![]() |
Piątek
12.01.2007nr 012 (0530 ) ISSN 1734-6827
To fragment ostatnich rubieży odwiecznej puszczy karpackiej. Surowa i bezwzględna to kraina zimą, gdy śniegu nawali po dach, gdy tydzień czasem drogi są nieprzejezdne. Ale i cudowna zimowa zjawa, roziskrzona płatkami nieskazitelnie białej zasłony, w którą wbite czarne pnie i powykręcane konary. Gdzieniegdzie biel znaczy szlak mocarnego odyńca, jeleni trop. Liczna sarna, lis, kuna… i tropy duszka leśnego, wielce tajemniczego – jarząbka. Latem huczy pszczołami i innymi niezliczonymi owadami, śródleśna pachnąca łąka. Latające i śpiewające towarzystwo potrafi zagłuszyć inne odgłosy. Z sklepienia puszczy jesienią spada deszcz buczyny, solidne kęsy dębowego ziarna, dzikie grusze i jabłonie ściągają jak magnes zwierza wszelakiego. Śródleśne obfite i częste strumienie i źródła zapewniają obfitość wody. Każda kałuża roi się od traszek i kumaka. Potoki mają pstrąga, strzeblę i jelca. Buka oplata bluszcz, ściółka kryje widłaka... Bogaty, zastawiony dobrem wszelakim stół runa leśnego i grzybów, przekleństwem być potrafi dla puszczy, zwierza i... łowców, którzy cichutko przemykając między samochodami zbieraczy i liczyć się muszą z niespodzianką wszelkich spotkań o każdej porze dnia i nocy... W ten krajobraz wpleceni są jej mieszkańcy, od wieków tutaj bytujący. To ziemia ludzi prostych i szlachetnych, gdzie pomoc sąsiadowi jest zwyczajna i bezinteresowna. Gdzie gromadka idących do szkoły dzieciaków, zwyczajnie i prosto mówi ci – dzień dobry i bucha śmiechem serdecznym... Gdzie spotkany w polu czy lesie człowiek, zsuwając czapkę mówi – pochwalony... Uścisk dłoni jest mocny, spojrzenie oczu głębokie i szczere. Uśmiech prosty i zwyczajny. Jak drzewiej pod słomiankę klucze obejścia są kładzione bez obawy… Po dawnemu 15 sierpnia, bukiet leśnych kwiatów i ziół ozdabia gospodarskie pole... W zielony, wiosenny czas wplata się w dywan traw ruda sylwetka kozła i czarny zwierz na młodym zbożu osrebrzonym księżycem. Czas dostanego lata oferuje rżyska, ziemniaczyska i buraczyska na ucztę dla czarnej i płowej. Czasem przerwaną celnym strzałem. Jesień znacząca się jarzącymi liśćmi oraz ich szelestem pod butami przynosi odgłos trąbki hubertowskich łowów i czas biesiady, ale i wspomnienie o tych, którzy przeszli swą smugę cienia... i teraz polują pod szczególnym nadzorem. Później nadchodzi czas zimowych krótkich dni, tropienia i wspólnych zbiorowych łowów, ale i roztrzaskane mrozem samotne posiady. Skrzyp śniegu na tropie przyprószonego zamrozem odyńca. Czarnych paciorków rozsypanej na śniegu watahy, lub rynny w ogromnym śniegu, jak pługiem wykonanej poprzez idącego pojedynka. Skok rudego na śniegu opadającego jak piorun na ukrytą w nim mysz... Ostrożny i delikatny bieg kuny w kierunku nęciska. Bólem okrutnym wplata się w to brzęczenie motorowej piły, huk walącego się leśnego olbrzyma, jazgot ciągnika. Pozostają place puste jak blizny na żywym, kaleczonym ciele. Czy ten wspaniały twór, będzie miał dość sił, aby się obronić i przetrwać... Braciejowa 2006
|