DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Norbert Ziemiański05-12-2005
Niby „wigilijne” polowanie

Opowiadał mi kiedyś znajomy o swoim polowaniu wigilijnym. Nie bardzo chciałem uwierzyć w opisy tego co tam się wydarzyło, ale gdy historię tą usłyszałem z ust bezstronnego naocznego świadka, postanowiłem opisać. Może wzbudzi ono jakieś refleksje u tych, co polowanie wigilijne, jak każde inne, traktują jako szansę na zdobycie kolejnej porcji mięsa.

Stacho pochodził z rodziny biednej i wielodzietnej. Na naukę "w szkołach" w rodzinie nie było ani pieniędzy ani "mody". Od najmłodszych lat uczył się zdobywać wszystko dla siebie. A to jedyną zabawkę jaką z okazji św. Mikołaja dostał do wspólnego użytkowania, a to słodycze otrzymywane sporadycznie, a to rower użytkowany wraz rodzeństwem. Być może ten ciągły niedostatek spowodował nadmierną zapobiegliwość Stacha i chęć zdobywania sukcesów łowieckich. Ta chęć szybko spowodowała, że Stacho mimo, że na co dzień sympatyczny w kole, na zbiorowych polowaniach na zające tracił przyjaciół. Mało kto chciał polować w tej samej grupie co on ze względu na dość częste awantury o sposób strzelania zajęcy. Dla Stacha dobrego strzelca zarówno odległość jak i prawidła regulaminu polowań nic nie znaczyły, gdy przed lufą pojawiał się zając. W ten sposób strzelał ich więcej niż ktokolwiek inny, a w kole chodziły plotki, że Stacho te zające sprzedaje bo inaczej musiałby cały rok jeść wyłącznie zajęcze mięso.

Polowanie wigilijne pamiętnego roku odbywało się w dość dobrych warunkach. Trochę śniegu, niewielki mróz powodowało, że zające rwały się dość chętnie umykając w kierunku linii myśliwych. Stacho wyznaczony przez zarząd na prowadzącego polowanie poczynał sobie śmielej niż zwykle. Miał władzę, która w jego przypadku była czymś nieosiągalnym. W tym przypadku umożliwiała mu takie manewrowanie naganką i myśliwymi, aby maksymalnie wykorzystać znane mu trasy poruszania się zajęcy podczas pędzenia. Jedno z pędzeń nie dało się ustawić po jego myśli. Chcąc nie chcąc Stacho musiał zająć stanowisko w zagłębieniu terenu, mając po lewej i prawej dość spore wzniesienia. Stanowisko to, chcącemu przestrzegać przepisów, nie pozwalało na oddawanie strzałów w prawo i lewo, a jedynie „na siłę” do przodu pod kątem 90 stopni do linii myśliwych. Ale nie Stachowi.

Rozpoczęło się pędzenie. Zające jak to jest zresztą w ich zwyczaju skierowały swoją ucieczkę „pod górę” czyli na stanowiska dalekie od Stacha. Jeden wybrał drogę na Stachowego sąsiada z prawej. Gdy był już około 20 metrów od myśliwego składającego się do oddania strzału, Stacho z lewej z odległości około 50 metrów oddał strzał. Odległy strzał nie położył zająca w miejscu. Zając zaczął się kręcić w miejscu, podskakiwać co skrzętnie wykorzystał sąsiad z prawej oddając unieruchamiający strzał. Po zbliżeniu się naganki obaj myśliwi udali się w kierunku leżącego zająca. Obaj szli spokojnym miarowym krokiem. Mający o wiele bliżej sąsiad Stacha podniósł zająca i wracając musiał przejść obok niego. To co nastąpiło urąga wszelkim zasadom kultury, człowieczeństwu i zwykłemu rozsądkowi. Stacho zaczął wyrywać niesionego zająca, a słowa jakie zaczęły padać z jego ust niejednego wyprowadziłyby z równowagi. Sąsiad z początku grzecznie tłumaczył, że zając był o wiele bliżej jego stanowiska więc Stacho powinien zaczekać na dwa niecelne strzały, że strzał Stacha był na odległość ponad dozwoloną normę, że strzelał w kierunku szczytu wzniesienia, za którym mogła pojawić się naganka, że proponuje sprawę rozpatrzyć w trakcie przerwy z udziałem postronnych rozjemców. Na nic zdały się tłumaczenia. Stacho zaślepiony perspektywą utraty zająca stawał się coraz bardziej napastliwy, a jego ruchy coraz bardziej szalone. Prowokowany sąsiad zaczął odpłacać pięknym za nadobne. Padały słowa na k... na ch.... O mało co nie doszło do rękoczynów. Naganka stojąca obok traktowała sceny jak swoistego rodzaju widowisko.

