DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Dominika12-05-2009
Kury na Sikorniku

W niedziele umówiliśmy się na kuropatwy. Po nocce w pracy - głośnej dyskotece, aż marzył się odpoczynek w polach na łonie natury. Rano po dwugodzinnym śnie ciężko było się podnieść z łóżka, ale wizja polowania na kury szybko pogoniła mnie spod ciepłej pierzyny. Raz dwa, łazienka, śniadanie i szykowanie amunicji.
- O kurcze!!! - nie mam szóstki.
Szybkim krokiem pobiegłam do szafki gdzie tata trzymała amunicję. Był w lesie więc spokojnie mogłam podebrać mu troszkę patronów. Na gorącym uczynku przyłapał mnie pies, który ciepłym jęzorem lizał mnie po stopach. Chyba czuła już co się dzieję i nie odstępowała mnie na krok. Szybko spakowałam termos, kanapki, wierna simsonka i w pola.

Pies usiadł jak zwykle na tylnym siedzeniu i całą drogę smarował nosem czyściutkie szyby srebrnej błyskawicy. Trochę mnie to złościło, ale radość polowania przyćmiła złość na moją przyjaciółkę, która swoim psim wzrokiem potrafiłaby wyprosić wszystko. Te potulne, ciepłe ślipia potrafiły zmiękczyć każdego. Umówiłam się z Ciopkiem na moście w Bobrowej. Zapolujemy od Koniowej. Pogoda taka sobie, ale że może być tylko dobra lub bardzo dobra, określam ją na dobrą. Psy wypadły z auta i chłonęły świeże powietrze. No to co, idziemy. Przed nami buraki. Psy okładały pole troszkę nerwowo. Nagle moja Gafa zniżyła chód, a ogon merdał jak zwariowany.
- Oho - myślę, trzeba zwiększyć czujność. – Szukaj poszukaj - dopinguję pieska.
Nagle Gafa zamarła w bezruchu. – Patrz jaka stójka!!! krzycze do Ciopka. Nie ma większej radości niż pies w stójce. – No daj , daj - Gafa rusza - serce bije jak zwariowane moje i psa pewnie też.
I nagle to co myśliwskie ucho kocha najbardziej charakterystyczny furkot. Jakie stado!!
Wybieram skrajną i oddaję strzał. Spada. Pies biegnie i szuka aportu. Duma rozpierała me damsko- myśliwskie serce. Krzyczę do Ciopka - Patrz jak się strzela!!! Hahahaha- choć w głębi duszy wiedziałam, że to chyba jakiś fuks.

Szliśmy dalej. Stadko siadło gdzieś po prawej, ale ponieważ wyjście miało też charakter rekonesansu, więc zostawiliśmy je i idziemy dalej. Psy pracowały wzorowo, wystawiały stadka, dotrzymywały, ale i pogoda sprzyjała - bezwietrznie, sucho. Strzeliliśmy po dwie kuropatwy i po kogucie.

Wstając rano popatrzyłam za okno. Piękna, słoneczna pogoda. Idealna na polowanie. Dzwonię do Ciopka, może ma wolne. W telefonie usłyszałam - mam urlop. No to nie ma na co czekać. Jedziemy od Sikornika. Taki maraton to jest to. Po niedzieli psy trochę dotarte, będą spokojniejsze.
Zajeżdżamy na Sikornik, a tam już spod krzaków wycieka stadko... ba... ok. 20 szt. Uśmiechy i radość udziela się psiakom, które ledwo wytrzymują w aucie. Na spokojnie poczekaliśmy, aż stadko wycieknie w buraki, zabraliśmy co potrzeba , psy na smycz i po dłuższej chwili ruszyliśmy na przód. Kiedy w pełni gotowości zbliżyliśmy się na odpowiednią odległość do buraków, teraz można było dopiero puścić psy, które już widziały co mają robić. Pięknie okładając buraki zastygły w stójkach, ale nie na długo bo ruszone kuropatwy już wyciekały. Więc psy ruszyły i stadko fiurgneło przed nami. Bach bach, bach , bach!! – rozległo się w polach. Ale nic nie spadło. Gafa jakby z pretensjami obejrzała się na swoją panią, równie zniesmaczoną swoim strzelaniem. Ciopek wyglądało na to, po jego minie, że również nic. Ale co tam, pośmialiśmy się z siebie i ruszyliśmy dalej. Niedaleko w polach pracowali ludzie. Szkółki, uprawy... Piękna mozaika pól. W niewielu miejscach ostał się już taki krajobraz. W swoich rozmyślaniach, spojrzałam na pas amunicji gdzie były już cztery puste miejsca. Przez myśl przeszła mi wizja, że braknie mi amunicji. Zupełnie jak za czasów kiedy chodziłam z tatą na polowania, a kuropatw na polach było mnóstwo.

