DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Stanisław Pawluk30-06-2006
"OSOBENNOSTI NACIONALNOJ ACHOTY" po lubelsku

Zdobywające coraz większą publiczność filmy współczesnej kinematografii rosyjskiej, w sposób karykaturalny wyśmiewają przywary narodowe naszego sąsiada, w tym polowania, podczas to których, dominującą rolę odgrywa gorzałka. Przewaga lubelskiego łowiectwa nad filmowym rosyjskim polega na tym, że zachowując pełną trzeźwość lubliniacy, jeszcze lepsze numery potrafią "wyciąć"! Zamiast pokazywania sytuacji w krzywym zwierciadle opisuję więc nagą prawdę, a i tak reżyser cyklu "osebennosti..." Aleksander Bułdakow miałby niezły materiał na chodliwy film. Tylko czy łowiectwo lubelskie powinno kojarzyć się z komedią?

Florian Sekuła
w swoim długim życiu starał się być pozytywnie aktywnym. W Kole Łowieckim Nr 40 „Nemrod” w Krzczonowie, w czasie swojej wieloletniej przynależności pełnił funkcję sekretarza, skarbnika i łowczego. To ostatnie stanowisko objął w połowie ubiegłej kadencji i pełnił ją do maja 2005. Dalszego kandydowania do władz zarządu zdecydowanie nie przewidywał, rozczarowany, iż nie udało mu się zintegrować kolegów mocno w ostatnim okresie skłóconych. Nie przepuszczał, że intencja jaka mu przyświecała miast życzliwych podziękowań kolegów zaprowadzi go na ławę obwinionych sądu łowieckiego i to w rocznicę jego 50-lecia członkostwa w PZŁ!

Trwających w kole afer, swarów, kłótni i plotek odbijających się na działalności i autorytecie koła działającego wprawdzie w słynnej, ale małej podlubelskiej miejscowości - Krzczonów, nie brakowało. Nie wiadomo, na ile członkowie wzięli sobie do serca słynny przebój ich krajana „chłop żywemu nie przepuści” faktem jest, że miast zapraszać „panny z Cicibora” (których tak dowcipnie śpiewał ich krajan), na łowieckich imprezach i piknikach rączo skakali sobie do czupryn osadzonych na nazbyt gorących głowach. W takim właśnie klimacie na wiosnę 2003 na nadzwyczajnym walnym zebraniu dokonano zmian w zarządzie koła. Stanowisko łowczego powierzono ponownie, po kilkuletniej przerwie, Florianowi Sekule. Nomen omen „Nemrod” Sekuła wziął się do pracy z jednej strony, a za dyscyplinowanie rozbrykanej grupki niesfornych kolegów, z drugiej. Wyniki jego pracy mogły zostać sprawdzone po prawie 2 latach w dniu 20 lutego 2005 r.

Traf chciał, że udając się w tym dniu na polowanie indywidualne, po rozwiezieniu do rejonów polowania trzech innych kolegów, przybyłych z nim do obwodu i udając się do swojego rejonu, spotkał w lesie samochód terenowy, a w nim myśliwych Jerzego B. i Romana K. z bronią wyłożoną na tylnym siedzeniu. Jerzy B. Dysponował pisemnym upoważnieniem do wykonywania polowania indywidualnego, zaś Roman K. ważnego upoważnienia nie posiadał, co w sposób oczywisty naruszało zasady wykonywania polowania. Po krótkiej wymianie zdań, łowczy F. Sekuła udał się do książki wyjść w łowisko i stwierdził, że spotkani koledzy nie dokonali obowiązkowego wpisu o polowaniu, co potwierdziło mu, że ich pobyt w łowisku z bronią nosił znamiona kłusownictwa. Naruszenie przepisów łowieckich zdaniem łowczego było ewidentne, a ponieważ o nieewidencjonowanych pobytach z bronią w łowisku krążyły różnego rodzaju opowieści i co pewien czas oprócz słyszalnych strzałów spotykano resztki i patrochy saren, dzików a nawet łosia, obowiązkiem łowczego koła było powiadomienie organów PZŁ w Lublinie. Pismem z dnia 22 luty 2005 łowczy Koła Łowieckiego nr 45 „Nemrod” Florian Sekuła powiadomił Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego w Lublinie o zaistniałej sytuacji.

