DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Stanisław Pawluk31-03-2011
Poprawa stanów zwierzyny drobnej? cz.II

Kryteria udzielania wsparcia

Na liście obecności jedynego, jak twierdzi Tomasz Mizura, zebrania zespołu „doradczo-opiniującego” przedstawionego w poprzedniej części artykułu, trzy wchodzące w skład zespołu wyręczają się zastępstwami zupełnie innych osób. Posiedzenie to przyjęło kryteria wyboru obwodów łowieckich do wdrażania programu określając je następująco:

1. Pozytywna opinia właściwego Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego lub właściwej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych.

2. Prowadzenie racjonalnej gospodarki łowieckiej przez dzierżawców lub zarządców obwodów łowieckich populacjami zwierzyny drobnej.

3. Uchwała Walnego Zgromadzenia lub Zarządu Koła Łowieckiego bądź Zarządcy obwodu wyłączonego z wydzierżawiania o wyrażeniu zgody na przystąpienie do programu.

4. Ocena przygotowania części łowiska przewidzianego do wsiedleń zajęcy i kuropatw z uwzględnieniem czynników sprzyjających rozwojowi populacji tych gatunków poprzez:

a) Redukcję drapieżników,
b) Zagospodarowania w zakresie zimowych zabiegów dokarmiania,
c) Prowadzenie działań w zakresie introdukcji zwierzyny drobnej.”

W jaki sposób do programu prześliznęły się koła usilnie pozyskujące zwierzynę drobną mimo jej skandalicznie niskiego stanu nie pozwalającego na wykonywanie polowań w ogóle lub te, przekraczające dozwolone limity odstrzałów protokół z posiedzenia zespołu nie precyzuje. Stwierdza jedynie, że:

...„w dalszej części swojego wystąpienia Pan Tomasz Mizura zapoznał uczestników spotkania z wykazem dzierżawców lub zarządców obwodów łowieckich, które deklarują chęć przystąpienia do programu. Powyższa lista została poddana weryfikacji, na podstawie której opracowano wykaz obwodów łowieckich, których dzierżawcy i zarządcy otrzymają do akceptacji i podpisania formalne umowy określające warunki uczestnictwa w programie.”...

„Weryfikacja” ta jest tym dziwniejsza, że w wykazie zatwierdzonych obwodów zawarto rubrykę, w której wpisane są rzekomo posiadane przez koła „własne” woliery, których dane koło nigdy nie miało, nie ma i zapewne długo jeszcze mieć nie będzie, a zające wpuściło do woliery przedsiębiorcy, który od lat stara się robić interes na bażantach, kuropatwach, dzikich kaczkach ze swojej hodowli organizując na swoich kilku stawach i gruncie „proszone” polowania kooperując przy tym na bliżej nieokreślonych zasadach z łowczym miejscowego koła.


Godni dotacji?

Aby wykluczyć tezę, że po wsparcie z kieszeni podatnika sięgają koła, w których strzelanie zajmuje ważną jeśli nie najważniejszą część gospodarki łowieckiej, zapytałem głównego organizatora programu Tomasza Mizurę, które koło łowieckie według jego opinii najbardziej przykłada się do realizacji „odbudowy populacji zwierzyny drobnej”? Tomasz Mizura wskazał Koło Łowieckie nr 8 „Łoś” w Lublinie. W tym właśnie kole wzięły początek „afery” z przekraczaniem planów łowieckich. To właśnie w tym kole mimo ewidentnego przekroczenia planów łowczy uniknął odpowiedzialności karnej dzięki zaangażowaniu w obronę wszystkich organów zrzeszenia do GKR włącznie. To właśnie „biegli” z PZŁ wydawali opinię, że zapisanie dzika strzelonego na jednym obwodzie, a wykazanie pozyskania na obwodzie oddalonym o 150 km przez zupełnie inną osobę nie stanowi poświadczenia nieprawdy. Twierdzili także, że jeśli w planie zatwierdzono 27 sztuk do odstrzału, a padło 33 to nie stanowi to przekroczenia planu. Zastrzelenie wielkiego odyńca zamiast warchlaka także nie jest przestępstwem - twierdzili ci biegli.

