Poniedziałek
14.12.2009
nr 348 (1597 )
ISSN 1734-6827
Redaktorzy piszą
Nic tak nie boli jak prawda autor: Stanisław Pawluk
Po raz kolejny okazuje się, że nic tak nie boli jak prawda rzucona w twarz! Tak chyba poczuł się Stefan Karsiński prezes Okręgowego Sądu Łowieckiego w Białej Podlaskiej mimo, że gazeta "Fakty i Mity" nie wymieniła go z imienia i nazwiska, a opisując jego łowieckie przygody przedstawiała go jako "Stefana K."

Zastrzelenie lisa w sezonie ochronnym, które do szlachetnych zaliczyć się nie da, zwłaszcza, że inny mysliwy "wyleciał" za to z PZŁ, a Stefanowi Karasińskiemu póki co, włos z głowy nie spadł. Jeśli nie liczyć niewielkiego pogrożenia paluszkiem przez ORD, który jedynie zmarnowanie tuszy uznał za naganne. Okręgowy Sąd Łowiecki w Białej, czyli podwładni Stefana Karasińskiego, umorzenie postępowania przez ORD przyklepali, a prokuratura nie wgłębiała się zbytnio w sprawę. Nie miało także znaczenia, że w tym czasie kiedy Stefan Karasiński swawolnie i bez potrzeby zabijał lisa na danym terenie, a powiatowy inspektor weterynarii krył go wymysłonym przejęciem tuszy do badań, lisów do badań nie przyjmowano, co potwierdza mi pismo wojewódzkiego lekarza weterynarii. Na taki przebieg postępowania na pewno nie miało wpływu to, że Stefan Karasiński jest znanym działaczem rządzącej partii, o czym ochoczo poinformował "Fakty i Mity", jakby miało to jakieś ważkie znaczenie dla stanowisko redakcji. Według błędnej oceny Stefana Karasińskiego, tekst "Darzbór" o jego łowieckich wyczynach napisał Stanisław Pawluk zamieniając się w kobietę o wdzięcznym nazwisku Dominika Nagel, dzięki czemu większa część pisma kancelari adwokackiej Stefana Karasińskiego dotyczy mnie. Etyczny prawnik nie powinien nikogo pomawiać, ale widać, że nie tylko etykę łowiecką, ale i adwokacką, Stefan Karasiński kładzie na jednej szali.

Oto co "Fakty i Mity", otrzymały od Stefana Karasińskiego i podzieliły się ze mną, jako przywołanym z imienia i nazwiska.