Ze zdziwieniem odebrano, że już na drugi dzień do „akcji” wkroczyła Państwowa Straż Łowiecka. Oczekującego przesłuchania w sprawie nie wpisanych do książki ewidencji i przebywających w lesie z bronią, także bez aktualnego upoważnienia do wykonywania polowania indywidualnego, Floriana Sekułę, PSŁ w Lublinie przesłuchała na okoliczność jego ........."nielegalnego zbiorowego polowania nie zgłoszonego w nadleśnictwie", właśnie w krytycznym dniu 20 lutego 2006, kiedy to Florian Sekuła „nakrył” kolegów Jerzego B. I Romana K. w lesie z bronią.

Inaczej było z rzecznikiem dyscyplinarnym PZŁ. W środowisku myśliwych spekuluje się, iż to, że działająca niczym błyskawica instytucja rzecznika w sprawach gdzie „trzeba dokopać” nie swojemu, w tej sprawie spokojnie odczekała trzy miesiące. Po tym czasie zastępca ORD mgr Wiesław Jakubczak, pod sygnaturą akt 5/2005, wydał postanowienie o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego z doniesienia Floriana Sekuły, którym, na podstawie pisma PSŁ w Lublinie, objął także sprawę „nielegalnego” polowania wykonanego rzekomo przez łowczego F. Sekułę wraz z trzema innymi kolegami.

Wiesław Jakubczak swe „dochodzeniowe” doświadczenie wywodzi z organów ścigania poprzedniego systemu. Praktyki w prowadzeniu postępowań łowieckich zdobywał pod okiem Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego poprzedniej kadencji Bohdana Pieniążka, który łowiecki wymiar sprawiedliwości "obsadził" kolegami z milicji obywatelskiej. Myśliwi w okręgu mają w świeżej pamięci słynne "śledztwo" wdrożone w ciągu kilku zaledwie dni przez Waldemara Kobylarza, mające na celu wsparcie skandalicznych zachowań Zdzisława W., osławionego łowczego chronionego i wspieranego przez okręgowe władze łowieckie, dzięki którym, mimo licznych afer i skandali, utrzymuje się nie tylko w Związku, ale także na stanowisku łowczego w kole. Waldemar Kobylarz potrzebował zaledwie 7 dni (w tym wolna sobota, Sylwester i Nowy Rok) na wszczęcie postępowania. Wiesław Jakubczak na wdrożenie śledztwa potrzebował aż trzech miesięcy! W stosunku do hołubionego koła, w którym łowczym jest Zdzisława W., mimo niekończących się skandali, Zarząd Okręgowy nie podejmuje działań. W stosunku do koła gdzie obowiązki łowczego pełnił Florian Sekuła, za - jak pisze zastępca rzecznika - "nie powiadamianie gminy i nadleśnictwa o planowanych terminach i miejscu polowania oraz organizowanie polowań niezgodnie z planowanym terminem i miejscem" Zarząd Okręgowy udzielił kołu kary ostrzeżenia. Myśliwi odebrali to jako wyraźny sygnał, po której stronie konfliktu w kole opowiada się władza okręgowa PZŁ.

W postanowieniu o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego z dnia 25 maja 2005, przeciwko Florianowi Sekule i jego kolegom, Wiesław Jakubczak stwierdza min: „...polowanie odbywało się na zasadzie polowania indywidualnego czterech myśliwych współpracujących ze sobą.” Inkryminowane polowanie odbyło się w ten sposób, że jednym samochodem do lasu przyjechało czterech myśliwych. Kierowcą był łowczy Florian Sekuła, który po rozwiezieniu kolegów w wyznaczone sektory udawał się do swego miejsca polowania, spotkał kolegów z bronią i bez ważnego „odstrzału”. Kto powiadomił PSŁ o rzekomo mającym miejsce przestępstwie polowania zbiorowego nie trudno się domyśleć. PSŁ po rozpoznaniu anonimowego donosu, swe czynności ograniczyła do powiadomienia rzecznika dyscyplinarnego.