Idziemy dalej , schodzimy do dołu pasem uprawy... Ja z jedne strony, Ciopek trochę dalej z Brokiem. Gafa stanęła, poderwał się kogut... trochę dalej stanął Brok. Nagle słyszę strzały ale nie widzę kur... Patrzę a ognistą wstęga sadzi ile sił wlezie przez szkółki. Hahahah... rozbawił mnie ten widok. Mój przemiły koleżka zaskoczony przez mikitę, choć kto tu bardziej kogo zaskoczył...
Na samym końcu psy zaczęły zniżać się do ziemi, i nagle stoją. - Daj daj, krzyczę do Gafy!
Poderwało się stado, równie duże jak to poprzednie, i tak samo jak poprzednio - nic. – Cholera myślę, dobrze, że nikt nie widzi. Kiwnęłam na Pawła i zaplanowaliśmy, że kolejną góreczkę weźmiemy od góry na kanał. Zachodzimy od góry, poderwało się stadko i przysiadło na dole pod kanałem. No to dobra, mamy je. Idziemy pomału na dół. Psiaki jednak zwietrzyły kolejne stadko, które furgnęło z daleka już, ale na strzał; Bach, bach.... bach bach.... nic. Cholera jasna co jest... wkurzam się pod nosem.

I gdy tak się wkurzałam kolejne stadko poderwało się spod mojego nosa, na gwałt wyciągam, naboje z pasa ładuję szybko do simsonki i oddaje dwa równie niecelne strzały. - Ja nie poluję już!!!... krzyczę, toż to parodia, a nie łowy.

Ciopek ubawiony po pachy, też chyba miał dość. Ale psy jeszcze nie. Spotkaliśmy jeszcze z trzy stadka i nic. Działo się to w niezmała 1,5 godziny. Po tym to czasie mój pas zaświecił pustkami.
Zrezygnowani wracaliśmy do auta... miałam ochotę wrzucić broń do rowu... – Przynajmniej nikt nie widział tych strzeleckich wybryków... – mówię do Pawła. Wracając do auta mijaliśmy rolnika na ciągniku, który kiwał ręką i krzyczał – Hahaha, cieniasy z was...!!! Tego było już za dużo. Za chwilę dzwoni tata, i mówi, że meldują mu koledzy, że na Sikorniku chyba wojna wybuchła bo strzał po strzale.

Usiedliśmy pod autem, pogoda dopisywała. Nagle w pobliżu słychać kuropatwy, zwołują się. Popatrzyłam na Gafe, a pies jak nigdy mruknął (leżąc na trawie ) i schował łeb w łapy, wykręcając się zadem.
Oto odpowiedź.




12-05-2009 22:54CiopekTak to wlasnie było :))) DB byle do września !!
12-05-2009 22:06Dominikadrugie polowanie nie bylo po dykotece proszę czytać uważnie;)
12-05-2009 17:16jeanAlbo dyskoteka albo polowanie takie jest wytłumaczenie tych ekologicznych strzałów.
DB
12-05-2009 15:25ULMUS:) nie mamy takich kuropatw u siebie, ale cieszy mnie to co u Was wycieka i furkocze
DB

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.