DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Stanisław Pawluk16-01-2017
Hucpa w OSŁ Koszalin

O wyczynach Okręgowych Sądów Łowieckich pisaliśmy sporo, jako o jednym z problemów, który od lat drąży Polski Związek Łowiecki i wpływa na pogłębianie konfliktów wewnętrznych, wzrastające poczucie krzywd i niesprawiedliwości. Przyglądając się „procesom” w tych sądach nie trudno odnieść wrażenie, że są one wyłącznie dla karania osób krytycznie odnoszących się do poczynań „władzy” łowieckiej oraz wybielania czynów nagannych jakie mają miejsce z udziałem osób ustosunkowanych, zwłaszcza pełniących funkcje we władzach i organach Związku. Kolejny przykład kompromitowania się sądownictwa łowieckiego daje nam okręg koszaliński.

Członek Okręgowej Rady Łowieckiej w Koszalinie Eugeniusz T. jest jednocześnie prezesem Koła Łowieckiego „Słonka” w Grzmiącej. Jak twierdzą członkowie tego koła, prezes i łowczy Lucjan G. zawłaszczyli sobie wszelkie prawa z zakresu wykonywania polowania. Polowania dla myśliwych dewizowych obsługiwane są wyłącznie przez prezesa i łowczego z przysposobieniem jeszcze jednej czasami dwu lojalnych osób. Myśliwych irytował też fakt, że prezes bez żadnych uchwał, ot tak z własnego widzimisię, zamykał obwód bez żadnego racjonalnego uzasadnienia dokonując adnotacji w książce ewidencji myśliwych na polowaniu indywidualnym. W tym czasie nikt z członków koła nie miał prawa przebywania w łowisku. Wszelkie próby dowiedzenia się w jakim celu łowiska są zamykane i do tego bardzo często, spotykały się z brakiem racjonalnego wyjaśnienia. Dociekania ile i jakiej zwierzyny ustrzelono na rzekomych polowaniach dewizowych także były zbywane. Członkowie nie byli informowani o żadnych sprawach związanych z tymi polowaniami. Twierdzą także, że w czasie gdy obwody były zamykane dla członków koła, polowania wykonywali prezes i łowczy oraz ich goście, których danych nie sposób ustalić, bowiem zarówno prezes jak i łowczy nie mieli w zwyczaju dokonywania wpisów do książki ewidencji myśliwych na polowaniu indywidualnym. Nikt nie miał prawa wiedzieć, co upolowano, ile koło zarobiło na tych polowaniach, kto wraz z prezesem czy łowczym polował. Prywata prezesa i łowczego tak dopiekła członkom koła, że postanowili wreszcie coś z tym zrobić. Kilkakrotnie złapali prezesa i łowczego na takich nielegalnych polowaniach, udokumentowali fotografiami brak wpisów w książce ewidencji i zwrócili się ze sprawą do Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego.

Długo opisywać by można bieg postępowania z tego zgłoszenia, które zatoczyło szerokie koło i przez Nowy Świat 35 trafiło do rzecznika dyscyplinarnego w Gdańsku. GRD uznał za racjonalne argumenty myśliwych, iż w Koszalinie, rzetelnej oceny wykroczeń z udziałem Eugeniusza T, aktualnie członka ORŁ w Koszalinie trudno oczekiwać. Zastępca ORD w Gdańsku po zbadaniu sprawy zdecydował o wniesieniu wniosku oskarżycielskieo do właściwego Okręgowego Sądu Łowieckiego w Koszalinie. Pierwszy skład OSŁ długo sprawą się nie zajmował bowiem jeden z sędziów nagle zachorował i po uzupełnieniu składu sędziowskiego rozprawa ruszyła od początku. W skład składu sędziowskiego weszli: Przemysław Woźniak przewodniczący oraz Jan Ryfun i Marek Kolenda członkowie. Przemysław Woźniak na co dzień pełni funkcję prokuratora Prokuratury Rejonowej w Szczecinku. Jest więc – jakby się wydawało – prawnikiem zawodowym z odpowiednim doświadczeniem i w prowadzeniu sprawy wykaże się wysokim profesjonalizmem.

