DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Stanisław Pawluk16-05-2011
Zaufaj koledze i idziesz "w pasiaki"

Mieczysław M. to bardzo szanowany myśliwy. Bardzo dobrą opinię wystawiło mu nie tylko macierzyste koło, ale także wszystkie prawie społeczności w jego środowisku od proboszcza zaczynając, a na dyrekcji miejscowej szkoły kończąc. Opinie te stały się mało skuteczne w zderzeniu z machiną sądów łowieckich oraz powszechnego wymiaru sprawiedliwości. A wszystkiemu winna była zasada "koleżeńskiego" zaufania.

Mieczysław M., jak twierdzi, kilkakrotnie korzystał z zaproszeń na polowania jakie załatwiał mu były dość wysokiej rangi policjant w pobliskim OHZ Lasów Państwowych. Chętnie też skorzystał z kolejnego. Na polowanie to pojechał wraz z załatwiającym odstrzał Ryszardem J. oraz przybranym przez niego pracownikiem leśnym dobrze znającym knieję, w której miało być realizowane polowanie. Za kierownicą samochodu usiadł zapraszający Ryszard J. i wszyscy trzej pojechali do lasu. Mieczysław M. wykazał się wyjątkową naiwnością i w koleżeńskim zaufaniu nie zapytał nawet, czy wszystkie formalności związane z jego polowaniem zostały dopełnione. Był przekonany, że jak w poprzednich razach zapraszający spełnił wszystkie wymagane prawem warunki, a jemu pozostała jedynie sama przyjemność polowania.

W obfitej kniei dość szybko spotkali jelenie. Mieczysław M. oddał strzał z kniejówki, który łania przyjęła ale nie zaległa. Mieczysław M. stwierdził, że należy odczekać, aby następnie można było łanię dojść i ewentualnie dostrzelić. Po około godzinie czasu udali się na poszukiwanie. Odnaleziona łania jeszcze żyła więc Mieczysław M. oddał jeszcze dwa strzały i przystąpił do patroszenia. Po załadowaniu łani do samochodu udali się w drogę powrotną. Na polnej drodze minęli pojazd terenowy, przy którym stał myśliwy ze sztucerem i dawał znaki do zatrzymania. Dalej mijali jeszcze dwa samochody z myśliwymi obok, ale siedzący za kierownicą pojazdu Ryszard J. nie zwracał uwagi na próby zatrzymania i kontynuował jazdę. Strzelec łani Mieczysław M. oraz służący za przewodnika po lesie miejscowy drwal Waldemar B. siedzieli na siedzeniach dla pasażerów. Po wyjechaniu na drogę asfaltową zostali zatrzymani przez oznakowany patrol policji. Po sprawdzeniu dokumentów protokolarnie zatrzymano broń i wyposażenie, a upolowaną łanię przekazano członkowi zarządu KŁ „Zaborze” w Annopolu.

W tym samym czasie łowczy KŁ „Zaborze” w Annopolu Tadeusz K. a także inni myśliwi tego koła, w tym Łukasz K. , przebywali na polowaniu indywidualnym. Kiedy Łukasz K. usłyszał strzały w miejscu gdzie nie powinno ich być, telefonicznie powiadomił łowczego Tadeusza K., który udał się w miejsce strzałów, a następnie w bezpiecznej odległości jadąc za pojazdem, do którego załadowano wypatroszoną łanię, przez telefon podał numery rejestracyjne policji oraz informował ją o kierunku przemieszczania się tego pojazdu. W wyniku tych działań doszło do zatrzymania, podczas którego ujawniono zastrzelona łanię oraz fakt, że polowanie Mieczysława M. miało miejsce na obwodzie dzierżawionym przez KŁ „Zaborze” i wykonywane było bez pisemnego zezwolenia oraz wymaganych wpisów do książki ewidencji.

Wszyscy trzej uczestnicy polowania otrzymali zarzuty nielegalnego wejścia w posiadanie tuszy zwierzyny dzikiej, a Mieczysław M. zarzut polowania bez wymaganych uprawnień. Rozpatrujący sprawę Sąd Rejonowy w Kraśniku skorzystał z możliwości mediacji zawodowego mediatora. W mediacjach tych jako reprezentanci poszkodowanych brali udział: komendant Państwowej Straży Łowieckiej w Lublinie Stefan Kowalewski oraz prezes KŁ „Zaborze” w Annopolu Marian Barankiewicz. Z treści ugody wynika, że Mieczysław M. zobowiązał się do zapłacenia ekwiwalentu w wysokości 5800 złotych na rzecz Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie natomiast dla Koła Łowieckiego nr 32 „Zaborze” w Annopolu zobowiązał się dostarczyć na swój koszt i własnym transportem 2 tony ziarna kukurydzy. Stefan Kowalewski i Marian Barankiewicz w zamian zobowiązali się nie sprzeciwiać umorzeniu postępowania karnego.

