![]() |
Czwartek
22.12.2005nr 144 (0144 ) ISSN 1734-6827 Myśliwskie akcesoria Temat: Sztucer na zbiorowe Autor: lu.dzie godzina: 00:14 Wilderer - nie wiem czy żartujesz czy nie... Śmieję się tak czy siak, ale odpowiem serio, na wypadek gdybyś pisał poważnie: to żaden argument. Lufy można skierować w dół, można zwiększyć odstępy, można poprosić prowadzącego, żeby bardziej uważał... Nie mówię już o tym, że nie raz się robiło takie kawały kolegom i naumyślnie strącało te śliczne czapy kijkiem. No i między lufą battue a standardową jest kilka centymetrów różnicy - ile mniej śnieżnych czap spadnie na czapy postępujące za rozprowadzającym? lu.dzie ps. a teraz już nieserio: Wyobrażam sobie ośnieżony las. Śliczne czapy śniegu na drzewach. Idę gęsiego za prowadzącym na swoje szczęśliwe stanowisko. Ten zaś długą lufą sztucera strąca z gałęzi snieg prosto w twoją twarz. Przecieram zasypane okulary, a to Arcisz, ze swoim arkebuzem CG w 6.5x55SE - nie mogłem się powstrzymać - pozdrowienia. Autor: MarekCz. godzina: 09:11 Sztucer "lever action" w silnych kalibrach (444 Marlin, 45 - 70 Gov., 454 Casull, 450 Marlin) jest rownież niezłą alternatywą na zbiorówki. Zaletą takiego rozwiązania (prócz oczywistych plusów samego systemu, głównie szybkostrzelności) jest niska cena broni, w granicach 2 - 3,3 tys. PLN. Modele z krótką lufą (406 - 560 mm) bezsprzecznie dobrze się sprawdzą w lesie . Cześć jednostek ma gotowe szyny celownicze do szybkiego strzelania lub podświetlane muszki i szczerbiny. Autor: Michał_K godzina: 11:14 Ryszard: troche poza tematem, ale moze Cie zainteresuje - wpadl dzisiaj w lapy rocznik "Dawna Broń i Barwa", wydawnictwo Stowarzyszenia Miłośników Dawnej Broni i Barwy, Oddział Górnoślaski w Katowicach, a w nim artykul panow Reinera Sachsa i Jerzego Zarawskiego "Wstep do slownika rusznikarzy slaskich, cz. X". jest to spis rusznikarni i rusznikarzy na dolnym i gornym slasku, zaczeto go publikowac w 1990. a juz w temacie: "Jedne mają lufy lutowane, ale i wyjustowane niemalże w punkt, a inne dają się justować, bo są nielutowane. Jedne nadają się do ustawienia na każdą amunicję, a inne są przywiązane do konkretnej elaboracji. I nie ma co wydziwiać, bo to broń specjalizowana. Np ekspresy." Wydziwianie nie przeszlo mi przez mysl ;-) Za to przyszlo pytanie: Czy producenci informuja o tym na jaka odleglosc sa wyjustowane lufy konkretnego modelu/egzemplarza? Czy moze trzeba samodzielnie na strzelnicy to ustalic? Druga sprawa to czy roznice w odleglosci przestrzelin na dystansach roznych niz "punkt zero" dla obu luf sa duze (to + naturalny rozrzut trajektorii pociskow + ew. nieoptymalnie zgrana luneta + jak to bywa na polowaniu emocje i "siew" na tarczy, czy nie daj boze na zwierzu rosnie)? "Czy fakt posiadania tylko dwoch luf (ergo - mozliwosci oddania tylko dwoch strzalow, poniewaz przeladowanie lamanca jest bardziej czasochlonne) jest w czasie polowania wielkim minusem? To żadny minus, tylko plus. A po co ci oddanie pieciu strzałów raz za razem?" Nie uwazam tego za minus, wrecz za plus - ale zdaje sobie sprawe, ze na doswiadczeniu mi nie zbywa i wole zapytac. :-) ""Byc moze zatem ekspresy i drylingi kulowe nie nadaja sie do strzelan na wieksze (powiedzmy, ponad 100m) odleglosci " - taki pogląd, to nieporozumienie. Nadają się ale nie ze wszystkich luf. Trzeba po prostu trenowac na strzelnicy i miec pewność pierwszego strzału i czekać na okazję - czasem nawet bardzo długo. Kilka lat temu miałem z półki dubleta w łaniach. Z drylinga. Z jednej lufy - i przeładować zdążyłem." Tutaj, przyznam, zastrzyglem mocniej uszami - czy lufy w ekspresie kulowym roznia sie jakos miedzy soba (pomijam tutaj aspekt ich wyjustowania)? Nie dziwi to przy broni gladkolufowej (rozne czoki), ale przy gwintowanych? Wiem, ze w lutowanych lufach przy rozgrzaniu jednej druga jest "wykrzywiana" i strzela