Drugim kołem, które bierze udział w programie jest KŁ nr 121 „Świt” w Zamościu, które odnajdujemy na liście podmiotów przekraczających plany łowieckie. Koła, które otrzymywały zwierzynę do introdukcji miały w treści umów gwarancję, zapewnienia bezpieczeństwa otrzymanej zwierzynie. Jak wyglądało to „zapewnienie bezpieczeństwa” w tym kole informowały lokalne media pokazując zające zagryzione przez psy. W jaki sposób możliwym było zagryzienie tylu zajęcy w wolierze znajdującej się w pobliżu zabudowań „opiekuna” nie jestem w stanie zrozumieć, tym bardziej, że kniazienie tylu zajęcy w jednym czasie mogło by wszystkie okoliczne wsie na nogi postawić. Strażnik łowiecki nic na ten temat nie wiedział, a kontakty na prezesa i łowczego są tam tak tajne, że nawet strażnik obwodu ich nie znał.

Dwa koła, to chyba trochę mało jak na 193 koła z okręgu lubelskiego, 32 z okręgu zamojskiego i kilkadziesiąt z chełmskiego i Bialsko Podlaskiego. Koszty poniesione przez Urząd Marszałkowski na ten program to już 200 000 zł., nie licząc 80 tys. zł. kosztów projektu. Czy pieniądze te nie zostały wyrzucane w błoto?


Prawda w cyfrach zawarta…

Popatrzmy bliżej na dane dotyczące inwentaryzowanych i pozyskiwanych zajęcy w kole, które najlepiej ma realizować program wojewódzki. Koło dzierżawi pięć obwodów inwentaryzując i pozyskując zające na każdym z nich. Aby nie narazić się na zarzut manipulowania cyframi także i w tym przypadku posłużyłem się danymi zawartymi w programie wspierając ją danymi opatrzonymi pieczątką i podpisem łowczego KŁ Nr 8 "Łoś" zawartym w planach łowieckich zatwierdzonych przez stosowne nadleśnictwa. Tabela poniżej wskazuje współczynniki zagęszczenia zajęcy we wskazanych obwodach na 100 ha pół w trzech kolejnych latach poprzedzających wejście w życie programu oraz liczbę zinwentaryzowanych i przeznaczonych w planie zajęcy do odstrzału w ostatnim z tych trzech lat.

Nr obwodu07/0808/0909/10inwentaryzacja/plan odstrzału 2009/2010
1033,043,474,34200/40
1455,035,355,66400/120
1604,975,386,21350/70
1622,854,565,70260/40
3082,923,763,76200/20

Z wyjątkiem obwodu nr 160, na żadnym z pozostałych obwodów zagęszczenie zajęcy nie upoważnia do jego odstrzału, bo zagęszczenie wynosi tam poniżej 6 szt./100 ha pół. Wydaje mi się przy tym, że dane dla tego podmiejskiego obwodu są chyba przesadzone, bo widać tu przede wszystkim tabuny psów wybiegających na pola z pobliskich gęsto usytuowanych zabudowań.


Fikcja goniąca fikcję…

Realizacja być może dobrych założeń już na starcie zaczyna się bałaganem i fikcją. Pomijając moim zdaniem stratę olbrzymich pieniędzy na coś, co fikcyjnie nazwane „Projektem…” nic właściwie do sprawy nie wnosi, to już dalsza realizacja „poprawy populacji” przebiega w sposób chałturniczy w niczym nie przypominający dobrego działania i troski o skuteczność podejmowanych zadań. Wbrew treści przywołanego wyżej porozumienia, to nie zespól doradczy, a przewodniczący ZO wskazał koła do uczestniczenia w przedsięwzięciu, kierując się bliżej nieokreślonymi kryteriami i to na kilka miesięcy przed podpisaniem porozumienia. Jeszcze przed podpisaniem tego dokumentu trwały przetargi na materiały do budowy wolier i dostawę zajęcy oraz kuropatw. Zwierzynę dostarczano pod koniec grudnia z nakazem przetrzymywania w wolierach do 31 stycznia, czyli raptem 1 miesiąc.