Mimo takiego wyniku negocjacji oraz wielu pozytywnych opinii w tym macierzystego koła łowieckiego, Sąd Rejonowy w Kraśniku skazał Mieczysława M. za wykonywanie polowania bez posiadanych uprawnień (art. 53 pkt. 4 ustawy Prawo Łowieckie) na karę 7 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na okres 2 lat, 600 złotych grzywny oraz orzekł przepadek mienia w tym sztucera i wyposażenia myśliwskiego zakwestionowanego w trakcie zatrzymania. Mieczysław M. pokrył także koszty sądowe. Wyrok ten został utrzymany w apelacji gdzie oskarżonemu doliczono jeszcze 240 złotych kosztów drugiej instancji.

Sprawa Mieczysław M. znalazła się także na wokandzie OSŁ w Lublinie, który po skazaniu go przez sąd karny w Kraśniku orzekł najwyższy wymiar kary łowieckiej wydalenie z PZŁ. W dniu 28 września 2010 OSŁ w Lublinie wydał orzeczenie na mocy którego usunął skazanego z szeregów PZŁ. GSŁ rozpatrując odwołanie od orzeczenia pierwszej instancji w marcu 2011 orzeczenie to utrzymał w mocy.

Na kanwie tej sprawy nie sposób oprzeć się pokusie krytycznego spojrzenia na pewne elementy, które zawsze wywołują emocje. Zadziwiająca jest naiwność i swoisty sposób pojmowania słowa „koleżeństwo”, które w tym przypadku zaowocowało naiwnym lecz przykrym finałem. Nie pierwszy raz okazuje się, że zamiast wyświechtanego „koleżeństwa” potrzebny jest podstawowe choćby ograniczenie zaufania. Nie mając pisemnego pozwolenia w kieszeni bałbym się podnosić lufy sztucera nawet dla sprawdzenia czy nie odpadła luneta, nie mówiąc już o celowaniu i strzelaniu do zwierzyny.

Nie raz widziałem nieudaczne poczynania wskazujący na brak znajomości podstawowych przepisów prawa przez komendanta PSŁ w Lublinie Stefana Kowalewskiego. Także i tu ujawnia się fakt, że przy jego udziale i za jego akceptacją dochodzi do bezpodstawnego wzbogacenia się koła łowieckiego o wartość dwu ton ziarna kukurydzy. Reprezentujący Urząd Wojewódzki sam komendant PSŁ nie zakwestionował braku podstaw prawnych do uczestniczenia jako poszkodowany w procesie i w negocjacjach przez przedstawiciela koła łowieckiego.

Zdziwienie musi budzić znana od lat kwestia karania myśliwych za „wykonywanie polowania nie posiadając uprawnień”. Kwestię tą opisywaliśmy m.in. tutaj. Okazuje się, że w dalszym ciągu ten niezbyt udany przepis ustawy Prawo Łowieckie wykorzystywany jest przez sądy dla karania myśliwych nie zważając, że kłóci się on z powszechnym faktem, że każdy myśliwy posiada ustawowo nadane uprawnienia do polowania. Fakt ten jest tym dziwniejszy, że sądy apelacyjne, gdzie sprawa jest rozpatrywana w składzie trzech doświadczonych sędziów, nie jest zauważana i zazwyczaj przyklepywana.

O ile przestaje powoli dziwić fakt, że Polski Związek Łowiecki równolegle z sądami powszechnymi rozpatruje przestępstwa łowieckie opisane artykułami karnymi stosownych ustaw to mnie zawsze dziwi, że orzeka także w sytuacji, gdy sprawca przestał być członkiem tej organizacji. Wprawdzie zapis Regulaminu postępowania dyscyplinarnego w PZŁ w § 2 pkt. 3 stwierdza: „Utrata członkostwa w Zrzeszeniu po popełnieniu przewinienia łowieckiego nie stanowi przeszkody do przeprowadzenia postępowania dyscyplinarnego” – to jednak sytuacja taka wywołuje u mnie doznania jakie ma człowiek obserwując sąd nad zmarłym.




