DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: robcio214-01-2010
Z RURKĄ NA BYKA

Od kilku tygodni myślałem tylko o tym wyjeździe. Janusz, mój przybrany wujek i kolega po strzelbie obiecał zabrać mnie w Bieszczady na byka. Wspaniały to kolega, bo dotrzymał słowa i przez cały czas życzył powodzenia. Nie miałem jeszcze na rozkładzie jelenia, więc ciągnęło mnie bardzo ku nowej przygodzie.
Łowisko, w którym przebywałem i w którym dane mi było polować to miejsce bardzo urokliwe. Tamtejsza przyroda urzekała barwami kończącego się lata i rozpoczynającej się jesieni. Zachęcała by wejść do lasu i sycić się leśnym spokojem, a przy tym polować i to z jakim wynikiem. Chciałbym tam jeszcze powrócić...

* * *

Już kilka dni uganialiśmy się za jeleniami. Rykowisko jeszcze się nie rozpoczęło, pogoda nie sprzyjała, było za ciepło. Jednak nadzieje nas nie opuszczały. Każdego dnia odwiedzaliśmy nowe ostoje, tropy były i to liczne, ale byka ani widu ani słychu. I tak mijał dzień za dniem, aż czwartego dnia...
Przewidywałem koncert byków i nie pomyliłem się. Było zimno i mglisto. Pogoda jak na zamówienie. Wstaliśmy wcześniej niż zwykle i pojechaliśmy na składzik drewna. Ciekawe było to, że Kaziu oprócz zwykłego ekwipunku zabrał ze sobą rurkę... od odkurzacza. Zjechaliśmy z drogi i samochód zostawiliśmy na brzegu strumienia. Zasiedliśmy na tej zwyżce co siedziałem wczoraj. Idąc w jej kierunku już słyszeliśmy byka. Pełni nadziei popatrzyliśmy na siebie. Byk odezwał się naprzeciwko nas. Był wysoko w górach. Jego donośne tony ożywiły inne byki będące w okolicy. Rycząca orkiestra rozpoczęła koncert na dobre. Byki grały ze wszystkich stron. Coś pięknego.
Nigdy nie przeżyłem jeszcze rykowiska. Nie myślałem teraz o strzeleniu byka. Byłem tak zauroczony tym co słyszę, że chciałem by trwało to jak najdłużej i chciałem go zobaczyć.
Kaziu podjął decyzję, że schodzimy ze zwyżki. Byki wciąż ryczały, a ten na górze najdonioślej. Był najmocniejszy i to było słychać. Udaliśmy się na spotkanie z nim. Nie przypuszczałem, że będzie ono tak wspaniałe i emocjonujące.

Pięćset metrów w górę pokonywaliśmy etapami prawie godzinę. Kaziu wyjął zabraną z domu rurkę i ku mojemu zdumieniu zaczął wabić nienaganną melodią. Byk ryczał, a mnie ściskało w dołku. Byk ryczał dalej, Kaziu dalej wabił, a mnie coraz bardziej ściskało w dołku. Ach te moje nerwy, żeby tylko nie zawiodły. Za to rurka, co ciekawe, sprawdzała się na tym koncercie jak sekcja instrumentów dętych, poza tym Kazik był muzykiem nie od parady i grał po mistrzowsku.
Jeleń trzymał się swojej ostoi, zaś my od czasu do czasu tupiąc w ziemię i uderzając patykiem w leszczyny zbliżaliśmy się do niego. Jego donośny ryk doprowadził do tego, że zaschło mi w gardle, ale mały łyk z piersiówki zrobił swoje. Trochę uspokojony zapytałem ile metrów. Ze dwieście – odrzekł Kazik. Byk musiał być mocny. Niewzruszony ryczał w jednym miejscu. Wyraźnie nuta jaką wabił Kaziu mu odpowiadała, albowiem nie pozostawał obojętny na wab. Zachowanie jesiennego króla lasu wskazywało, że dążył do rogowania, ale na przeciwnika oczekiwał na swoim terytorium i ani myślał się ruszyć.

Do ryczącego byka było coraz bliżej. Sto metrów, może mniej. Gdyby nie drzewa byłby jak na dłoni, a tak czy dojrzę go w gęstwinie? Kaziu i byk przekomarzali się w ryczeniu niesłychanie. Jeden nie skończył, a drugi już zaczynał. Tony jakie wydobywali stawały się wręcz agresywne i gdybym nie wiedział, że to nie dwa byki byłbym przekonany, że dojdzie do potyczki jeleni.
Przekroczyliśmy śródleśny strumień i stanęliśmy. Od zwierza dzieliło nas kilkadziesiąt kroków. Byk mocno i groźnie zaryczał. Jak okazało się po kilku minutach, była to jego ostatnia melodia, już żegnał się z knieją.

