![]() |
Czwartek
08.11.2007nr 312 (0830 ) ISSN 1734-6827
O ile kara zawieszenia na okres 3 lat wymierzona Arkadiuszowi P. za opisany wyżej przypadek naciśnięcia spustu, zanim włączył myślenie, nie wywołała większych emocji, o tyle karę 2 lat zawieszenia dla Tadeusza Prokopiuka, tylko za to, że bez broni towarzyszył w łowisku koledze, któremu – jak się powszechnie sądzi - przez zwykłą pomyłkę przydarzył się strzał nie dodający łowieckiej chwały, uznano za nazbyt radykalną. W trakcie zbierania materiału dla czytelników dziennika „Łowiecki” dowiedziałem się, że Tadeusz Prokopiuk nie miał możliwości powstrzymania od strzału Arkadiusza P. Wydarzenia następowały szybko, a w chwili oddawania strzału Arkadiusz P. znajdował się w znacznej odległości od swego kolegi, a ze względu na fakt, że dzików było kilka, nie wiadomym było do którego z nich Arkadiusz P. celuje. Pech chciał, że akurat locha przyjęła kulę. Arkadiusz P. wyjaśnił, że nie miał zamiaru strzelać do lochy. Na jego pomyłkę wpływ miało, że dziki były jednakowej wielkości, a ich wygląd zewnętrzny nakazywał kwalifikować je jako właściwe do odstrzału. Błędy się zdarzają. Myślę jednak, że nie każdy potrafi tak jak Arkadiusz P. przyznać się do błędu, wyrazić żal i ubolewanie zarówno przed OSŁ jak i później przed organami okręgowymi zadeklarować formę zadośćuczynienia i zaproponować naprawienie wyrządzonej łowisku szkody. Jak dotychczas, ZO PZŁ tej wydawało by się bardzo cywilizowanej i społecznie oczekiwanej formy łagodzenia skutków przestępstw nie zaakceptował, przyjmując obrażoną pozycję, tak ostatnio społecznie nieakceptowaną. Orzeczenie wobec Tadeusza Prokopiuka kary zawieszenia w prawach członka PZŁ na okres dwu lat, przez środowisko myśliwych zostało przyjęte krytycznie. Myśliwi dość głośno dyskutowali nad sposobem zachowania się w takiej sytuacji. Miał pozostawić pechowego towarzysza łowów w lesie i przez wysoki śnieg pieszo, przez pola wrócić do domu? Odmówić pomocy przy patroszeniu, skutkujące być może zepsuciem tuszy? Jakie zachowanie w tym przypadku można by uznać za prawidłowe? Zaś postanowienie sądu łowieckiego w Białej Podlaskiej uznawano za zgodne z zakorzenionym w PZŁ systemem swoistego linczu uprawianego na swych członkach metodą izolowania ze środowiska. Polega to na wytworzeniu wobec zwalczanego członka aury trędowatego, z którym nawet rozmowa jest czymś nagannym. Po czym w krótkim czasie wszyscy w kole wiedzą, że dany członek jest „zły”, nie znając przyczyn dla których określono go „złym”. Plotka, poszeptywanki o rzekomych przestępstwach i niegodziwościach niedawnego kolegi narastają błyskawicznie, a ich źródłem są zazwyczaj jacyś kołowi intryganci walczący o przydanie sobie wartości i znaczenia w środowisku. Takich też sytuacji nie trudno dopatrzyć się także i w tej sprawie. Prezes Koła Łowieckiego nr 18 „Ponowa” w Białej Podlaskiej Ryszard Mączyński, w dniu zdarzenia i drogą szantażu, wymusił na Tadeuszu Prokopiuku rezygnację z przynależności do koła. Wykorzystując dość skomplikowana sytuację osobistą Tadeusza Prokopiuka obiecał mu m.in., że z chwilą złożenia rezygnacji T. Prokopiuk nie będzie musiał przechodzić szarpaniny z rzecznikiem, policją i prokuraturą. Tyle, że po otrzymaniu napisanej na kolanie rezygnacji, prezes Ryszard Mączyński złożył na niego doniesienie do rzecznika i prokuratora. Taki właśnie przebieg wydarzeń opisał sam Ryszard Mączyński do protokołu postępowania rzecznika, a następnie potwierdził przed łowieckim sądem okręgowym w Białej Podlaskiej. Z rozmów z myśliwymi wynika, że posiadający kontrowersyjną przeszłość, szczególnie na niwie kontaktów z rolnikami, prezes Ryszard Mączyński od dawna szukał na Tadeusza Prokopiuka tzw. „haków”, a nadarzającą się okazję wykorzystał z całą premedytacją. *** Nie wiem co zadecydowało, że podjąłem się funkcji obrońcy zupełnie obcej mi osoby Tadeusza Prokopika przed GSŁ. Po części była to chęć zareagowania na brak równowagi w ocenie przez sądy łowieckie takich samych wydarzeń, ale w wykonaniu według linii podziału: „nasz - nie nasz”, a po części chęć obejrzenia od środka swoistego rodzaju dziwnego misterium odbywanego na każdym etapie łowieckiej (nie?)sprawiedliwości. Sala Głównego Sądu Łowieckiego przy Nowym Świecie 35 w Warszawie nie robi pozytywnego wrażenia. Zaraz za drzwiami ciasno ustawione krzesła, u szczytu spory stół dla wygodnego usadowienia się sędziów w wysłużonych mocno, niby zielonych togach, po lewej i prawej dwa biurka. Lewe zajął rzecznik dyscyplinarny, a prawe protokolantka. Na ustawionych ciasno w dwu