![]() |
Środa
02.01.2008nr 002 (0885 ) ISSN 1734-6827
Przypomniałam sobie jak tata nie raz opowiadał jak to z Mietkiem jeździli na nocne ochrony pól, jak razem wędrowali po lasach, schodząc z ambon dzielili się wrażeniami. To jest właśnie ta przyjaźń łowiecka, kompan do polowań, a w rzeczywistości przyjaciel od serca. Zrezygnowana odkładam sztucer do szafy i cholera... wszyscy u nas w kole starsi, kto chce polować z młodym myśliwym i to z babą!! Z tatą często jeżdżę, ale to tata. Starszy myśliwy, który nie skory jest do takich „szalonych pomysłów młodego zapaleńca”. Wspominając polowania, opowiada tata jak to spali na liniach, przesiedzieli całe noce na ambonach, razem tropili dziki, razem ściągali byki, pomagali sobie w każdej chwili. Mnie też się marzy, że w końcu i ktoś taki będzie w mojej łowieckiej przygodzie, kto zadzwoni po południu z telefonem: Słuchaj, dziki znać na łąkach koło Nagoszyna, o 18 jestem po Ciebie jedziemy. Ktoś kto będzie kompanem tej wspaniałej przygody. Myślę, że dzielić radość i pasję łowiecką to coś wspaniałego. Bo nic innego chyba tak nie cieszy jak dobre towarzystwo na polowaniu. Kiedy to po upolowaniu upatrywanego od dawna rogacza wręczy złom i bez zawiści pogratuluje, uściśnie dłoń, a wieczorem przy kominku wypije z nami kieliszeczek szlachetnej nalewki, degustując przysmażaną na cebulce wątróbkę i po raz setny wysłucha naszego opowiadania. I ktoś, kto zrozumie, że w łowiectwie nie chodzi tylko o strzelanie, ale o to, by w duszy grał myśliwski róg. Dedykuję Tacie - mistrzowi sztuki łowieckiej, cierpliwie znoszącemu wybryki córki :) Darz Bór
|