inaczej, ale to chyba nie to. "Jeśi masz dubeltówkę, i masz za duże wątpliwości, to bierz kniejówkę." Dziekuje za rade. Na pewno jest rozsadna, ale mnie i tak ciagnie do drylinga kulowego... ot, takie zboczenie ;-) Wiem, ze pytam ciagle o ogolniki, ale tez staram sie nie sprowadzac rozmowy do roztrzasania cech jednego konkretnego modelu jednej konkretnej marki, a staram sie dowiedziec, czy istnieja pewne ogolne zasady - jezeli przynudzam, przepraszam, ale taki juz jestem, ze pochopny nigdy nie bylem i jezeli tylko sie dalo, wyciagalem ile sie dalo informacji ile sie dalo na dany temat ;-) Autor: Miciał godzina: 14:17 Ja posiadam zgrabny sztucerek produkcji Szwedzkiej (Fallun Vepoten) kal.8x57JS. Lekki, ale już niestety mocno zużyty. Chwalę go sobie ze względu na małe gabaryty przy jednocześnie słusznej kuli. Pozdrawiam. Autor: arcisz godzina: 14:59 Lu.dziu - mój jest raczej z krótkich :-))) Sovy armata to się prezentowała godnie na moich plecach na Mrówkowych gąskach. Wyborny stoper - nawet na grubego zwierza (100kg żywej wagi) każde drzwi mnie na początku stopowały w Stanicy... Autor: batko godzina: 20:14 Koledzy mówicie dużo na temat ekspresu ale niewiele ztego wynika Idea stworzenia ekspresu narodzila się w Angli pod koniec 19 wieku od początku miała być to broń specjalistyczna głównie na safari w Afryce. Klasyczny ekspres posiada lufy ułożone horyzontalnie jak dubeltówka długości 55 do 60 cm. zjustowane fabrycznie i razem zlutowane. Ustawiane były owszem do konkretnej amunicji jako że odległość strzału do zwierzyny afrykańskiej rzadko przekracza 50m słoń,bawół różnica pomiędzy dwoma strzałami na tą odległość jest minimalna. Pamiętać trzeba że czas pomiędzy jednym strzałem a drugim nie może być większa niż 8s. po tym czasie na wskutek nagrzania się jednej lufy następuje odkształcenie drugiej idrugi strzał spudłowany. Ekspres jest bronią wybitnie niezawodną mamy dwie lufy dwa zamki i dwa naboje w razie awari lub niewypału z jednej lufy natachmiast strzelamy z drugiej. Możliwość oddania natychmiastowego drugiego strzału pozostawia w cieniu wszystkie repetiery nawet pułautomaty .Nieprawdą jest że przeładowanie ekspresu zabiera dużo czasu zawodowy myśliwy podchodził zwierzynę z załadowanym ekspresem mając dwa naboje pomiedzy palcami lewej ręki .Po oddaniu dwóch strzałów otwierał broń i przechylał komory nabojowe w dół łuski wypadały same co ciekawe nie uznawano i nie lubiano eżektorów gdyż ich trzask zdradzał pozycję myśliwego co przy tropieniu rannego bawoła było bardzo niebezpieczne. Włożenie dwóch nowych naboji trwało ułamek sekundy i znów mieliśmy broń załadowaną dwoma nabojami z ładownicy myśliwy wyciągał dwa nawe naboje i trzymał je pomiędzy palcami lewej ręki. Trzeba przyznać że na dalekie odległości nie dorówna repetierom ale też nigdy nie miał spełniać tego zadania. W ostatnich dziesięcioleciach pojawiły się różne wynalazki wśród eksprsów niędzy innymi ekspresy o pionowym układzie luf trudno szybko przeładować jak również z lufami bez bocznych szyn fatalny wygląd. Prawdziwy ekspres jest z horyzontalnym układem luf w kal.minimun 8x57 i w góre, bez lunety która go szpeci super na polowania zbiorowe ale dla prawdziwych myśliwych. Wspaniała broń najlepsze co zdołano wymyśleć myśliwi którzy nie potrafią zrozumieć tego wszystkiego niech lepiej nie biorą ekspresu do ręki a zostawią go zawodowcą. Autor: krogulec godzina: 21:00 czyli kto nie ma ekspresu horyzontalnego to ani prawdziwy myśliwy a juz zawodąwiec zupełnie nie ? Batko piszesz ciekawe rzeczy ale mi sie wydaje że chyba nie o prawdziwego myśliwego tu chodziło tylko o pomysł na polowanie z bronią podczas zbiorówek której nie bardzo będzie szkoda , a będzie przydatna w naszych realiach , gdzie trochę tego większego albo mniejszego zwierza .... no a szarżujących bawołów napewno nie uświadczysz .... więc ? Darz Bór ! |