Po tym miocie planowana była przerwa i opłatek. Sytuacja się uspokoiła i sąsiad Stacha wręczył problematycznego zająca Stachowi stwierdzając, że jeśli tak bardzo potrzebuje mięsa to on mu go odstępuje. Wziął opłatek i połamał się ze Stachem, życząc mu samych sukcesów i zawsze dobrej atmosfery na polowaniach. Koledzy dzielący się opłatkiem nie byli tak rozmowni jak zwykle. Komentarze, których nie dało się uniknąć były suche i z cyklu „nie widziałem”, „patrzyłem w inną stronę”, „byłem daleko na flance” itp. Tylko jeden młody myśliwy starał się wziąć stronę Stacha bezsensownym stwierdzeniem „nie strzela się do trupa”. Całego spektrum niebezpiecznego i naruszającego zasady polowania nikt jakoś nie chciał zauważyć. Może krytyczne uwagi powstrzymałyby zapędy Stacha?

Być może na tym można by zakończyć tą historię. Ale nie w przypadku Stacha. Nie wystarczyło mu, że kolejne kilka kilo mięsa zdobył. Wykorzystując władzę nadaną mu jako prowadzącemu polowanie, na odwrocie protokołu polowania wysmażył wielki elaborat o „nieetycznym” zachowaniu się jego sąsiada, zabraniu mu zająca, używania słów wulgarnych, które z błędami ortograficznymi zamieścił w tym „doniesieniu”, opatrując całość dzieła wnioskiem o ukaranie „sprawcy”. Zarząd znając zajście także z relacji innych uczestników polowania oraz charakter Stacha, zwłaszcza po licznych zachowaniach w podobnej sytuacji, ograniczył sprawę do rozmowy wykonanej przez łowczego koła z zainteresowanymi. Koledzy zaś długie lata wspominali „wigilijne polowanie”, w którym zamiast zwierzęta przemówić ludzkim głosem, myśliwi przemówili głosem zwierząt.






07-12-2005 18:39 Deer35 aarcim w kilku słowach zawarł wszystko co można powiedzieć o tej
opowieści i zaistniałej sytuaci na tym polowaniu wigilijnym.A swoją drogą takich,Stachów"i takich kół oraz postaw kolegów znajdziecie na rzut kamieniem dookoła.To jest take Polskie i nie ma co tu mieszać odzyskanej wolności.Miałem to nieszczęście brać udział w podobnej sprawie,też poszło o zająca.Jako obserwator tego zajścia włączyłem się/słownie/Po roku przypadło mi stanowisko po sąsiedzku z takim ,,Stachem"do zająca nie strzelał chociaż miał pierwszeństwo strzału.Zając uszedł z życiem bo ja też nie strzelałem.Chyba moje wtedy wejście słowne poskutkowało.Polecam gorąco kolegom reagowanie na wszystkie podobne sprawy a nie czekanie że ktoś inny to załatwi .
07-12-2005 07:53 aarcim Stach po prostu jest taki ale Koło i Zarząd do d.....
06-12-2005 19:26 MARS Tak a propo sprzedawania zajęcy...
Stoi ten przysłowiowy Stach na targu i sprzedaje obielone zające. Podchodzi klient i pyta: Panie a ten zając to świeży chociaż?
Oooo kochaniutki, świeży! Wczoraj wieczorem jeszcze w stodole myszy łapał!
06-12-2005 10:08 DarekG. Jakie to nasze i rzeczywiste :-((((!
06-12-2005 00:36 Wiesław Nitka Rzeczywiście polowanie "wigilijne". Jedyny plus w tym, że skończyło się na łamaniu opłatka a nie ........gnatów. Obraz szacunku dla tradycji łowieckiej nie mówiąc już o prostej ludzkiej życzliwości. Smutne jest to, że nie jest to sporadyczny przypadek a niestety jeden z wielu okrywających polskich myśliwych złą sławą. Tak obecnie wygląda życie łowieckie w wielu Kołach. Porównuje jakość tego życia do kotła wspaniałej strawy do której od kilkudziesięciu lat robił diabeł. Najwyższy czas odcedzić kał od reszty a przede wszystkim zawiść, która pielęgnowana, wpajana i wykorzystywana przez niektórych naszych członków zapewniała im ściśle określone haniebne cele. Dzięki Bogu mamy wolną Polskę i takim samym uczyńmy nasz Związek jeśli chcemy zachować jedność łowiecką. Darz Bór!

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.