Wytypowanie kół do „projektu” przez Zarządy Okręgowe nastąpiło w marcu 2010. Marian Flis łowczy okręgowy w Lublinie obok kontrowersyjnego „Łosia” wytypował także Koło Łowieckie nr 36 „Przepiórka”. To ostatnie szczególnie potrzebuje zasilenia w zające, bo plany odstrzału w tym gatunku przekraczało nawet o 40 sztuk. Aby wzmocnić szanse w otrzymaniu dotacji KŁ nr 8 „Łoś” z łowczym Marian Flis posłużył się kłamstwem stwierdzając, że koło to „posiada własną wolierę wymagającą niewielkiej adaptacji”. Zapytany, czy weryfikował tą informację stwierdził, że nie było potrzeby weryfikacji gdyż posiadanie woliery nie było warunkiem przystąpienia do programu.
Koło to nigdy nie posiadało żadnej woliery natomiast w sposób niezbyt czytelny kooperowało z hodowcami zwierzyny łownej na swoim terenie. Tomasz Mizura z Urzędu Marszałkowskiego, który informował mnie o tym kryterium zbagatelizował pytanie. W dokumentacji wytwarzanej po moich pytaniach warunek posiadania wolier pomijano.

W jaki sposób zespół doradczo-opiniujący powołany w sierpniu wywiązał się ze swych obowiązków w stosunku do kół wytypowanych pół roku wcześniej, bo już w marcu ,trudno pojąć. Faktem jest, że łowczy okręgowy Marian Flis w swoim piśmie z dnia 15 czerwca 2010 poinformował redakcję, że do programu zgłoszone zostały cztery koła łowieckie „a zakwalifikowane zostały dwa z nich, które zaakceptowały oraz spełniały warunki wyznaczone przez Zarząd Województwa, odnośnie uczestnictwa w programie.” W jaki „cudowny” sposób koła te zaakceptowały warunki które miały być opracowane przez powołany miesiąc później zespół opiniująco-doradczy chyba się już nie dowiemy.

Tuż przed oddaniem tekstu do druku zapytałem Tomasza Mizurę czy posiada regulamin pracy zespołu opiniująco-doradczego wymagany zapisem paragrafu 5 pkt 2 podpisanego przez zarząd województwa porozumienia z ZG PZŁ reprezentowanym przez dr Lecha Blocha. Tomasz Mizura stwierdził, że taki regulamin nie został dotychczas sporządzony. Dostałem natomiast do wglądu protokół, z którego wynika, że zespół opiniująco-doradczy odbył posiedzenie w dniu 2 lipca 2010, a więc prawie dwa miesiące przed jego powołaniem. Tomasz Mizura stwierdził, że nie jest w stanie wyjaśnić zjawiska, w którym organ wiążąco obraduje i podejmuje decyzje zanim został utworzony.


Zamiast podsumowania

Obserwując początkowy etap realizacji szczytnego w swoim podstawowym założeniu programu nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jedynie samo skopiowanie z innych województw pomysłu jest pozytywne. Mimo, że w jego wykonaniu uczestniczy wielu, w tym znaczących, myśliwych jak choćby wymieniony wyżej autor „Programu…” członek Naczelnej Rady Łowieckiej prof. dr hab. Roman Dziedzic to już na wstępie widać, że zające są tu tylko dodatkiem. Realizacji programu brak jest uporządkowania i logicznego biegu. Więcej widać improwizacji niż profesjonalizmu. Oczekiwania w tym zakresie wyraźnie wskazywały na potrzebę stworzenia realnego programu, zawierającego spory zasób wiedzy o sposobach introdukcji, a zwłaszcza sposobach hodowli klatkowej i następnie sposobów adoptacji do życia na wolności. Projekt ten winien także zawierać przewidziany czas, metody i sposób weryfikacji obwodów dla zasiedleń. Powinien także zawierać przeprowadzenie wiele działań edukacyjnych dla osób, które w sposób długoplanowy zajęłyby się realizacją poprawy populacji. Realizacja przedsięwzięć powinna być powierzona kołom i osobom dającym rękojmię należytej realizacji zadań, a nie takim, co zająca najchętniej oglądają przez pryzmat muszki strzelniczej. Wprowadzanie do tematu kolejnego nadzorcy czy administratora w postaci ZG PZŁ jest moim zdaniem niczym nieuzasadnione.

Czy taką konsumpcją pieniędzy Skarbu Państwa związek działaniem swoich działaczy potrafi udowodnić, iż jest zdolny do skutecznej poprawy zaniedbanego przez lata stanów zwierzyny drobnej osobiście wątpię. Wydaje się, że wątpi także Minister Środowiska skoro planuje wprowadzenie zakazu polowania na zające i kuropatwy.




