ze swojej budy do dzika, który okazał się lochą prowadzącą trzy niewielkie warchlaczki. Ponieważ był to środek okresu ochronnego, a zastrzelenie lochy mogło spowodować pogorszenie i tak złej atmosfery wokół koła i to w okresie zbliżających się odnowień umów dzierżawy obwodów - coś ze sprawą trzeba było zrobić.

Na miejsce przybył więc kolega z koła białym terenowym samochodem, którego numery rejestracyjne, obserwującym przebieg „akcji” wskazały, że do pomocy przybył sam łowczy koła! Lochę dzielne suzuki zawiozło na teren gospodarstwa rolnego Ludwika B. gdzie tuszę sprawiono, ale to nie był koniec problemu. Na terenie polowania pozostały trzy bezradne dziczki, ciągle wałęsające się w miejscu zastrzelenia matki. Postanowiono więc dokonać odłowu. To, że tego typu czynności dokonywane bez odpowiedniego zezwolenia są wykroczeniem nie miało znaczenia, zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że do grupy swoich należy min. miejscowy leśniczy, a i ZO w przeszłości także opowiadał się po stronie tych, co nielegalne odłowy organizowali. Odłowiono więc maleństwa i przekazano innemu koledze z tego samego koła Kazimierzowi F., hodowcy trzody chlewnej, zaliczanego do kompani łowczego. Obecnie dziczki mają już ponad rok, osiągając wiek rzeźny i jak mówi się w okolicy, niebawem staną się wyrobami garmażerki z dziczyzny.

Sprawę załatwiono bez rozgłosu i zbędnego zawiadamiania rzecznika, policji czy prokuratora. W myśl starej zasady, że swoje sprawy załatwiamy w swoim gronie! Rozgłos kołu nie był w żaden sposób potrzebny, bo atmosfera wokół koła, w którym zarząd składa się z zasłużonych członków komisji okręgowych zagęszczała się znacznie.

Za sprawą bezpośredniego udziału łowczego koła, a zarazem członka komisji hodowlanej, w różnego rodzaju skandalach, jak zgubienie broni po spożyciu alkoholu, wywiezienie odpadów przemysłowych jako karmy, licznych dziwnych przypadkach, potocznie zwanych kłusowniczymi, czy bardzo złej atmosferze w kole m.in. za sprawą niesłusznego wykluczenia zacnych członków. Wierzący w swoją bezkarność zarząd koła nie zwracał uwagi nawet na fakt, iż jeden z jego członków, zasadom kultury łowieckiej powinien być wierny, choćby dlatego, że jest w swoim okręgu jednym z bardziej znanych działaczy komisji kultury Rady Okręgowej. W składzie władz i członków koła łowieckiego znajduje się sporo „zacnych” działaczy związkowych i to chyba stało się powodem działań, celem których bez wątpienia było ocalenie tych osób jak i honoru Związku!

Zapytałby ktoś: a gdzie przepisy ustawy łowieckiej? Gdzie sumienie i etyka myśliwych? Gdzie etyka i szacunek dla zwierza? I po co zadawać tak naiwne pytania? Przecież wiadomo, że zrobiono wszystko, aby nie wystawić na szwank dobrego imienia łowiectwa! Te przepisy także poświęcono wraz z lochą i jej warchlakami! Dla dobra łowiectwa - oczywiście!

PS - Wszelkie podobieństwo do osób gdziekolwiek w Polsce jest zupełnie przypadkowe. Taka historia nie mogłaby się wydarzyć w szlachetnej i etycznej organizacji... No! Chyba, że w okręgu lubelskim.