DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: luki1320-03-2006
Moje pierwsze polowanie w życiu.


Chciałbym opowiedzieć jak zaczęła sie moja przygoda z łowiectwiem.

Muszę zacząć od tego, iż w czerwcu 2002 roku zmarł mój wujek, który był leśniczym i zarazem wielkim myśliwym. Prawie każdy dzień spędzał w lesie, zarówno w pracy jak i na polowaniach. Kiedy żył nie interesowałem się łowiectwiem, nie chodziłem do lasu, nie znałem poszczególnych gatunków zwierząt i ptaków. Miesiąc po jego śmierci, gdy byliśmy w jego leśniczówce, zacząłem się przyglądać jego trofeom w gabinecie, czytać "Łowce Polskie", których miał bardzo dużo, przeglądać fotografie z polowań. Wtedy się właśnie zaczęło. Zafascynowało mnie to wszystko i moim celem bylo pójście chociaż na jedno polowanie. Był tylko jeden problem, a mianowicie z kim?
Zacząłem także zbierać parostki, kupować gazety związanie z Łowiectwem. Ciocia podarowała mi parostki kozła strzelonego przez wujka. Zacząłem także chodzić po polach, które znajdują sie niedaleko mojego bloku. Obserwowałem tam rożne ptaki, bażanty, kuropatwy, grzywacze... Na razie nie miałem żadnego "sprzętu", ale wtedy o tym nie myślałem. Gdy szedłem na obserwacje na pola, koledzy się ze mnie śmiali, ale to mnie nie obchodziło, ważniejsze była przyroda.
Za każdym razem, kiedy byliśmy u cioci chodziłem do lasu i miałem nadzieję, że spotkam jakiegoś dzika lub sarnę.

To wszystko się tak ciągnęło, aż do momentu moich urodzin w 2003 roku. Na urodziny te przyszedł nasz sąsiad, do którego od małego mowiłem "wujek". On jest myśliwym od około 15 lat i znanym w całej Polsce i Europie preparatorem zwierząt. Na urodzinach powiedziałem mu o moich zainteresowaniach, pokazałem to, co zbierałem, zapiski z obserwacji, parostki i inne. Wtedy właśnie zaproponował mi wyjście na polowanie na kaczki. Byłem tak szczęśliwy, że nie spałem całą noc. Wujek obiecał na urodzinach, że przyjdzie po mnie jutro, około godziny 17.00. Przez cały ten czas nie mogłem się doczekać polowania.
Wujek spóźnił się 5 minut i ja już prawie płakałem, że nigdzie dziś nie pojadę, ale jednak przyszedł i pojechaliśmy. Jescze przed wyjazdem nie wiedziałem w co się ubrać. W końcu założyłem jakiś stary dres.

Na polowanie jechaliśmy na 3 małe stawiki, leżące obok siebie i rzeki Brynicy. Dzień był piękny, słońce świeciło, wszystko zapowiadało sie super. Gdy przyjechaliśmy na miejsce wujek złożył dubeltówkę. Szliśmy, tzn. skradaliśmy sie obok stawików. Na ostatnim zauważyliśmy kaczorka. Wujek dał mi swoją lornetkę i obserwowałem co dzieje się na wodzie. Potem powiedział abym został, a on zakradnie sie na drugi brzeg. Tak też się stało. Wujek dotarł na miejsce ja byłem strasznie poddenerwowany. Nagle kaczor zerwał się i padł strzał. Spadł do wody. Wtedy miałem w sobie bardzo wiele emocji. Z jednej strony było mi trochę żal kaczorka, a z drugiej byłem bardzo szczęśliwy. Powoli zapadał zmrok. Poszedłem po swą "pierwszą" kaczkę, chwyciłem ją mocno i przyniosłem do wujka. Bylem bardzo szczęśliwy. Następnie ustawiliśmy się i czekaliśmy na krzyżówki. Podleciało kilka i wujek wygarnął do jednej z nich. Spadła. Poszedłem po nią z uśmiechem na twarzy. Sytuacja powtórzyła się i mieliśmy na pokocie 3 kaczorki. Nie ma słów, którymi mógłbym opisać to, co wtedy czułem.

Teraz po kilku latach, myślę co by było, gdy by śp. wujek żył. Na pewno każde wakacje spędzałbym razem z nim na polowaniach. Uczyłby mnie sztuki łowieckiej. Po prostu "pokazałby" mi łowiectwo.

Zakończe może banalnie, ale prawdziwie:
"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą".




24-08-2008 00:36Simex96ach...z kąd ja zmam tą pasje...?;> niestety nie mam z kim chodzić na polowania...;/
Ale czekam wytrawale do tej chwili kiedy bede mógł złożyc podanie i przyjęcie na starz do naszego koła...
Darz Bór!
16-05-2006 10:42ZubelPrzypomniałeś mi moje początki z łowiectwem. Miałem wtedy 8 lat i - niestety - puste obietnice wyjazdu na łowy. Teraz już jestem myśliwym czego i Tobie życzę. Z pozdrowieniem, Darz Bór
31-03-2006 02:38Jozef StarskiTo opowiadanie powinieneś zamieścić także w szkolnej gazetce. Niechby Twoi rówieśnicy zajrzeli w Twoje myśli i uczucia, a wtedy może dotarło by do niektórych, że łowiectwo to naprawdę wielka i piękna rzecz. Gratuluję opowiadania i życzę spełnienia marzeń.
20-03-2006 22:02hunter ( BT)Gratuluje opowiadania! Mam nadzieje Łukasz ,że w najbliższym możliwym czasie zostaniesz myśliwym i spełnisz swoje marzenia . Pozdrawiam DB
20-03-2006 20:22Łukasz>>>Piękna opowieść o twoich początkach z łowiectwem tylko szkoda ze zaczeła się dopiero potym jak twój wujek zmarał.DB

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.