Początkowo postępowanie ORD prowadzone w sprawie nielegalnego polowania zbiorowego jak i polowania w tym samym dniu bez zezwolenia i bez wpisu do książki wejść, zostało rozdzielone na dwa oddzielne. W tzw. międzyczasie "zgubiono" gdzieś nazwisko jednego z obwinionych biorącego udział w rzekomym nielegalnym polowaniu zbiorowym. Co miało wpływ na „zagubienie” tego myśliwego i nie ujęciu go we wniosku oskarżycielskim kierowanym do sądu łowieckiego, nie wiadomo. W dyskusjach kawiarnianych powielana jest niesprawdzona informacja, że ten czwarty, lekarz z zawodu, wyłączony został ze sprawy w wyniku interwencji wysokiej rangi funkcyjnego członka lubelskich władz łowieckich.

Prowadzone już jako oddzielne postępowanie przeciwko polującym bez wpisów i upoważnień dochodzenie zostaje umorzone z dniem 24 października 2005 roku. W postanowieniu o umorzeniu zredagowanym w stylu legendarnych protokołów milicyjnych czytamy min.: Kol. B. na początku stycznia 2005 przebył zawał serca i nie był w stanie wykonywać większego wysiłku fizycznego, jakim mogło być chodzenie w lesie, gdy pokrywa śnieżna miała grubość 30 do 40 centymetrów. W tym miejscu nie sposób pochylić się nad losem Kolegi B., który w opinii jak widać nie tylko rzecznika, ale znawcy medycyny w jednej osobie, został uznany za niezdolnego do jakiegokolwiek wysiłku, gdyby nie spojrzenie w dokumentację koła. W książce wyjść w łowisko pod pozycją 17, 38, 43, i 58 kol. B. intensywnie wykonywał polowanie w dniach poprzedzających opisywane wydarzenia, tj. 8-go, 15-go, 16-go i 20-go lutego. Zgodnie z tymi zapisami można domniemać, że kol. B siedzi w lesie do dziś bo obowiązku wypisania się nie dokonał, czego ORD nie był łaskaw zauważyć.

We wniosku oskarżycielskim z dnia 16 listopada 2005 podpisanym przez mgr Wiesława Jakubczaka, Florian Sekuła obwiniony został, że jako łowczy koła:
  • nie dopełnił obowiązku prowadzenia właściwych książek ewidencji pobytu myśliwych w łowisku;
  • dopuszczał do prowadzenia polowań zbiorowych niezgodnie z ustalonym planem polowań
  • w dniu 20.02.2005 po zakończeniu okresu polowań zbiorowych zorganizował polowanie na dziki poza planem polowań.

    Dwóch spośród trzech kolegów, którzy wspólnie z Florianem Sekuła przyjechało polować indywidualnie w obwodzie, Stefan K. i Lesław K. oskarżeni zostają o uczestniczenie w nielegalnym polowaniu zbiorowym na dziki w dniu 20.02.2005 po zakończeniu okresu polowań zbiorowych i nie zgłoszonym we właściwym nadleśnictwie.

    W uzasadnieniu wniosku Wiesław Jakubczak zawarł min. stwierdzenie: ”Patrolowanie na deptaka trzech rejonów tego samego kompleksu leśnego przez trzech myśliwych w oczywisty sposób zawiera element współdziałania, bowiem każdy z nich był jednocześnie myśliwym i naganiaczem dla dwu pozostałych. Podniesione przez jednego z nich dziki uciekając przenosiły się w inny rejon lasu gdzie przebywali dwaj pozostali myśliwi. O współdziałaniu świadczy również fakt nawiązania telefonicznych kontaktów po postrzeleniu dzika przez kol. K. oraz wspólne dochodzenie postrzałka. Przemawia również za tym wspólny wyjazd do lasu oraz solidarny podział tuszy strzelonego dzika.”