rzędach krzesłach lokuje się obwinionych, obrońcę trzymającego notatki w powietrzu i osoby obserwujące rozprawę. Nurtuje mnie myśl, jak pomieszczą się na tych kilku ciasnych krzesłach obwinieni z następnej rozprawy, których jak wynika z wokandy ma być aż siedmiu! I co będzie jak każdy z nich przyprowadzi swojego pełnomocnika? Rozprawa nie trwa długo. W swoim wystąpieniu staram się zwrócić uwagę sędziów, że oskarżenie myśliwego o „wykonywania polowania nie mając uprawnień” jest co najmniej nieścisłe. Zgodnie bowiem z ustawą Prawo Łowieckie uprawnienia posiadają osoby wymienione w Art. 42a i dzielą się one na: podstawowe, selekcjonerskie i sokolnicze. Tadeusz Prokopiuk od 1993 roku posiada uprawnienia podstawowe, a od 1995 roku selekcjonerskie. Skazanie „za polowanie bez uprawnień” wydaje się więc nielogiczne. Wskazuję także, że sam fakt „wykonywanie polowania” przez Tadeusza Prokopiuka także wzbudza wiele wątpliwości. Trudno bowiem w świetle wskazanego przez sąd łowiecki Art. 4 Prawa Łowieckiego, jako podstawy skazania, uznać, że towarzyszenie polującemu, bez broni i bez zamiaru „wejścia w posiadanie” jest polowaniem. Wskazując na te okoliczności liczyłem na profesjonalizm i właściwe przygotowanie sądu do orzekania w sprawach łowieckich. Wydawało mi się, że interpretacje przepisów prawa powszechnie znane myśliwym, przez sędziów są znane szczególnie dokładnie. Po ogłoszonej przerwie, potykając się o krzesła, wysłuchujemy werdyktu GSŁ zamieniającego Tadeuszowi Prokopiukowi karę 2 lat zawieszenia w PZŁ, jako niewspółmierną, na karę 1 roku zawieszenia w prawach członka PZŁ. Pikanterii sytuacji dodaje fakt, że obok sędziów: Kazimierza Gaczyńskiego i Jana Świeckiego w orzekaniu brał udział także sędzia Tadeusz Ciborski, ten sam, który sądził i niespotykanie łagodnie potraktował trzech myśliwych z Koła Łowieckiego nr 9 LTM z Lublina, którzy w lutym polując z naganką zastrzelili trzy dziki. Jak widać sędzia T. Ciborski ma inną wagę dla szczególnie nagannego zjawiska jakim jest ostentacyjne zbiorowe lekceważenie kilku ważnych przepisów ustawy, a inną dla sztucznie nadętego „przestępstwa” polegającego na „byciu obok” zwłaszcza w świetle sprawy skłusowanego lisa w tym samym kole łowieckim, łagodnie ocenionej przez organa PZŁ. *** Normalnie sprawa na tym by się zakończyła, pozostawiając w środowisku myśliwych poczucie niesprawiedliwości i dowolności oceny łowieckich przewinień, innej dla swoich, a innej dla pozostałych. Orzeczenie GSŁ w opisanej wyżej sprawie wywołało wiele wątpliwości. Jedną z nich jest brak wyraźnej granicy między wykonywaniem, a nie wykonywaniem polowania. Zwróciłem się więc do najwyższych autorytetów w tej sprawie: twórców prawa łowieckiego, czyli Ministerstwa Środowiska i ZG PZŁ posiadającego wyspecjalizowany wydział prawny. Do obu instytucji zwróciłem się z prośbą ...."o udzielenie informacji (wykładni, właściwej interpretacji) w jaki sposób należy rozumieć definicję polowania zawartą w ustawie Prawo Łowieckie w art. 4"... Zadałem także konkretne pytania czy samo tropienie lub towarzyszenie w polowaniu bez broni jest wykonywaniem polowania? W piśmie Marka Duszyńskiego z Zarządu Głównego PZŁ napisano m.in.: ...”Art. 4 ust. 2 ustawy Prawo Łowieckie definiuje polowanie jako czynności tam wymienione, przy czym elementem niezbędnym w każdym przypadku jest zamiar wejścia w posiadanie zwierzyny. Zatem tropienie zwierzyny, bez zamiaru wejścia w jej posiadanie, jak i inne czynności wymienione w pkt 1 lub 2 wskazanego przepisu jeśli zamiar taki im nie towarzyszy nie są polowaniem”.... Departament Leśnictwa Ministerstwa Środowiska w piśmie podpisanym przez Edwarda Lenarta zastępcę dyrektora wydziału leśnictwa stwierdza m.in: ...”Nie sposób uznać za polowanie przypadek, określony w pkt 2, wymienionego na wstępie pisma, odnoszący się do udziału w polowaniu innej osoby w charakterze osoby towarzyszącej”... Tak więc wykładnia autorytetów prawnych w dziedzinie łowiectwa pozostaje w silnym dysonansie z sentencją orzeczenia Głównego Sądu Łowieckiego w składzie w/w. Pozostaje także zgodna ze sposobem myślenia powszechnie znanym i stosowanym w środowisku myśliwych. W tym stanie rzeczy mimo, że praktycznie za chwilę Tadeusz Prokopiuk zawieszenie w prawach członka PZŁ zakończy, chyba nikogo nie zdziwi fakt, że w imię zasad wniesiono wniosek o rewizję nadzwyczajną na rzecz Tadeusza Prokopiuka, do Łowczego Krajowego, uprawnionego do takiej czynności na mocy regulaminu postępowań dyscyplinarnych w PZŁ. Naszych czytelników poinformujemy o dalszych losach sprawy. |