15-04-2011 23:37 mary W nawiązaniu do poprzedniego komentarza - trzy dni po zającach myśliwi z KŁ Ogar wypuścili 160 bażantów. Po niespełna miesiącu od tego zdarzenia już zupełnie nie widujemy bażantów, za to prawie codziennie natykamy się na ich pozostałości. Wygląda na to, że oprócz drapieżników naziemnych licznie stołują się u nas też skrzydlate. A samych myśliwych ostatnio jakoś nie widać. Szkoda bażantów, szkoda pieniędzy, szkoda zachodu.
05-04-2011 23:58 mary Zdaje się, że mam sposobność obserwacji realizacji tego programu w praktyce. W niedalekim sąsiedztwie mojego domu, jesienią zeszłego roku, myśliwi z KŁ Ogar zbudowali wolierę dla zajęcy. Pilnowali tych zajęcy jak oka w głowie, 24 h na dobę. Niestety, nie zawsze na trzeźwo, a co gorsza w stanie nietrzeźwym zdarzało im się prowadzić samochody po okolicznych drogach. Zające wypuszczono dopiero w marcu, termin wypuszczenia przesunięto ponoć ze względu na mrozy. Według różnych źródeł, w sumie z 50 sztuk kilkanaście nie dożyło tego dnia. Zające co jakiś czas widuję tu i ówdzie, a trzy dni temu znalazłam na swoim polu obgryzioną zajęczą nogę. Choć myśliwi niby redukowali drapieżniki (w okolicy natknęliśmy się na zwłoki jednego psa i jednego lisa) to i tak niemal codziennie widuję jakieś psie włóczęgi. A dziś na spacerze nasz pies znalazł obgryzioną cewkę sarny.
Od początku nie wierzę w ten program. To nie tak, że zająca u nas nie było i trzeba go było sprowadzić. W czasie spacerów spotykaliśmy zająca regularnie, cały czas tu był i jest, choć pewnie niezbyt liczny. Ale z jakiegoś powodu jest go akurat tyle, a nie więcej, i bez likwidacji "tego powodu" więcej się go nie zrobi. Tym powodem wcale nie musi być nadmierny odstrzał (nie wiem jak to wygląda akurat w przypadku tego koła), ale z pewnością, choćby częściowo, tej niewysokiej liczebności zająca winna jest presja drapieżników. Lisy widuję jeszcze bardziej regularnie niż zające, w bezpośredniej okolicy mogę wskazać kilka czynnych lisich nor, a podczas jesiennej orki lisy potrafiły iść za ciągnikiem jak latem bociany. I tak szły dwa, jeden jedną bruzdą, drugi drugą. Kolejna sprawa, że niezależnie od "niekorzystnych zmian w agrocenozach", podawanych jako główna przyczyna spadku populacji zająca w całym kraju, warunki siedliskowe w naszej okolicy zmieniają też bobry. Od kiedy tu zamieszkały z roku na rok jest coraz bardziej mokro.
Efekty introdukcji, zgodnie z treścią programu, można ocenić jedynie na podstawie szacowania liczebności uznanymi metodami. Nie znalazłam niestety informacji jak oceniać się będzie skuteczność samego programu (ciekawe o ile w założeniach autorów ma wzrosnąć zagęszczenie zająca wskutek jego realizacji?). Program w wydaniu województwa kujawsko-pomorskiego opisuje szczegółowo monitoring i ocenę realizacji działań - na raptem 19 stronach mieści to czego nie mieści "lubelski" na 118! Co więcej, zakłada też prowadzenie działań edukacyjnych, m.in. spotkania z sołtysami i mieszkańcami wsi. Tego, przynajmniej na naszym terenie, niestety zabrakło.
01-04-2011 11:20 rarog 72 made in Poland ...
31-03-2011 22:37 _39 To niesłychana kompromitacja naszych „organów” w tzw. poprawę stanu zwierzyny drobnej. Winno się wystąpić i namawiam do tego Redakcję portalu, o zwrot całej sumy wyłożonej przez Urząd Marszałkowski. Należy złożyć doniesienie do prokuratury. Trzeba oczyszczać szeregi polskich myśliwych z takich osobników jak wykazano w felietonie. A to, że przy sprawie kręcił się Lech Bloch to nic dziwnego, bo tam gdzie przerzuca się różne pieniądze, jest okazja coś skręcić. DB

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.