Wybrałem dogodne miejsce do strzału i zastygłem w oczekiwaniu. Po mojej lewej stronie usłyszałem szelest, byłem pewien, że to on. Adrenalina walnęła tak mocno, że nie mogłem opanować emocji i cały drżałem. Jak się później okazało denerwował się i Kazio. Miał duże obawy czy moje emocje nie przekreślą efektu polowania. Zobaczyłem jak poruszają się leszczyny, a za chwilę go ujrzałem. Był potężny, kroczył dumnie w zieleni otaczających go drzew. Spojrzałem na Kazia, skinął głową. Otarłem pot spływający z czoła i złożyłem się do strzału. Byk zatrzymał się i uderzając wieńcem w leszczyny dał połeć. Ulokowałem krzyż na komorze i strzeliłem. Jeleń wybił się jak z trampoliny i zaznaczając strzał wyrzutem tylnich badyli wyrwał przed siebie.
Robciu jest pięknie, nie martw się. Trafiłeś – cieszył się Kazio. Z przyjacielskim uśmiechem zaczął mnie ściskać. Ja jeszcze byłem gdzieś daleko, nie mogąc wrócić do rzeczywistości. Nie wierzyłem, że strzelałem do byka jelenia.

Ruszyłem po farbie i za intensywnym zapachem piżma. Daleko nie musiałem szukać. Nie dalej jak pięćdziesiąt metrów leżał byk jeleń – mój pierwszy. Byłem dumny, nerwy zaczęły odpuszczać i uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Piękny czternastak z saniowatymi oczniakami dostał na wysoką komorę. Zrobiłem znak krzyża dziękując Świętemu Hubertowi, jelenia ucałowałem w kark i uwiesiłem się na szyi Kazia. On wręczył mi złom, umazał mnie farbą, a ja nie zmywałem jej do wieczora. Byłem mu bardzo wdzięczny, a mojej radości nie było końca. Z uśmiechniętymi, choć zmęczonymi twarzami przystąpiliśmy do patroszenia. Byk ważył 175 kilogramów. Waga wieńca była taka sobie, niecałe pięć kilo.

Gdy wracaliśmy do samochodu Kazio wrócił w inne miejsce niż zostawiliśmy samochód. Jakież było jego zdumienie gdy nie zastaliśmy pojazdu. Okazuje się, że moje emocje udzieliły się i jemu. Te emocje powróciły wieczorem, gdy na nowo przeżywaliśmy to wszystko, co działo się przy wschodzącym słońcu. Jednak tego opisywać już nie będę, bowiem myśliwy świętujący sukces łowiecki wygląda czasami, delikatnie mówiąc nieprzyzwoicie.

Aha, ta ciekawa rurka stała się tematem myśliwskich żartów. Jak mówią koledzy myśliwi mój czternastak wyszedł na strzał bo był ciekawskim jeleniem – nie widział myśliwych polujących z rurką... od odkurzacza.

* * *

Dni spędzone w towarzystwie Kazia to czas spotkania z człowiekiem o prawdziwie przyjaznym sercu. To prawdziwy przyjaciel i towarzysz łowów, na którego można liczyć i którego bardzo polubiłem. Jemu dedykuję to opowiadanie i jestem mu niezmiernie wdzięczny za to, że chciał bym ustrzelił swojego pierwszego jelenia byka.




22-01-2010 12:41mariandzikŚiwetne opowiadanie. Tacy ludzie jak Kazio z opowiadania są najcenniejszymi towarzyszami łowów. Mam takiego przyjaciela i wiem jaka to przyjemność polować z taką osobą ramię w ramię. Mój pierwszy jeszcze kluczy gdzieś po wichrowskiej kniei. Może w przyszłym sezonie...?
17-01-2010 19:50janiByłem do końca przekonany, że zza tych krzaków leszczyny wynurzy się... drugi wabiarz! Taką scenę opisał chyba Edward Kucharski albo Hamera (jeśli dobrze pamiętam)! Ale przygoda niezła, darz bór!
16-01-2010 06:12Jump76Polowanie na wab ma swoje uroki...ad.robcio2 ładnie Kolega opowiedział swoją przygodę,lubie czytać takie opowiadania.Pozdrawiam. Darz BÓR
15-01-2010 18:27mikeszCiekawe opowiadanie. Wierzę, że można tak wabić. Sam niegdyś próbowałem na takiej papierowej grubej gilzie jaką stosuje się do nakręcania nań folii...
jestem ciekawy jak by to wyszło w praktyce...
15-01-2010 13:45stanislawBardzo ciekawe opowiadanie. Wiem coś o polowaniu w Bieszczadach gdzie "włóczę" się każdego roku. Gratuluję pozyskanego byka oraz niezapomnianych wrażeń z Bieszczadzkiej knieji. DB
15-01-2010 08:34ULMUScudo :)) gratuluję byka i polowania i rurki :))

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.