Rozprawy odbywały się w siedzibie Zarządu Okręgowego w Koszalinie. Na każdy dzień rozprawy wzywanych było po kilku świadków, wszyscy praktycznie zamieszkali poza Koszalinem. Kilkakrotnie przyjeżdżali wyłącznie po to aby „pocałować klamkę” i zażądać zwrotu kosztów dojazdu i utraconych zarobków. Świadkowie ci oczekiwali na korytarzu gdzie także oczekiwał rzecznik dyscyplinarny, a obwinieni w tym czasie wraz ze swoimi obrońcami przebywali wraz ze składem sądzącym na sali rozpraw tocząc jakieś narady, których treść nie była znana ani świadkom ani oczekującemu pod drzwiami rzecznikowi dyscyplinarnemu.

Pierwsze trzy dni rozpraw, prowadzonych od godzin południowych do późnych godzin wieczornych, zajął wniosek złożony przez redakcje Dziennika Łowieckiego o wyrażenie zgody na rejestrację obrazu i dźwięku. OSŁ badał sprawę dość wnikliwie przepytując mnie niczym na poważnym śledztwie, aby w końcu odmówić nagrywania przebiegu rozprawy. Łaskawie pozwolił na obecność na Sali z możliwością wykonywania notatek. Do czasu…

Przesłuchanie pierwszych kilku świadków dostarczyło sporo argumentów na poparcie wniosku oskarżycielskiego. Sami obwinieni nie zaprzeczali, że polowali bez zapisywania się do książki ewidencji polowań indywidualnych, a jedynie naiwnie tłumaczyli, że nie wiedzieli, iż polowania dewizowe także odnotowuje się w książce ewidencji. Uważali, że polując z dewizowcami zwolnieni są z przestrzegania tego zapisu prawa. Wieloletni prezes koła, wieloletni członek Okręgowej Rady Łowieckiej i wieloletni łowczy koła – twierdzą, że nie znali przepisów prawa obowiązującego podczas polowania! Także przewodniczący składu sędziowskiego – zawodowy prawnik – prokurator Przemysław Woźniak stwierdził podczas przerwy w rozprawie w rozmowie ze mną, że przewinienie to jest mało znaczące, bo taki stan ma miejsce w całej Polsce, niemalże we wszystkich kołach łowieckich. Rozmowę tą odbyłem przy okazji zapytania o nazwiska sędziów ze składu sędziowskiego bowiem sąd nie zastosował się do swojego „Regulaminu” nakazującego przedstawienie sędziów podczas rozpoczynania rozprawy.

Rozprawy przebiegały w sposób dość nietypowe jak na moje doświadczenia. Chwilami wydawało się, że rozprawę prowadzi adwokat prezesa Janusz Krawczyk, którego najbardziej dalekie od tematu zasadniczego pytania sąd dopuszczał, zezwalał na mało kulturalne zachowanie, pokrzykiwanie na świadków, wychodzenie i wchodzenie na salę rozpraw podczas jej trwania, odbieranie telefonów podczas rozprawy, itp. Jednym słowem zarówno obwinieni jak i ich obrońcy czuli się dość swobodnie na rozprawie podczas gdy rzecznik traktowany był raczej jako piąte koło u wozu, a jego wnioski traktowano lekceważąco. „Rodzinny” stosunek obwinionych i sędziów widać było gołym okiem. Najswobodniej czuł się Eugeniusz T., który każde przyjście na rozprawę rozpoczynał od wejścia do gabinetu łowczego okręgowego, nawet pod jego nieobecność, a na sali rozpraw, czy podczas wspólnych z sędziami kawce w pokoju socjalnym, zachowywał się raczej jak zwierzchnik sądu niż niepewny swego łowieckiego losu obwiniony.

