Wtorek
14.11.2006
nr 318 (0471 )
ISSN 1734-6827
Listy do redakcji
OBRZĘDY autor: jani
W ostatnich latach w łowiectwie daje się zauważyć nawrót do tradycji. Są to nie tylko rocznicowe biesiady, tasiemcowe listy odznaczonych zasłużonych, ale również wzrost zainteresowania psami myśliwskimi, ptakami łowczymi oraz piękną i drogą bronią, a także strojami. Za tymi zjawiskami, jak zawsze i wszędzie, podąża rozwój języka łowieckiego w myśl zasady, że każdy byt musi mieć nazwę. Dobrze, jeśli w tym słowotwórczym pędzie odkurza się dawne miana, nadając im nowe treści. Takie zjawiska zachodzą wtedy, gdy wracają niegdysiejsze rodzaje łowów lub przywraca się szlacheckie obyczaje. Mniej cieszą nieudane, sztuczne twory, powstałe na siłę i wbrew językowym normom.

Szeroką i bogatą oprawę otrzymały obrzędy inicjacyjne, wprowadzające adepta łowiectwa do zażyłej braci. Jest to ślubowanie i chrzest myśliwski. Treścią tych aktów jest złożenie przysięgi na wierność zasadom i tradycjom łowieckim oraz wymyślne próby hartu ducha i ciała młodego myśliwego, któremu udało się w coś trafić. Rodowód obydwu obrzędów jest chrześcijański i znaczenie haseł odpowiada wypełniającym je ideom. Ślubowanie wiąże się ze złożeniem ślubu, przyrzeczenia zobowiązującego do jego wypełniania i przestrzegania w przyszłości, chrzest myśliwski zaś wprowadza neofitę do elitarnej społeczności, która rządzi się nieco odmiennymi od powszechnych prawami. O szlacheckich koneksjach wypełniających obrzęd chrztu świadczy możliwość wykupienia się od niektórych uciążliwych „zabiegów” w sposób honorowy.

Obydwa pojęcia spełniają nie tylko wymogi poprawnościowe, ale także przyjęły się w mowie potocznej, wchodząc na stałe do zasobów leksykalnych języka łowieckiego. W wielu środowiskach kultywuje się te obrzędy, przeważnie łącząc je i w różny sposób nadając im podniosły charakter. Zbytecznym i nadmiernie rozmieniającym na drobne jest powtarzanie chrztu myśliwskiego po każdym pierwszym trafnym strzale do zwierzyny. A niegodnym dobrego imienia łowiectwa bywa nierzadkie omijanie „nieustosunkowanych”, lekceważące traktowanie „biedniejszych”, odległe od etyki łowieckiej tworzenie myśliwych drugiej kategorii wbrew statutowej równości praw.

W dokumentach i tekstach oficjalnych chrzest myśliwski zastępowany jest niejednokrotnie przez pasowanie. Słowo to niezbyt wiernie oddaje znaczenie, jakie wypełnia rozważany obrzęd. Pasowanie rycerskie miało bowiem charakter poważnej ceremonii, na ogół powszechnie niedostępnej, elitarnej, dokonywanej w obecności władcy, a jeśli dotyczyło książęcego potomka, było równocześnie jego wyniesieniem i wskazaniem do przyszłej korony. Niewiele ma z tym wspólnego wesoły, myśliwski obyczaj, którego składnikiem bywają często nieprzystojne żarty, bliższe żakowskim otrzęsinom. Pasowanie łowieckie jest obyczajem wprowadzenia młodego myśliwego do szeregu doświadczonych łowców, „starych wyg"; odbywa się po strzeleniu pierwszego grubego zwierza. W obecnej sytuacji będzie to na ogół sarna lub dzik, rzadziej jeleń, nigdy zaś sierść, turzyca czy pióro.

Jeśli zapotrzebowanie sięgnęło tak głęboko w pokłady średniowiecznej polszczyzny, że pogodzi pewne znaczeniowe rozbieżności między słowem i treścią, jeśli pasowanie zostanie przyjęte przez użytkowników, to po jakimś czasie przestanie razić niezgodnością.

Niewątpliwym i niepodważalnym pozytywem nawrotu do tych obyczajów jest w dobie pogarszającej się atmosfery wśród łowieckiej braci, zarówno w relacjach poziomych jak i pionowych , rola integracyjna, spajająca szeregi i budująca przyszłość. Jest wiele Kół i Towarzystw Łowieckich, które o tej doniosłej roli pamiętają.