    Rzecznik Wiesław Jakubczak ośmiesza swój urząd i stawia w kłopocie znaczącą część myśliwych w Polsce, którzy jednym samochodem, w dwójkę lub trójkę, jadą w teren, kontaktują się telefonicznie ze sobą z różnych rejonów obwodu, pomagają sobie w poszukiwaniu postrzałka, a po jego znalezieniu wspólnie skórują i dzielą między siebie legalnie kupioną od koła tusze dzika, bo zgodnie z jego wykładnią popełniają wykroczenie łowieckie. Spróbujcie dowiedzieć się, czy w waszym okręgu możecie być podobnie potraktowani, bo może niech każdy jedzie na polowanie indywidualne oddzielnie, nie bierzcie ze sobą telefonów komórkowych, postrzałka szukajcie tylko sami, a o kawałku mięsa z tuszy strzelonej przez kolegę zapomnijcie. No chyba, że jedziecie na polowanie zbiorowe, to nawet i autobus możecie sobie wynająć. A propos autobus, czy gdyby wszyscy przyjechali do obwodu jednym autobusem komunikacji PKS, to byłby to przyjazd zakwalifikowany jako współdziałanie?

    Finał sprawy dokonuje się na w dniu 12.01.2006 roku na rozprawie pod sygnaturą akt 3/2005. Okręgowy Sąd Łowiecki w Lublinie w składzie: Stanisław Zielonka - przewodniczący, Zdzisław Jachura i Andrzej Rejak, sędziowie, po rozpoznaniu sprawy przy udziale Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego Jacka Kuźmy i jego zastępcy Wiesława Jakubczaka wydaje orzeczenie uniewinniające Floriana Sekułę od oskarżenia. Ten powiew wiaterku sprawiedliwości był jedynym pozytywnym gestem jaki otrzymał Florian Sekuła w 50 rocznicę swej przynależności do PZŁ.

    - Dobrze i tak - stwierdza Florian Sekuła - przecież mogli też wywalić mnie „na zbity pysk” - jak to się zwykło mówić w środowisku lubelskim.

    I praktycznie na tym powinienem zakończyć relację tej sprawy. Nie da się jednak nie zauważyć faktu, iż tak stanowczych działań instytucja ORD w Lublinie nie podjęła w podobnej sprawie w stosunku do elitarnego koła Nr 9 pod nazwą „Lubelskie Towarzystwo Myśliwskie”, w którym tydzień wcześniej na nielegalnym zbiorowym polowaniu z naganką strzelono trzy dziki. Polowanie zorganizowane zostało przez zarząd koła, a członek zarządu, strzelec jednego z dzików nadal pełni obecnie funkcję w zarządzie mimo skazania przez pierwszą instancję i po uchyleniu orzeczenia z powodów formalnych oczekuje ponownego rozpoznania sprawy, a sąd czeka na opinię o nim z koła, którą jako członek zarządu koła powinien sam zatwierdzić. Pewnie długo jeszcze będzie czekał.

    Członkami KŁ nr 9 „Lubelskie Towarzystwo Myśliwskie” są, o czym pisaliśmy w poprzednich relacjach, prominentni obywatele Lublina. Oskarżający w sprawie Floriana Sekuły ORD Jacek Kuźma jest członkiem KŁ Nr 9 LTM i wiedzę o nielegalnym polowaniu swoich kolegów posiadał choćby z materiałów publikowanych przez redakcję. Nie słychać jakoś o konsekwencjach dla zarządu LTM i członków biorących udział w tamtejszym nielegalnym polowaniu. Konsekwencje natomiast poniósł Bogdan S., który o nielegalnym polowaniu zawiadomił ORD w Lublinie. Zapewne i w opisywanej tutaj sprawie Florian Sekuła „poległby”, gdyby nie rozsądna postawa sądu łowieckiego.

    Jak widać w dwu jakby takich samych sprawach lubelskie łowieckie organy PZŁ zachowują się co najmniej dziwnie okazując dwa odmienne oblicza..... i swoich nie ruszają. I dzięki postawie "wybielania czarnego" lekceważący prawo trzymają władzę w kołach, bo swoich w okręgu lubelskim chronią. Nawet za cenę kompromitowania łowiectwa.