Przesłuchanie obwinionych jest ciekawe zarówno w formie jak i treści. Łowczy Lucjan G. stwierdza, że będzie korzystał z notatek i wbrew przyjętej procedurze swoje zeznania odczytuje. Twierdzi przy tym, że czynu o jaki jest obwiniany dopuścił się z niewiedzy. Twierdzi też, że w kole obowiązywała uchwała zarządu koła, na mocy której wpisywanie faktu odbywania polowania dewizowego nie obowiązuje. Stwierdza także, że uchwała ta była odczytana na walnym zgromadzeniu i nikt jej nie kwestionował! Zeznający świadkowie nawet ci, co systematycznie uczestniczyli na walnych zgromadzeniach twierdzą, że pierwszy raz słyszą o takiej uchwale. Także inni myśliwi dziwią się, że można było coś takiego podać jako argument obrony, a sama uchwała, o ile w ogóle zaistniała, to tylko na potrzeby postępowania przed OSŁ dla obrony prezesa i łowczego. świadkowie zgodnie stwierdzili, że wielokrotnie słyszeli w łowisku strzały mimo, że nikt w tym czasie nie był zapisany jako wykonujący polowanie. Gdy zwracali się z tym do prezesa i łowczego koła byli zbywani, bądź kazano im nie interesować się tymi sprawami. Obrońcy obwinionych podpowiadają, aby oświadczyć, że w każdorazowo zamykając obwód zarząd podejmował uchwałę ustną. Obwinieni powtarzają – sąd nie zwraca na to uwagi. Fakt, że po polowaniu dewizowym nie odnotowano żadnego pozyskania łowczy tłumaczy tym, że dewizowiec nic nie strzelił, przyjechał oglądać zwierzynę, nagrywał, robił zdjęcia. Myśliwi dość sarkastycznie twierdzą, że po tej sesji fotograficznej odnaleźli krwawe ślady i resztki patrochów i żartują, że zapewne w aparacie pękła błona i to ona krwawiła, a patrochy zwierzyna sama wyrzuciła, aby szczuplej wyglądać na fotografii.

Podczas zeznania jednego ze świadków obrońca obwinionych wnioskuje o przesłuchanie z przyrzeczeniem. Przewodniczący stwierdza, że nie ma treści przyrzeczenia. Obrońca łowczego adwokat Winnicki biegnie szukać. Po złożeniu przyrzeczenia świadek zeznaje, że był świadkiem zdarzenia jak prezes zjawił się w miejscu, w którym on polował i strzelił łanię w odległości ok. 80 metrów od niego, oddając strzał w kierunku szosy. Sięga po kartkę, na której ma zapisaną datę zdarzenia. Fakt ten spotyka się z ostrą wręcz krzykliwą reakcją obrońcy Janusza Krawczyka, który nie sprzeciwiał się jak łowczy odczytywał swoje zeznanie w całości z kartek. Gdy świadek podszedł do prezesa świecąc latarką, bo jak twierdzi księżyc często zanikał, ten go zwyczajnie obsobaczył i stwierdził, że on wykonuje plan, a świadek jest niekoleżeński. Prezes koła i zarazem członek ORŁ Eugeniusz T.do książki ewidencji na to polowanie nie był wpisany. Inny świadek twierdzi, że widział Eugeniusza T. z ustrzelonym bykiem jelenia, który po jego interwencji został zapisany do książki dopiero kilkanaście dni później. Świadkowie opowiadają jak to z pełnienia funkcji skarbnika zrezygnował kolega nie akceptujący działań prezesa, a także zrezygnowało ze swoich funkcji dwu członków komisji rewizyjnej.

Przewodniczącego składu sędziowskiego Przemysława Woźniaka bardziej jednak interesuje, kiedy, gdzie, w jakich okolicznościach członkowie koła podpisali doniesienie o sprawach dziejących się w kole, dlaczego wysłali pismo do Rzecznika Głównego, a w szczególności naciska na ustalenie kto redagował pismo, które podpisało wielu członków koła. W zachowaniu Przemysława Woźniaka bardziej widoczna była chęć ustalenia i dociśnięcia organizatorów akcji wyrażającej niezadowolenie, niż sam fakt naruszenia norm prawnych przez dwu eksponowanych funkcyjnych działaczy okręgu koszalińskiego. Na zakończenie obrońca Eugeniusza T. ustalił kolejność przesłuchania świadków w kolejnym dniu rozprawy i zapowiedział powołanie nowych. W swojej wypowiedzi zapowiedział, w tonie sensacyjnej informacji, że strona oskarżająca zostanie zaskoczona druzgocącymi faktami. Te fakty nie okazały się żadną sensacją, a jedynie plotkami jakby na zamówienie i do tego nie mającymi żadnego związku z prostym naruszeniem przez obwinionych obowiązku dokonywania wpisów w książce ewidencji na polowaniu. Jak poprzednio tak i tym razem przewodniczący składu sędziowskiego z lubością i szczegółowo nurza się w szczegółach konfliktu w kole, plotkach i kłamstwach, z których żadne nie ma odniesienia do czynu zarzucanego obwinionym. Drąży tematy, które jedynie wydłużają rozprawę nie wnosząc nic istotnego do meritum.

