![]() |
Poniedziałek
04.02.2008nr 035 (0918 ) ISSN 1734-6827
Polowania w KŁ nr 9 ciąg dalszy... ; "OSOBENNOSTI NACIONALNOJ ACHOTY" po lubelsku; Członkowie KŁ Nr 9 LTM jednak ukarani; Kłusować, a dlaczego by nie?; Potrzebny sąd diabelski???; I następne: HISTORIA PEWNEGO POLOWANIA; Czy tylko sprawa jednego lisa?; Czy tylko sprawa jednego lisa? cd. ; Łowiecka (nie)Sprawiedliwość? ; Lis zgnił - sprawa została; Dwa lisy - dwie wagi; Jednak najwięcej wątpliwości co do rzetelności i formalnej poprawności postępowań organów dyscyplinarnych przyniósł cykl artykułów „Baron” suwalski, cz.I, cz.II, cz.III i cz.IV. Przypomnijmy fakty tam opisane. Okręgowy Rzecznik Dyscyplinarny w Suwałkach prowadził postępowanie wyjaśniające, w związku ze zgłoszeniem przez łowczego koła Ryszarda Mielziuka, podejrzenia przebywania w lesie bez wpisu do książki członka koła, a równocześnie Przewodniczącego Okręgowej Komisji Rewizyjnej w Suwałkach Wiesława Konecko. Rzecznik nie przesłuchał ani łowczego koła, ani leśniczego, który cała sprawę ujawnił, ani też nikogo z zarządu koła i po prawie 3 miesiącach odmówił wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Od tego postanowienia Ryszard Mielziuk odwołał się do Okręgowego Sądu Łowieckiego w Suwałkach. Ten sam rzecznik, od razu po odmowie wszczęcia postępowania przeciwko W. Koneko, wszczął dochodzenie dyscyplinarne przeciwko R. Mielziukowi za dopuszczenie do funkcjonowania 3 książek ewidencji polowań w jednym obwodzie koła i w ciągu 15 dni je zakończył, przesyłając akt oskarżenia do OSŁ w Suwałkach. Szybkość działania rzecznika, szczególnie w kontekście jego postępowania przeciwko W. Konecko była tu znamienna, a uznanie w tej sprawie W. Konecko za pokrzywdzonego pozostawiam bez komentarza. W tym właśnie momencie o całej sprawie dowiedziała się redakcja dziennika "Łowiecki". Zwróciliśmy się natychmiast do Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego i Przewodniczącego Okręgowego Sądu Łowieckiego w Suwałkach oraz Głównego Rzecznik Dyscyplinarnego, z pytaniem o stanowisko, czy spraw dyscyplinarnych prominentnych działaczy okręgowych nie powinien prowadzić rzecznik i sąd z innego okręgu. Tak się też po tej interwencji stało, sędziowie w Suwałakach odmówili rozpatrywania odwołania w sprawie odmowy wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przeciwko W. Konecko. OSŁ w Suwałkach rozpatrując wniosek oskarżycielski przeciwko R.Mielziukowi, skorzystał z możliwości zapisanej w Regulaminu Postępowania Dyscyplinarnego w PZŁ i przekazał sprawę istnienia 3 książek w obwodzie zarządowi koła i postanowienie to nie zaskarżone przez rzecznika dyscyplinarnego uprawomocniło się. W ten sposób z powyższych dwóch sprawach pozostało do rozpatrzenia odwołania R. Mielziuka, z którego wyłączyli się sędziowie w Suwałakach i sprawa trafiła do Głównego Sądu Łowieckiego. Tam zarejestrowano ją pod nr rep. N 1/07 i na posiedzeniu niejawnym w dniu 15.02.2007 r. zdecydowano o przekazaniu sprawy do OSŁ w Olsztynie. Do tego momentu, choć można różnie oceniać postępowanie organów dyscyplinarnych PZŁ, to nie złamały one prawa, czego nie będzie można powiedzieć o ich następnych decyzjach, które spotka na dalszej drodze ta prosta przecież sprawa. Wg informacji otrzymanej od Głównego Rzecznika Dyscyplinarnego Tadeusza Andrzejczaka na zapytanie redakcji, OSŁ w Olsztynie miał postanowić o zwrocie akt Syg.Akt ORD(pw)-4/ES/06 dot. podejrzenia pobytu w łowisku bez wpisu do książki przez W. Konecko, do rzecznika dyscyplinarnego, którym za właściwego dla tej sprawy GRD uznał ORD w Olsztynie. W tej sytuacji suwalskie akta trafiły do rąk Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego w Olsztynie Macieja Tauba, który wszczął od początku postępowanie w sprawie podejrzenia przebywania w lesie bez wpisu do książki Wiesława Konecko, pod sygn.akt 9/07 ORD w Olsztynie. W ten sposób za jednym zamachem dwukrotnie złamano prawo:
Ale powyższe to nie wszystko, co w Olsztynie ze sprawą zrobiono. Kiedy do OSŁ w Olsztynie wpłynęły akta skierowane tam przez GSŁ w Warszawie, znajdywały się w nich dokumenty nie tylko sprawy W.Konecko, ale nie wiadomo dlaczego, również dokumenty prawomocnie zakończonego postępowania przeciwko R.Mielziukowi o 3 książki w obwodzie. W sposób jak dotąd przez redakcją nieustalony, akta te trafiły do ORD w Olsztynie, który powtórnie wszczął postępowanie dyscyplinarne przeciwko R.Mielziukowi o te same 3 książki ewidencji polowań w jednym obwodzie. W tym momencie trzeci raz złamano prawo.