  • 03-07-2006 22:28 Deer35 jean-człowieku o czym ty piszesz.Tak myślę,że jednak musiałeś dobrz umoczyć i cośik Ci się poplątało.Pomyliłeś porządnych ludzi i kanalie nie zależnie z jakiej epoki i nacji.A takich można spotkać nawet i w kościele.Nie trzeba sięgać do PRL.A wogóle to ile Ty wiosen liczysz że z taką pewnością to wszystko opisujesz.Czy cóś się zmieniło w tej naszej wolności.Tak napewno zamiast czerwonej legitymacji to mamy prtfel.Tak włąsciciele legitymacji i grubego portfela byli i są lepsi i gorsi a więc nic się nie zmieniło i najgorsze jest to że idzie na gorsze i to dzięki nam wszystkim że wolimy nie widzieć i nie słyszeć a jak już trzeba zaświadczyć to nie ma głupich niech to robią inni.Popatrz w około może i w Twoim kole
    są równi i równiejsi.Są szaraczki do roboty i inni do polowania itd itd.Pozdrawiam mimo że się z twoją wypowiedzią nie zgadzam.DB
    03-07-2006 20:15 Wiesław Nitka Kolejny przykład kształtowania "koleżeństwa" opierającego się na stosowaniu prawa w zależności statusu - bardziej lub mniej znajomy.
    Ale jak ma być inaczej? Pranie brudów w "własnej pralce" musi przynosić problemy związane z obiektywizmem organów mających na celu sprawowanie prawa. Ciężar podejmowania decyzji w stosunku do osób znanych danemu organowi, z którym łączą go przyjacielskie stosunki jest diametralnie różny od tego gdzie tych stosunków nie ma. Stąd podział na równych i równiejszych dla prawa. Jakie szanse ma szeregowy myśliwy z udowodnieniem swoich racji przeciwko osobom z władzy związkowej gdy często "szczyt osądza szczyt". Ten nikomu nieznany będzie na samym starcie w przegranej pozycji - w konsekwencji znajdzie się i paragraf "na utęperowanie" poczynań i wskazanie miejca w szeregu. To wszystko nasuwa jedną - jedyną konkluzję- tylko głębokie zmiany w sprawowaniu prawa mogą dać poczucie sprawiedliwości. Sprawowaniem prawa powinni zająć się niezawisłe sądy i prokuratura nieobciążone "koleżeńskimi" układami.

    Pozdrawiam DBWN
    30-06-2006 21:59 Deer35 Lustracji politycznej nie trzeba wystarczy tej którą mamy i mózg się gotuje.Jeżeli ktoś nie rozumie że w każdej grupie społecznej w każdej nacji są tylko ludzie a nie cyborgi,są dobrzy i żli wspaniali i byle jakość.Ten co rozdiela łowiectwo na kumunistyczne i wolnościowe to tak naprawdę ma nie wiele do powiedzenia.Byli i wtedy i dzisiaj wspaniali i kanalie.Poglądy polityczne nic tu nie mają do rzeczy w dzisiejszym łowiectwie zresztą nie tylko w łowiectwie dzieją sie różne cudeńka.Odnowa a nie lustracja nam potrzebna.Przecież do władz które w ostatecznośąci ustanawiają rzeczników i sędziów to my wybieramy swoich przedstawicieli i udawanie że to tylko ich wina że jest taka reakcja na życiowe poniekąd sprawy dla związku,nas szaraczków nie dotyczy.Lubelskie moja mała ojczyzna,ale czy tylko tam się dzieją takie rzeczy.Los mnie rzycał niemal po całym kraju oj napatrzyłem się ja napatrzyłem ale i przeżywałem.Nie jednokrotnie podejmowałem walkę,często odchodziłem przegrany.Tam gdzie była zdrowa tkanka koła wszystko szło w dobrym kierunku.Tam gdzie była byle jakość działo się to
    co kolega wspaniale opisał oby to przyniosło otrzeżwienie i rozum wrócił na miejsce.
    30-06-2006 16:35 Step2 Atmosfera wokół zdarzeń na jednym z polowań w jednym z kół - tak bym to nazwał - jest dosyć typowa a prawdopodonienstwo analogii do zdarzeń w innych kołach bardzo wysokie. Jeden wniosek generalnie nasuwa się po takim przedstawieniu faktów przez autora: Niemożliwość oceny i wagi faktów przez ORD na podstawie zeznań uczestników i kuriozalny wniosek oskarżycielski do OSŁ przeciwko osobie łowczego.
    Werdykt, jedyny i słuszny chyba w tej sprawie jako dowód, ze sądy łowieckie mogą być wolne też od stronniczości. Ale co krwi rzecznik napsuł to napsuł i to jest przykład niemożności trzeźwego osądu sytuacji i zdarzeń przez rzecznika na etapie prowadzenia dochodzenia.