Na pytanie sądu świadek Ryszard N. oznajmia, że wie o co jest sprawa i zeznaje, że podczas przypadkowego spotkania usłyszał od kolegi z koła Romana W., że opozycja prezesa teraz wygra, bo ma dobrego doradcę redaktora z Braci Łowieckiej o nazwisku Pawlak. Opisuje jakim samochodem przyjechał podając kolor i markę samochodu , że był z żoną i stwierdza, że Romana W. zna jedynie z koła i nie utrzymuje bliższych kontaktów. Po rozprawie dowiaduję się, że obaj to dwaj wieloletni przyjaciele, razem polujący i razem nie jedną nalewkę wychylili. W kole uważano ich za papużki nierozłączki. Sąd zwalnia świadka, ale obrońca Jacek Winnicki poleca zostać na sali. Przemysław Woźniak przytakuje i ustala kolejny termin rozprawy dopasowując go do potrzeb obwinionego Eugeniusza T. Na kolejny termin postanawia ponownie wezwać przesłuchanego wcześniej Ryszarda N. celem dokonania konfrontacji świadków na okoliczność czy obaj rozmawiali, czy nie na tematy nie mające związku z zapisami w książce ewidencji i mającymi (ewentualnie) miejsce w wiele miesięcy po zaistnieniu wykroczenia i choćby z tego powodu żadnego wpływu na fakt powstania wykroczenia łowieckiego nie mają.

W trakcie dwu rozpraw trwających od południa do późnych godzin wieczornych sąd zdołał przesłuchać zaledwie kilku świadków, a resztę czasu poświęcając kwestii obecności dziennikarzy na rozprawach. W trzecim dniu rozprawy sąd dokonuje konfrontacji obu świadków. Ryszard N. potwierdza swoje zeznania natomiast Roman W. zaprzecza jakoby do tego spotkania w ogóle doszło. Twierdzi, że nazwisko redaktora „Braci Łowieckiej” jest mu obce i nigdy na tematy doradztwa z nikim nie rozmawiał i nie wie, czy w ogóle ktoś grupie myśliwych doradzał czy nie. Obrońca Janusz Krawczyk doręcza sądowi plik wydruków z portalu lowiecki.pl i ponownie stawia wniosek o utajnienie rozprawy. Jako argument Janusz Krawczyk podaje iż na stronach dziennika „Łowiecki” ukazał się tekst zatytułowany Pokrętna sprawiedliwość łowiecka cz. 3 poświęcony sprawie zapadłej także w OSŁ w Koszalinie, gdzie za jeden brak wpisu, dokonanie którego myśliwy zlecił uprawnionemu do tego koledze, na końcu której zamieszczono następującej treści przypis:

PS
Aktualnie przed tym samym sądem łowieckim trwa postępowanie o systematycznie wykonywane polowania bez dokonywania jakichkolwiek wpisów przez uważanych za wpływowych w środowisku łowczego i prezesa Koła Łowieckiego „Słonka” w Grzmiącej. Obserwuję przebieg tego postępowania z wielkim zainteresowaniem, bo mając na uwadze linię orzecznicza wytyczoną sprawą Marka Bubleja oraz wielokrotność przewinień zarzucanych prezesowi i łowczemu „Słonki” w porównaniu do opisanej wyżej, wyrok może być ciekawy.



Sędzia OSŁ Przemysław Woźniak stwierdził, że poddał wnikliwej analizie teksty zamieszczone na portalu www.lowiecki.pl, w tym teksty pisane pod nick'iem „aurora borealis”, pod którym kryje się nie trudna do zidentyfikowania osoba sugerując, jakoby był to tekst mego autorstwa. Stwierdził wręcz z mocą wyroku sądowego, że wbrew woli obrońców Stanisław Pawluk publikował dane osobowe obwinionych. Kierując się troską – jak stwierdził – o dobro osobiste obwinionych wydał postanowienie o utajnieniu rozprawy.