17-05-2011 20:07 azil II Kol. Jarosz był mi również znany. Niestety solidnych następców brakuje. Azil II
17-05-2011 18:01 Deer35 To ja nie chcę wracać na Lubelszczyznę chociaż tam są moje korzenie.
Opisane zdarzenia w dużej mierze pokrywa sie z moim przeżyciem na niwie łowieckiej na drugim końcu Polski.Uzyskałem pozwolenie od wysokiej rangi zgodę na wystawienie odstrzału na obwodzie wydzielonym na j.łanię.Nadleśniczy na podstawie tej decyzji wystawił mi odstrzał słownie informując że wpisał dzika.Zaznaczam że pisemna zgoda na wystawienie odstrzału dotyczyła tylko łani.Odstrzał do kieszeni i w knieję.Hubert poszczęścił łania padła, została odstawiona na punkt skupu.Na drugi dzień nadleśniczy dzwoni, że nie zgodnie z odstrzałem zastrzeliłem łanię pokrętnie tłumacząc że zamiast łani wpisał dwa dziki.Moja decyzja była krótka. Rezygnuję z rekompensaty w tym czasie
40% wartości i sprawę kończymy.Taka zgoda została zawarta.Ale od czego ma się kolegów.Sprawa trafiła do rzecznika który wystąpił do dcy jednostki o zdeponowanie broni itd.Okręgowy Sąd Łowiecki w pierwszej rozprawie załatwił mi 2 lata zawieszenia, a mój obrońca nie żyjący już były łowczy okręgowy kol. Jarosz po usłyszeniu wyroku omal co na zawał nie padł.Odwołanie do GSŁ i ogłoszenie wyroku który oczyścił mnie z zarzutu nakazując zwrot poniesionych kosztów. Czy czytając felieton Kol. Pawluka nie nasuwa się okrzyk PRLu wróć. DB
17-05-2011 13:59 azil II  bogdan1961! Zrozumiałem ten tekst jako wytknięcie Kol. Pawlukowi nieścisłości w przedstawionej sprawie. jeżeli tak nie nie było, to i mój wpis też nie miał na celu niedocenienia twoich dobrych intencji. Doceniam to iż uważasz iż cywilizacja na Lubelszczyźnie przedstawiana na forum w postaci opisywania działalności instytucji państwowych oraz PZŁ nie jest wysokich lotów. W cywilizowanym społeczeństwie kolega jest kolegą. W każdym społeczeństwie i im jest ono biedniejsze, tym więzi koleżeńskie są mocniejsze (to jest moje zdanie).Wracając do PZŁ, bo o nim jest reportaż, a raczej o jego członkach, to słowo "kolega" ma inne znaczenie, aniżeli jest to ogólnie przyjęte w społeczeństwie. Głoszenie koleżeństwa i etyki po to by łupić knieję i pozostałych - szeregowych członków PZŁ na zasadzie im mniej "IM", tym więcej NAM. To nie tylko Lubelskie, to Szczecińskie i bardzo wiele innych okręgów łowieckich z ZG na czele. Na to czy mi się podoba, czy też nie, to nie zwracaj uwagi.Rób - pisz to co twoim zdaniem jest właściwe, a może przyczynisz się do tego, by słowo kolega w związku łowieckim nabrało innych wartości.
Pozdrawiam Azil II
17-05-2011 13:33 bogdan1961 azil II
Nie orzekłem tylko przeczytałem ,, W obfitej kniei dość szybko spotkali jelenie. Mieczysław M. oddał strzał z kniejówki, który łania przyjęła ale nie zaległa" Wskazałem tylko drobną nieścisłość w felietonie nie mającą znaczenia dla wyroku.
To są jakieś ,,jaja" dotyczyło nie samego felietonu i jego autora a stosunków międzyludzkich w Waszym rejonie. Lepiej gdybyś się odniósł do cywilizacji na Lubelszczyźnie, bo w cywilizowanym społeczeństwie kolega jest kolegą w pełni tego słowa znaczeniu. Jak to dobrze, że nie mam u Was takich pseudokolegów.
Pierwszy raz / i pewno ostatni /poparłem autora a pośrednio i Twoja osobę. Znowu Ci się nie podoba.
17-05-2011 12:24 azil II "orzekł przepadek mienia w tym sztucera i wyposażenia myśliwskiego zakwestionowanego w trakcie zatrzymania” skąd tam się wziął sztucer, przecież strzelał z kniejówki." bogdan1961 orzekł pisemnie iż tam była kniejówka, nie sztucer. Wyrok jest nie ważny! Tak samo z kolorem koszuli Kol. Pawluka. Kolor (zdaniem co niektórych modnisiów portalu)nie pasujący do "czarnego koloru" reportażu.... i reportaż nie ważny. bogdan 1961! Pozostało tylko powiadomić Sąd o decyzji którą wydałeś! Azil II
17-05-2011 11:15 bogdan1961 To są jakieś ,,jaja".

Cytat z jednego z polskich filmów ,, idziemy na wschód tam musi być jakaś cywilizacja".
Jak czytam to wszystko, co się w lubelskim dzieje do dochodzę do wniosku że poszli w złym kierunku.

,, orzekł przepadek mienia w tym sztucera i wyposażenia myśliwskiego zakwestionowanego w trakcie zatrzymania” skąd tam się wziął sztucer, przecież strzelał z kniejówki.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.