Po co wszczynano powtórnie postępowanie dyscyplinarne? Po co ściągano R.Mielziuka do ORD i OSŁ w Olsztynie? Czy był to dalszy ciąg „prostowania” go za śmiałość oskarżenia Przewodniczącego Okręgowej Komisji Rewizyjnej Wiesława Konecko, czy też po prostu zwykły bałagan, bo OSŁ w Suwałkach akta dwu różnych spraw dyscyplinarnych trzymane były w jednej teczce, być może niekompletne, GSŁ nieprecyzyjnie instruował OSŁ w Olsztynie po co kieruje do niego akta, a OSŁ i ORD w Olsztynie bezkrytycznie zabierały się za nowe postępowania dyscyplinarne bez zapoznania się ze wszystkimi dokumentami? Niezależnie jaki z powodów był tu najbardziej znaczący, co najmniej można powiedzieć, że kompetencjami i oczekiwaną od nich starannością, organa dyscyplinarne się w tej sprawie nie wykazały. Redakcja podejrzewała, że nie wszystko w powyższych postępowaniach w Olsztynie mogło odbywać się zgodnie z prawem, dlatego chciała uzyskać konkretne informacje z akt, żeby upewnić się, czy organa dyscyplinarne właściwie stosowały Regulamin Postępowania Dyscyplinarnego w PZŁ. ORD i OSŁ w Olsztynie zakończyły swoje postępowania na przełomie marca i kwietnia 2007 r., a w postanowieniu umarzającym sprawę R.Mielziuka, OSŁ w Olsztynie postanowił, że akta sprawy zwrócone zostają do OSŁ w Suwałkach. Stamtąd, zgodnie z § 83 w/w Regulaminu akta prawomocnie zakończonych postępowań powinny trafić do archiwizacji w zarządzie okręgowym. W miesiącu lipcu 2007 zapytaliśmy się ZO PZŁ w Suwałkach o szczegóły w/w postępowań, a w odpowiedzi usłyszeliśmy, że akta te nie wróciły do Suwałk! Organa dyscyplinarne PZŁ musiały mieć coś do ukrycia bo akta te jakby zginęły lub zostały utajnione. Redakcja dwukrotnie we wrześniu ub r., a więc prawie po pół roku po zakończeniu w/w spraw w Olsztynie, zapytywała rzecznika prasowego PZŁ Marka Matyska, gdzie są te akta, ale odpowiedzią było tylko milczenie. Dopiero Główny Rzecznik Dyscyplinarny w korespondencji z redakcją w miesiącu styczniu br. uchylił rąbka tajemnicy co do w/w postepowań oraz poinformował, że akta znajdują się w Głównym Sądzie Łowieckim. Reszty dokonał anonimowy nadawca, przysyłając do redakcji postanowienie ORD w Olsztynie w sprawie W. Konecko. W ten sposób mógł powstać ten artykuł, bez konieczności dostępu do utajnionych akt. Czy można na podstawie powyżej opisanych przypadków postawić Głównemu Rzecznikowi Dyscyplinarnemu i Prezesowi Głównego Sądu Łowieckiego pytania podważające kompetencje organów dyscyplinarnych zaangażowanych w te sprawy? Czy GSŁ i GRD sprawujące nadzór określony w § 70 i § 71 Regulaminu Postępowania Dyscyplinarnego w PZŁ nad odpowiednimi okręgowymi organami dyscyplinarnymi właściwie interweniowały, jeżeli w tak szkolnie prostych sprawach organa okręgowe wykazują się opisaną wyżej niekompetencją? Czy niekompetencja ta została przez organa nadzoru wykryta i wytknięta, a sprawy wróciły na właściwą ścieżkę postępowania? Czy rzeczywiście była to tylko niekompetencja, czy też działanie celowe organów dyscyplinarnych, gdy oczyścić trzeba było z zarzutów osobę funkcyjną w okręgu lub też gdy szeregowemu członkowi Zrzeszenia wybić trzeba było z głowy czepianie się osób funkcyjnych? Liczyliśmy na komentarz do powyższych pytań, które skierowaliśmy zarówno do GRD Tadeusza Andrzejczaka, jak i Prezesa GSŁ Zygmunta Jabłońskiego. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy. A na koniec, czy opisywane w dzienniku „Łowiecki” „hocki klocki” rzeczników dyscyplinarnchi i sądów łowieckich budują zaufanie do organów dyscyplinarnych PZŁ wśród jego członków? W pojęciu części działaczy, to nasza redakcja takimi artykułami zaufanie to podważa, ale taka jest dzisiejsza rola prasy, szczególnie, jak prasa z wieloletnimi tradycjami, doceniana i akceptowana w organach Zrzeszenia, nigdy jeszcze nie napisała, że jakiś organ Zrzeszenia działał niewłaściwie. Kiedyś była to metoda na budowanie zaufania do organów, ale tamte czasy się skończyły i zaufanie organa budować muszą swoimi codziennymi działaniami, a nie przemilczaniem i utajnianiem wpadek. |