    Można odnieść wrażenie, że zadziałał "osłonowo" dla dwóch osób majacych konflikt z prawem łowieckim. Stronniczość zauważalna...Odnoszę wrażenie, że przypadek nieodosobniony. W historii 28 lat członkowstwa podobnych znam bardzo dużo... Hmmm

    A tytuł reportażu to chyba nieporozumienie: Rosjanie, w przeciwieństwie do części zapyziałego narodu polskiego mają w swojej socjologii odwilż i wykazują dalekoidący postęp - ŚMIEJĄ SIĘ I WYKPIWAJĄ CECHY I ZACHOWANIA W NARODZIE ROSYJSKIM.


    30-06-2006 16:27 jurso DAJCIE SOBIE LUDZISKA NA SPOKÓJ. NIE WPROWADZAJCIE LUSTRACJI DO ŁOWIECTWA , BO NIEDŁUGO ONO BĘDZIE WYGLĄDAŁO JAK NASZA OJCZYZNA , GDZIE TECZKI , PRZYNALEŻNOŚĆ JESZCZE 100 LAT BĘDĄ KARTĄ PRZETARGOWĄ I IGRZYSKAMI DLA MOTŁOCHU . NIE DZIELMY , ALE ŁĄCZMY . DB
    30-06-2006 15:20 jean Tak jest smutna prawda PRLowskiego łowiectwa które w postaci byłych prominentów,milicjantów,wojskowych,sędziów ect.wszelkiej maści i nacji uprzywilejowanych bezprawnie komunistycznych aktywistów dalej sieje postrach pod parasolem PZŁ.Przecież gdyby każdy myśliwy napisał jakie u niego w kole są patologie i "nadludzie" to okazałoby się,że przykład Lubelski nie jest sierotą. W szeregach PZŁ,przecież
    wystarczy spojrzeć na ilość kół wojskowych,milicyjnych i innych prominętnych " " dla których były i są najlepsze tereny łowieckie obfitujące w zwierza a za tym i stojące duże pieniądze.Pewnego razu w artykule na temat rocznicowy WKŁ przeczytałem,że na dokarmianie zwierzyny przeznaczają rocznie 75tys zł. co jest niejednokrotnie wielowetnim planem finansowym wielu KŁ.W reportażu tv "Żelazo"były prokurator,przemytnik na usłygach SBecji szczyci się jak to z swojej kniejówki trzymał na muszce policję i prokuratora bo chcieli wejść i jego teren a w tle w lesie opwiada gość jak to on jest myśliwym, to jest obraz nie odosobniony, takich i tych nowych a raczej nowobogackich myśliwych jest dużo i uważają , że im jest wszystko wolno.Słyszałem jak pewien kłusownik zotał prezesem a teraz to już nikt mu nie podskoczy bo zalegalizował swoje hobby,zresztą od dziecka miał dobrą szkołe od swojego przodka,lub jak to się ma znajomości u łowczego to nawet myśliwym nie trzeba być, żeby zapolować,lub to, że jak się mieszka w łowisku no to przecież nikt go nie skontroluje? i t d.druga rzeczywistość PZŁ. Rzecznicy wywodzą się właśnie tak jak pisze w artykule z służb lub milicji tych co umieli pisać!-prowokacje!.Do normalności w PZŁ chyba jeszcze długa droga choć nowy Statut pokazauje,że choć nie doskonały to są możliwe zmiany i nadzieja,że pójdzie to za kilkadziesiąt lat w normnlność.Aby to przyspieszyć trzeba jak najwięcej tych nienomalnych sytuacji pokazywać,przecież ja dopiero na Łowieckim dowiedziałem się,że Sędziowie Sądów Łowieckich opłacani byli z zasądzonych grzywn które konsumowali jako diety czy inne przychody zakamuflowane.Dużo należy również pisać na temat bezpieczeństwa na polowaniach ,wypadkach jakie mają miejsce z bronią i w trakcie polowań.Takie artykuły pozwolą wzbogacić wiedzę może niektórym uruchomią wyobrażnie a innych czegoś nauczą może np. uczciwości!! i honoru. jestem przy nadzieji, że tak będzie??!! Pozdrawiam DB

    Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
    Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.