Po opuszczeniu sali rozpraw sięgnąłem po przepisy prawne dotyczące ujawniania rozpraw. W art. 35s ustawy Prawo Łowieckie znajduje się zapis zaledwie dopuszczający stosowanie przepisów kodeksu postępowania karnego, ale jedynie wówczas gdy nie znajdują one uregulowania w zasadach funkcjonowania rzeczników i sądów łowieckich. Sięgam więc po "Regulamin Sądów Łowieckich i Rzeczników Dyscyplinarnych w Polskim Związku Łowieckim” gdzie w §38 stwierdza się: Rozprawa przed sądem łowieckim jest ustna i jawna. Oznacza to wprost, że sądy łowieckie nie mają możliwości dla kaprysu, czy interesu łowieckiego „przestępcy” utajniania rozpraw. Samo analizowanie publikacji medialnych i na jej podstawie wydawanie swoich postanowień nie wiedząc jeszcze co i w jaki sposób zostanie opisane wydaje się i głupie i nieracjonalne. Wskazuje jedynie do jakich kroków jest w stanie posunąć się władza łowiecka, aby członkowie nie wiedzieli, co wyprawia i jak zachowuje się wierchuszka, której członkowie oddają swoją kasę.

Przewidując takie właśnie zakończenie udziału mediów w rozprawie koszalińskich łowieckich VIP-ów odbyłem wcześniej szereg rozmów z osobami wytypowanymi na potencjalnych świadków. Udało mi się, po za zeznającymi w części jawnej rozprawy, uzyskać informacje od przyszłych świadków: Romanem W., Mieczysławem Sz., Ryszardem P. i Dariuszem Z.. Z ich relacji wynika, że rzeczywiście członek Okręgowej Rady Łowieckiej w Koszalinie podporządkował sobie wszystkie sprawy koła. Członkowie nie są zapoznawani z decyzjami zarządu, prezes i łowczy wielokrotnie dawali powód do podejrzeń, że nie wykazywali faktu odstrzelenia zwierzyny, nikt z koła poza zaufanym prezesa nie miał prawa wiedzieć i widzieć co ustrzelili dewizowcy, jakiego rodzaju polowania podczas zamknięcia obwodu odbywają się na terenie ich koła i z jakich powodów nie mogą polować w danym czasie. Nie byli w stanie zweryfikować dochodów koła z polowań komercyjnych – wszystko bowiem okryte było tajemnicą. Polowania prezesa i łowczego bez dokonywania wpisów do książki ewidencji oraz inne bolączki stały się podstawą do silnego zbulwersowania tymi faktami, a brak jakiejkolwiek reakcji władz okręgowych zmusił myśliwych do szukania pomocy u Głównego Rzecznika Dyscyplinarnego.

Dzisiaj kolejna bardzo tajna rozprawa. Przytoczone wyżej okoliczności każą powtórzyć publikowaną wcześniej myśl: wynik tej rozprawy może być bardzo ciekawy.











19-01-2017 16:39 aurora borealis a tu jakby temat przysechł, a przecież jest również ważny, jeśli nie najważniejszy w obecnej chwili.
17-01-2017 18:34 aurora borealis "Dzisiaj kolejna bardzo tajna rozprawa. Przytoczone wyżej okoliczności każą powtórzyć publikowaną wcześniej myśl: wynik tej rozprawy może być bardzo ciekawy."

Nie została przełożona na kolejny tydzień.

Czemu czytając ten tekst odnoszę wrażenie jak bym siedziała na sali sądowej.

Bardzo dokładna relacja z przebiegu postępowania sądowego, mam nadzieja, że wszyscy dowiemy się o finale tej sprawy. Tym bardziej, iż jest ona w skali kraju precedensowa i wyjątkowa. Członek ORŁ, Prezes KŁ i wielokrotnie odznaczany członek PZŁ i nie tylko, w postępowaniu sądowym, jaki będzie finał?

Wszyscy o tym dokładnie się dowiemy, ze szczegółowych relacji uczciwych członków Polskiego związku Łowieckiego.

Jakie będzie odniesienie na inne sprawy toczące się lub już zakończone przed organami dyscyplinarnymi PZŁ? Czy dalej będą prowadzone postępowania w kierunku upokarzania i dręczenia a także wyrzucania z szeregów PZŁ, czy też postępowania zgodne z litera prawa a nie "układów" i "pomówień".

To wszystko i wiele innych rzeczy dowiemy się po zakończeniu procedowania przed Okręgowym Sądem Łowieckim PZŁ w Koszalinie.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.